Polskie wynalazki. Wniosków mniej, ale patentów więcej

W ciągu kilku dekad Polska dokonała wielkiego skoku cywilizacyjnego. Wciąż są jednak dziedziny, w których zauważalnie odstajemy od światowej czołówki. Jedną z nich są patenty. Problemem jest kiepska wynalazczość, słabe finansowanie czy chromy system? A może wszystkie te czynniki? I co zrobić, by poprawić sytuację?

Maciej Sikorski
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na X
Polskie wynalazki. Wniosków mniej, ale patentów więcej

Pod koniec marca popełniłem tekst, w którym przyjrzałem się niektórym danym pochodzącym z raportu Europejskiego Urzędu Patentowego podsumowującego 2025 rok. Krótkie streszczenie dokumentu trafiło do nas z Urzędu Patentowego Rzeczpospolitej Polskiej i w swoim wydźwięku było dość pozytywne: podmioty z Polski w ubiegłym roku złożyły 621 aplikacji patentowych, a to wynik o niemal 60 proc. lepszy od tego z 2016 roku. 

Dalsza część tekstu pod wideo

Aplikacji było mniej, ale pozycja Polski jest mocna

Z rzeczonego podsumowania dowiedziałem się, że Polska dobrze wypada na tle państw z regionu, że Polki świetnie radzą sobie na tle wynalazczyń z innych państw, a do tego pozostajemy w top 30 krajów, z których zgłaszane są wynalazki na Starym Kontynencie. Niestety, im więcej uwagi poświęca się informacji, tym gorzej prezentuje się faktyczny obraz polskiej innowacyjności wyrażany tym konkretnym miernikiem. 

Okazuje się, że w 2025 roku z Polski pochodziło o 10 proc. mniej wniosków niż rok wcześniej, że na tle mniejszych państw z regionu jednak nie wypadamy tam dobrze, a od państw z pierwszej czy drugiej ligi patentowej dzieli nas przepaść. Trzeba przy tym zaznaczyć, że nie chodzi jedynie o kraje europejskie, bo wnioski w EPO składają też podmioty z USA czy Azji. Więcej na ten temat przeczytacie tutaj.

Dlaczego wracam do tematu? Otóż postanowiłem dowidzieć się, z czego wynika nakreślona sytuacja. Podmioty z Polski nie składają masowo wniosków w EPO, bo to zbyt drogie? Bo nie ma czego patentować czy raczej nie ma to większego sensu? Z pytaniami zwróciłem się do Urzędu Patentowego Rzeczypospolitej Polskiej, Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Ministerstwa Rozwoju i Technologii, a także czterech polskich uczelni. Kontakt z tymi ostatnimi nie był przypadkowy – istotną rolę w rodzimym środowisku patentowym odgrywają właśnie segment akademicki

A zatem: skoro jest dobrze, to czemu jest źle?

Pieniądze to nie wszystko, ale bez pieniędzy...

Być może dla wielu osób nie będzie zaskoczeniem fakt, że moi rozmówcy najczęściej wskazywali na finanse jako główny czynnik ograniczający liczbę wniosków patentowych. Problem zaczyna się na etapie badań, które są niedofinansowane, a wysokie koszty ochrony patentowej to właściwie czubek góry lodowej. 

Procedura europejska jest kosztowna. Obejmuje nie tylko samo zgłoszenie, ale również utrzymanie ochrony. Istotnym wyzwaniem jest także zasadność komercjalizacji na rynkach zagranicznych. Decyzja o zgłoszeniu do EPO musi być powiązana z realnym potencjałem wdrożeniowym i biznesowym w skali międzynarodowej.

Dodatkowo należy uwzględnić ryzyko oraz koszty dochodzenia praw w przypadku ich naruszenia poza Polską. Egzekwowanie ochrony patentowej w różnych systemach prawnych bywa skomplikowane i wymaga odpowiednich zasobów organizacyjnych oraz finansowych

– przekazała nam Anna Żmuda-Muszyńska, rzeczniczka prasowa Akademii Górniczo-Hutniczej.

Podobnie sprawę przedstawiła dyrektorka Centrum Transferu Technologii CITTRU Uniwersytetu Jagiellońskiego, dr inż. Gabriela Konopka-Cupiał, która zwróciła uwagę, że uzyskanie patentu poza Polską, np. w procedurze EPO, wiąże się z wydatkiem wynoszącym od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy złotych. Konkretna kwota zależy m.in. od zasięgu terytorialnego ochrony czy stopnia skomplikowania postępowania. A skoro kwoty są duże, to niewiele podmiotów może sobie pozwolić na taki wydatek. 

Jest to inwestycja, którą warto podjąć wyłącznie wtedy, gdy istnieje realna szansa, a przynajmniej prawdopodobieństwo sukcesu komercjalizacyjnego. Nie ma sensu produkowanie jakichkolwiek zgłoszeń niezależnie od tego, czy w kraju, czy za granicą, jeśli jedynym ich celem jest poprawa pozycji w rankingach czy zdobycie punktów w ewaluacji

– stwierdziła szefowa CTT CITTRU.

W tym miejscu warto dodać, że Centrum Transferu Technologii CITTRU to jednostka UJ, która odpowiada za współpracę nauki z biznesem. Podmiot nadzoruje procesy badawcze oraz komercjalizację wynalazków i technologii.

Polskie wynalazki. Wniosków mniej, ale patentów więcej

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego także zwróciło uwagę na wysokie koszty procedury w EPO, a także jej złożoność i rozciągnięcie w czasie. W opinii przedstawicieli resortu działa to szczególnie niekorzystnie w przypadku małych i średnich firm. Efekt jest taki, że na zgłoszenia decydują się głównie podmioty posiadające zaplecze prawne i organizacyjne. A w przypadku Polski są to właśnie uczelnie, bo dużych firm prowadzących prace badawcze jest stosunkowo niewiele. 

Istotne bariery to również brak specjalistów od komercjalizacji, ograniczona świadomość znaczenia ochrony własności intelektualnej oraz fakt, że część innowacji ma charakter inkrementalny i nie spełnia rygorystycznych wymogów EPO. Wiele firm koncentruje się na innowacjach procesowych lub adaptacji technologii, a nie na tworzeniu własnych rozwiązań o potencjale międzynarodowym. W przypadku uczelni nadal silniejsza jest presja na publikacje niż na komercjalizację

- twierdzą przedstawiciele resortu.

Ten ostatni wątek warto rozwinąć, bo uwagę na niego zwróciło kilku moich rozmówców.

Wnioski patentowe są ważne. Jednak przegrywają z publikacjami

Finansowanie polskich uczelni zależy w znacznej mierze od analizy ich dorobku naukowego. Ważną rolę w tej ewaluacji odgrywają publikacje. Efekt jest taki, że uczelnie mogą liczyć na mocniejsze wparcie finansowe z budżetu, jeśli „wyprodukują” większą liczbę publikacji. Ich jakość nierzadko schodzi na dalszy plan. Ów mechanizm nie odpowiada wszystkim uczestnikom i trwa dyskusja na temat reformy systemu.

Na tę kwestię wskazała m.in. dr Anna Modzelewska, rzeczniczka prasowa Uniwersytetu Warszawskiego. W jej opinii środowisko naukowe koncentruje się na badaniach podstawowych, które od uzyskania patentu dzieli długa droga. Ale to nie wina samych naukowców, ale obowiązujących przepisów. 

Krzysztof Szymański, rzecznik prasowy Politechniki Warszawskiej, stwierdził z kolei, że uczelnie mają co zgłaszać we wnioskach patentowych, a pracownicy uczelni wiedzą, jak realizować ten proces. Problem polegać ma na tym, że patent europejski nie jest powszechnie wykorzystywany w krajowym systemie innowacji. 

Przez wiele lat dominował w Polsce model, w którym innowacyjne rozwiązania utrzymywano w tajemnicy i chroniono przed konkurencją, natomiast ochrona patentowa – szczególnie międzynarodowa – była stosowana w ograniczonym zakresie. Źródła możemy upatrywać w fakcie, iż nieodzownym elementem patentowania jest ujawnienie wynalazku, zaś procedury patentowe są długotrwałe, a koszty ochrony międzynarodowej istotne, zwłaszcza dla uczelni i mniejszych podmiotów. Obecnie ten trend ulega zmianie, jednak jest to proces wymagający czasu, doświadczenia oraz dalszej edukacji

– przekonuje Krzysztof Szymański.

Sama aplikacja nie ma sensu

Reprezentanci uczelni zwracali uwagę na fakt, że nie wszystkie patenty znajdują zastosowanie rynkowe. W efekcie już na etapie analizy ich potencjału weryfikowana jest zasadność ochrony konkretnych pomysłów. Usłyszałem, że istotna jest jakość, a nie liczba zgłoszeń. Postępowanie prowadzi się po prostu dla najlepszych, perspektywicznych rozwiązań.

W Uniwersytecie Jagiellońskim przyjęto zasadę, że w postępowania o ochronę międzynarodową wchodzimy wyłącznie w przypadku takich wynalazków, dla których ma to uzasadnienie komercjalizacyjne. Dotyczy to przede wszystkim rozwiązań z obszaru life sciences, zwłaszcza o charakterze lekowym i biotechnologicznym. W tych branżach uzyskanie ochrony poza Polską jest konieczne, jeśli poważnie myślimy o komercjalizacji. Oznacza to, że nie rozszerzamy ochrony międzynarodowej dla każdego rozwiązania, które, z prawnego i technicznego punktu widzenia, mogłoby zostać objęte patentem.

Patentu nie traktujemy jako trofeum. Jego sens polega na uzyskaniu monopolu prawnego, który ma realne znaczenie w procesie wdrożenia. Wbrew obiegowym opiniom nie w każdej branży ochrona patentowa jest kluczowa dla sukcesu rynkowego

– podsumowała dr inż. Gabriela Konopka-Cupiał z UJ.

Patenty, czyli co? Nad tym pracują polskie uczelnie

Jak to wygląda w praktyce? Czego dotyczą wnioski patentowe składane przez polskie uczelnie?
Większość zgłoszeń UJ dotyczy wspomnianego już obszaru life science, opracowane rozwiązania mogą znaleźć zastosowania w medycynie, farmacji, diagnostyce, ale też rolnictwie. Na przesłanej liście zgłoszeń do EPO widnieją m.in.:

  • Nowe kationowe polimery o właściwościach przeciwgrzybicznych;
  • Nanonawóz wzbogacony mikroorganizmami, sposób otrzymywania kompozycji nawozu, zastosowanie nawozu oraz drożdże Rhodotorula mucilaginosa;
  • Urządzenie do wytwarzania cienkich warstw i sposób wytwarzania cienkich warstw;
  • Reaktor przepływowy do badania in situ reakcji chemicznych z udziałem reagentów chiralnych;

Uniwersytet Warszawski w ubiegłym roku zgłosił do EPO dziewięć wniosków, wśród których znalazły się rozwiązania z obszarów biotech, medtech i chemii. Przedstawicielka uczelni zaznaczyła przy tym, że nie były to wszystkie zgłoszenia zagraniczne, bo część skierowano do urzędów w USA oraz krajów Azji. 

Portfel zgłoszeń Politechniki Warszawskiej obejmuje szerokie spektrum technologii, w tym zaawansowane materiały i technologie chemiczne, elektronikę i fotonikę, rozwiązania dla medycyny i inżynierii biomedycznej, technologie związane z transformacją energetyczną oraz rozwiązania cyfrowe, w tym elementy sztucznej inteligencji

– poinformował nas Krzysztof Szymański z Politechniki Warszawskiej.

W przypadku AGH na liście zeszłorocznych zgłoszeń do EPO również znajdują się rozwiązania z różnych segmentów technologicznych. Mają one potencjał wdrożeniowy w medycynie, przemyśle 4.0 czy inżynierii materiałowej. W ramach przykładu przedstawicielka uczelni wskazała na:

  • opatrunek hydrożelowy zawierający substancje bioaktywne, przeznaczony do leczenia trudno gojących się ran;
  • zaawansowane kompozyty ceramiczne;
  • materiały o podwyższonej odporności na ścieranie;
  • metody detekcji anomalii w sygnałach drgań maszyn wirnikowych, istotne dla diagnostyki przemysłowej. 

Wniosków było mniej, ale patentów więcej!

Pytania o to, dlaczego podmioty z Polski wypadają dość przeciętnie w zestawieniu EPO dot. wniosków patentowych, skierowałem także do Urzędu Patentowego Rzeczypospolitej Polskiej. Z odpowiedzi dowiedziałem się m.in., że… nie jest tak źle, jak to interpretuję. Bo chociaż w porównaniu z 2024 rokiem spadła liczba zgłoszeń patentowych, to liczba przyznanych patentów już wzrosła i to zauważalnie: o ponad jedną trzecią. A przywołany spadek należy traktować raczej jako korektę niż zapowiedź kryzysu. 

Obserwujemy, że międzynarodową ścieżkę obierają głównie szkoły wyższe lub firmy z branży farmaceutycznej, medycznej bądź biotechnologicznej. Wynika to w głównej mierze z kosztów związanych zarówno z procesem uzyskiwania ochrony, jak też późniejszego jej utrzymania. Polska jest krajem, gdzie to ochrona w UPRP jest opcją pierwszego wyboru, a relacja zgłoszeń dokonywanych corocznie w EPO i UPRP wynosi 1:5 i tak jest również w tym roku

– przekazała nam Monika Chrobak, rzeczniczka prasowa UPRP.

W ramach ciekawostki zaznaczę w tym miejscu, że odpowiedzi udzielane przez przedstawicieli Ministerstwa Rozwoju i Technologii oraz UPRP brzmiały, jeśli nie identycznie, to bliźniaczo podobnie do tych przesłanych przez UPRP. Niczym praca domowa przepisywana na parapecie przed lekcją… 

Zespół prasowy Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego zwrócił uwagę na to, że obserwowany jest wzrost wskaźnika liczby patentów w odniesieniu do liczby złożonych aplikacji. O ile w 2022 roku wynosił on 30 proc., o tyle w ubiegłym roku wzrósł do 53 proc. Ale co ze spadkiem liczby aplikacji w ubiegłym roku? Ministerstwo nie chce go interpretować wyłącznie jako obniżenia aktywności innowacyjnej. 

Istotnym czynnikiem mogą być zmiany w polityce zarządzania własnością intelektualną w części instytucji – w tym większy nacisk na jakość zgłoszeń i ich potencjał komercjalizacyjny zamiast maksymalizacji liczby aplikacji. Taka selektywność, choć pozytywna z punktu widzenia efektywności systemu, może krótkookresowo ograniczać liczbę uzyskiwanych patentów. Nie można też wykluczyć wpływu czynników instytucjonalnych, takich jak obciążenie urzędów patentowych, wydłużenie czasu procedowania czy zmiany w praktyce oceny zdolności patentowej. Tego typu czynniki mogą powodować fluktuacje roczne niezależne od aktywności zgłoszeniowej

- twierdzi zespół prasowy MNiSW.

Przyjmijmy, że nie jest tragicznie. Ale co zrobić, by było lepiej? A właściwie, co robią ministerstwa czy uczelnie, by poprawić obraz sytuacji w omawianym sektorze? 

Edukacja, pieniądze i wsparcie ekspertów

Rzecznik prasowy Politechniki Warszawskiej poinformował mnie, że uczelnia „aktywnie wzmacnia system wspierania ochrony własności intelektualnej”, a wykorzystuje do tego m.in. IDUB. Cóż to takiego? Mowa o programie „Inicjatywa doskonałości – uczelnia badawcza” wprowadzonym przez ustawę Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce. Ze strony Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego można się dowiedzieć, że:

Priorytetem programu jest wyłonienie i wsparcie uczelni, które będą dążyć do osiągnięcia statusu uniwersytetu badawczego, a także będą w stanie skutecznie konkurować z najlepszymi ośrodkami akademickimi w Europie i na świecie.

Co to oznacza w praktyce? Krzysztof Szymański przekazał nam, że na niemal wszystkich wydziałach Politechniki Warszawskiej przeprowadzono warsztaty, szkolenia i konsultacje w zakresie ochrony własności intelektualnej. Oprócz działań edukacyjnych podmiot zapewnia wsparcie finansowe i organizacyjne w zakresie zgłoszeń patentowych. Efekty są ponoć widoczne: rośnie liczba naukowców, którzy uwzględniają ochronę patentową już na etapie planowania badań. 

Na pytanie o działania promujące ubieganie się o patenty UPRP odpowiedział, że prowadzi w tym zakresie ogólnopolskie kampanie, programy edukacyjne czy inicjatywy skierowane do różnych odbiorców: od przedsiębiorców, przez naukowców, po szkoły. Celem jest „zwiększenie świadomości znaczenia ochrony własności przemysłowej oraz zachęcenie do ich praktycznego wykorzystania".

Urząd Patentowy diagnozuje możliwości stworzenia w Polsce warunków do wdrożenia tzw. IP backed financing, czyli finansowania dłużnego opartego na posiadanym IP (własności intelektualnej – red.). Jest to rozwiązanie, które może być szczególnie użyteczne dla startupów i innych innowacyjnych podmiotów zmagających się z problemem braku finansowania na wczesnym etapie rozwoju. Kolejne rozwiązanie to wsparcie dla Centrów Transferu Technologii działających przy uczelniach i ośrodków PATLIB jako skutecznych pośredników między nauką a biznesem. Postulujemy także uwzględnienie w ocenie parametrycznej uczelni kryteriów związanych ze zgłoszeniami patentowymi, także za granicą, a w przyszłości również z ich komercjalizacją

– wyjaśniła Monika Chrobak z UPRP.

Wraca zatem motyw ewaluacji uczelni, który najwyraźniej trzeba zmienić. Jak długo trzeba będzie czekać na efekty? Resort nauki przekonuje, że prowadzone są prace w tym zakresie. 

Ministerstwo prowadzi prace nad reformą systemu ewaluacji dorobku naukowego, tak aby zwiększyć znaczenie transferu wyników badań i jakościowej ochrony IP. Powołano Zespół ds. transferu wyników badań naukowych, który opracowuje rekomendacje mające na celu usprawnienie komercjalizacji badań i ułatwienie współpracy nauki z biznesem. Zespół doradza w zakresie innowacyjności, wskazuje rozwiązania dla uczelni oraz wspiera przedsiębiorczość technologiczną naukowców. Rekomendacje zespołu przewidują m.in. silniejsze premiowanie patentów będących przedmiotem komercjalizacji i wdrożeń, patentów zagranicznych oraz zgłoszeń PCT spełniających określone kryteria jakości, co będzie miało przełożenie na stymulowanie wzrostu liczby wartościowych zgłoszeń i patentów

– poinformowali przedstawiciele resortu.

Z kolei Ministerstwo Rozwoju i Technologii zapytane o to, co robi, by podnieść poziom innowacyjności i zwiększyć liczbę uzyskiwanych patentów, opisało działania podejmowane przez… rodzimy Urząd Patentowy. Chyba już wiem, kto przepisywał zadanie domowe podczas szkolnej przerwy. Żywię nadzieję, że z rozwojem i technologiami sprawy w resorcie mają się lepiej.

Ministerstwo chwali się inicjatywami 

Wiele do przekazania w tej kwestii miało natomiast Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, którego przedstawiciele już na wstępie poinformowali, że najważniejsza jest współpraca nauki i biznesu, a resort chce ją wzmacniać. 

Kluczowym instrumentem jest program "Science4Business – Nauka dla Biznesu" finansowany z FENG do 2029 roku, którego celem jest zwiększenie efektywności Centrów Transferu Technologii i spółek celowych w zakresie współpracy z biznesem i komercjalizacji wyników B+R. Szczególnie istotne jest wsparcie badań przemysłowych i prac rozwojowych nad technologiami o potwierdzonym potencjale wdrożeniowym, rozwój współpracy nauka–biznes oraz transfer i komercjalizacja wyników badań. Program przewiduje wsparcie komercjalizacji bezpośredniej (sprzedaż/licencjonowanie know how i praw własności intelektualnej), co ma pobudzić aktywność patentową jednostek naukowych i przedsiębiorstw, a docelowo doprowadzić do wzrostu zgłoszeń patentowych

- deklaruje MNiSW.

Z kolei Narodowe Centrum Badań i Rozwoju realizuje program Patent Plus, którego celem jest zwiększenie liczby aplikacji. Odbywa się to przez dofinansowanie lub refundację kosztów przygotowania zgłoszeń. Program wspiera też uzyskiwanie ochrony poza Polską. W działania na tym polu ma być zaangażowana także Sieć Badawcza Łukasiewicz, której głównym celem jest "prowadzenie prac badawczych kluczowych z punktu widzenia polityki państwa oraz komercjalizacja ich wyników".

Ministerstwo pochwaliło się też programami dla studentów i kół naukowych, czego przykładem są „Studenckie koła naukowe tworzą innowacje". W VI edycji do finansowania zakwalifikowano 120 projektów na kwotę niemal 7,8 mln zł. Średnio daje to niemal 65 tys. zł na projekt, a maksymalna kwota dofinansowania dla pojedynczej inicjatywy wynosi 70 tys. zł. Komputera kwantowego się za to nie stworzy, ale z pewnością można te środki wykorzystać sensownie, by wykazać się innowacyjnością. 

Przesłana lista działań podejmowanych przez MNiSW jest dłuższa. Pojawia się na niej program „Doktorat wdrożeniowy" umożliwiający prowadzenie badań naukowych we współpracy z przedsiębiorstwami. W 2025 roku uruchomiono projekt „ScalePL", mający na celu wsparcie komercjalizacji wyników badań naukowych i promocję innowacji w Dolinie Krzemowej. 

Można stwierdzić, że coś się dzieje. Oby nie tylko na papierze. Pozostaje mieć nadzieję, że za kilka lat przyniesie to rezultaty. 

Uczelnie zapewniają wsparcie swoim pracownikom

Tymczasem wróćmy do działań podejmowanych przez uczelnie.

Na Uniwersytecie Warszawskim działa Centrum Transferu Technologii i Wiedzy – najstarsza tego typu jednostka uniwersytecka w Polsce. Wspiera ono badaczy w ochronie własności intelektualnej, oferując pełen zakres usług niezbędnych do uzyskania patentu lub ochrony w innych formach

– poinformowała nas dr Anna Modzelewska.

Rzeczniczka prasowa uczelni przekazała też, że ta instytucja nie tylko analizuje technologie pod kątem wdrożeniowym, ale również „utrzymuje relacje z licencjobiorcami, inwestorami branżowymi oraz podmiotami typu venture capital i venture building”. Prowadzone są także działania edukacyjne dla kadry naukowej dot. ochrony własności intelektualnej. Realizowane są też projekty w ramach wspomnianego już programu „Science4Business – Nauka dla Biznesu".

Anna Żmuda-Muszyńska, rzeczniczka prasowa AGH, również wskazała na działania edukacyjne. Uczelnia uczestniczy w programie szkoleniowym EPO: „Modular IP Education Framework”. Ma on zwiększać wiedzę pracowników w zakresie procedur patentowych oraz strategii ochrony innowacji. W dotychczasowych edycjach programu udział wzięło ponoć kilkadziesiąt osób z krakowskiej uczelni.

Polskie wynalazki. Wniosków mniej, ale patentów więcej

Przedstawicielka AGH przekonywała nas, że jednym z priorytetów tego podmiotu jest właśnie transfer technologii oraz komercjalizacja wyników badań. Kluczową rolę w tym procesie odgrywa m.in. Centrum Współpracy i Transferu Technologii, w tym Dział Ochrony Własności Intelektualnej. Zatrudniono tam rzeczników patentowych, którzy wspierają naukowców m.in. w przygotowaniu dokumentacji zgłoszeniowej, wyborze optymalnej ścieżki ochrony czy konsultacjach prawnych.

Od bibliotek, przez granty, po inkubatory

Najstarsza rodzima uczelnia podchodzi do tematu bardzo szeroko. UJ zapewnia środki na ochronę patentową, a wspomniany już CTT CITTRU oferuje mini granty, ale na tym wsparcie się nie kończy.

Podmiot zapewnia pomoc w przygotowywaniu wniosków grantowych do konkursów ukierunkowanych na badania aplikacyjne i działania wdrożeniowe. Jednocześnie oferuje kursy z zakresu przedsiębiorczości oraz komercjalizacji. Dotyczą one m.in. zakładania startupów, a skierowane są do uczestników uczelnianych szkół doktorskich. 

W niektórych szkołach są one wręcz obowiązkowe. Edukacja w obszarze przedsiębiorczości obejmuje również szeroką ofertę szkoleniową, doradczą i mentoringową realizowaną przez Akademicki Inkubator Przedsiębiorczości UJ we współpracy z CTT CITTRU. Z oferty AIP na co dzień korzysta wielu studentów

– dodała dr inż. Gabriela Konopka-Cupiał.

Uniwersytet Jagielloński inwestuje też w infrastrukturę, która ma wspierać procesy twórcze. Przykładem są Przestrzenie Kreatywnej Współpracy czy Jagiellońskie Centrum Badań Użytecznych – Campus Living Lab. W miejscach tych badacz może zdobyć nowe kompetencje. W remoncie są też dwie biblioteki kampusowe, które docelowo mają pełnić rolę m.in. prototypowni.

W celu wspierania innowatorów z obszaru nauk społecznych i humanistycznych, zwłaszcza w tworzeniu innowacji oraz rozwijaniu kompetencji audiowizualnych, digitalizacyjnych i VR/AR, powstało LAB3D, czyli infrastruktura łącząca humanistykę z technologią. Wkrótce uruchomione zostaną kolejne podobne przestrzenie ukierunkowane na naukę przedsiębiorczości i współpracy z otoczeniem społeczno-gospodarczym

– przekazała dr inż. Gabriela Konopka-Cupiał.

Od przedstawicieli uczelni dowiedzieliśmy się, że „kropką nad i" w omawianym temacie będzie ogólnouczelniana, kompleksowa strategia kooperacji z sektorem gospodarczym, nad którą prace są właśnie finalizowane.

Do poprawy systemu nie są potrzebne pieniądze

Po przepytaniu kilku instytucji na temat sytuacji w świecie rodzimych patentów kilka rzeczy stał się bardziej klarownych. Np. to, że nadrzędnym problemem nie jest brak kadr. Rozmówcy zapewniali mnie, że nasze uczelnie czy instytuty badawcze mają duży potencjał wynalazczy. A nacisk jest kładziony nie na ilość, ale jakość patentów. Podmioty stojące za aplikacjami wierzą w to, że zgłaszane rozwiązania nie tylko mają sens, ale mogą przynieść wymierne korzyści. 

Wygląda też na to, że branża się profesjonalizuje. Eksperci z zakresu patentowania wspierają naukowców, ci ostatni sami edukują się w zakresie ochrony własności intelektualnej. Rozwijana jest infrastruktura, system wsparcia finansowego czy prawnego. Na efekty zmian trzeba jednak poczekać, bo to proces rozpisany na lata. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że na samo uzyskanie patentu czeka się czasem kilka lat od chwili złożenia wniosku. 

Jest super, można się rozejść? Nie do końca. Problemem wciąż pozostaje finansowanie. Kwestia nie do rozwiązania na obecnym etapie, bo i bez tego mamy gigantyczną dziurę w budżecie? To może być dla niektórych wygodne tłumaczenie, ale warto zadać pytanie pomocnicze: pieniędzy nie ma czy też są niewłaściwie adresowane? Czy w tym konkretnym przypadku właściwie jest wykorzystywany np. potencjał spółek kontrolowanych przez Skarb Państwa? 

Osobną kwestią jest przywoływany przez moich rozmówców model ewaluacji nauki. W tym kontekście szkodliwy, bo promujący publikacje, a nie rozwój technologiczny i jego właściwą ochronę. Usłyszałem, że prowadzone są działania, które mają to zmienić. Pytanie, kiedy uda się naprawić ten system? I czy wszystkim na tym zależy...?