Na co zwrócić uwagę przy wyborze smartwatcha? – poradnik
Sponsorowane 16:10

Na co zwrócić uwagę przy wyborze smartwatcha? – poradnik

Planujesz zakup nowego smartwatcha? Podpowiadamy, na co zwrócić uwagę, by dokonać dobrego wyboru. Jak wybrać dla siebie idealnego smartwatcha? Wbrew pozorom to nie jest taka prosta sprawa. Różnice między inteligentnymi zegarkami nie sprowadzają się wyłącznie do ceny i parametrów. Każdy producent ma swoją własną filozofię, co taki sprzęt powinien oferować, a poszczególne modele potrafią mocno różnić się stylem, wykonaniem oraz zestawem oferowanych funkcjonalności. W dużym skrócie, przed wyruszeniem na poszukiwania warto wiedzieć, czego od tego typu sprzętu oczekujemy. Ze swojej strony natomiast podpowiadamy, na co zwrócić uwagę, by wybrać model idealnie dopasowany do naszych potrzeb. Wygląd i styl Pod wieloma względami smartwatch nie różni się znacząco od klasycznego zegarka. Przykładowo, w dalszym ciągu traktowany jest jako akcesorium, które nie tylko ma spełniać swoją funkcję (czyli mierzyć czas… i parę innych rzeczy), ale także pasować do naszej stylizacji i danych okoliczności. Już na wstępie warto pomyśleć, gdzie i w jakich sytuacjach mamy zamiar go zakładać. Jest tu pewien element balansu. Typowo sportowy model z gumowym paskiem w krzykliwych kolorach raczej nie będzie pasował do stylizacji typu smart casual. Jednocześnie trzeba też uważać, by nie przesadzić w drugą stronę – masywna koperta i metalowa bransoleta będą słabym połączeniem, jeśli smartwatch ma nam towarzyszyć głównie w treningach i podczas spania, a jedynie od wielkiego święta planujemy go założyć „do ludzi”. Oczywiście jest to w dużej mierze kwestia gustu i własnych priorytetów. Ze swojej strony polecałbym jednak rozglądać się za modelem o w miarę uniwersalnym wyglądzie, który sprawdzi się w szerokim wachlarzu scenariuszy. Tutaj świetnym przykładem są nowe zegarki z rodziny Huawei Watch GT 7. Standardowo mamy do wyboru dwa rozmiary (41 i 46 mm) oraz kilka różnych wersji – od sportowych do bardzo klasycznych. Najważniejsze jednak, że niezależnie od wybranego wariantu, urządzenie nie popada w skrajności i prezentuje się dość klasycznie. Użytkownikowi daje to dużą dozę elastyczności: wystarczy podmienić tarczę i pasek, by z gadżetu do monitorowania treningów zrobić akcesorium, które doskonale prezentuje się w parze z marynarką. W jednym i drugim przypadku Huawei Watch GT 7 oraz Watch GT 7 Pro będą prezentowały się równie naturalnie. Wbrew pozorom nie zawsze jest to takie proste – część smartwatchy za sprawą swojego designu zawsze będzie się skłaniała w stronę sportu i aktywności outdoorowych. Problemem mogą się także okazać dedykowane mocowania pasków, które z jednej strony ułatwiają ich wymianę, ale zwykle ograniczają nasz wybór wyłącznie do oryginalnych akcesoriów producenta. Z Huawei Watch GT 7 nie trzeba się o to martwić – każdy pasek odpowiedniej szerokości z mocowaniem teleskopowym będzie pasował jak złoto, a jeśli zależy Wam na wygodzie, zawsze można sięgnąć po dedykowane paski EasyCross. Funkcjonalność czy bateria? Druga sprawa, to odpowiedzieć sobie na pytanie, czego oczekujemy od zegarka. Wiadomo, że powinien robić trochę więcej niż tylko pokazywać godzinę, ale czy na pewno chcemy, żeby zastąpił nam naszego smartfona? Bo z doświadczenia mogę Wam powiedzieć, że to wcale nie jest tak dobry pomysł, jak mogłoby się wydawać. Nadmiar funkcji w połączeniu z małym ekranem dotykowym bardzo często oznacza, że dostęp do nich jest utrudniony. Jest to irytujące, szczególnie kiedy dotyka najbardziej podstawowych narzędzi, takich jak minutnik czy dostęp do trybów treningowych. Przede wszystkim jednak zbyt rozbudowana funkcjonalność w smartwatchu oznacza zwykle problemy z baterią i konieczność codziennego ładowania. Zamiast tego warto spojrzeć na problem od drugiej strony: znaleźć zegarek, który potrafi zaoferować sensowny czas pracy na jednym ładowaniu i dopiero wtedy zweryfikować, czy posiada wszystkie funkcje, które nas interesują.  Jakie funkcje warto mieć na pokładzie? Tu pewnie każdy ma swoją listę, ale kilka z nich przyda się każdemu: podgląd powiadomień z telefonu, pogoda, monitorowanie tętna i aktywności itd. Dla wielu użytkowników bardzo ważna jest także jakaś forma płatności zbliżeniowych, takich jak np. Curve Pay w Huawei Watch GT 7. No a skoro o nowych zegarkach Huawei mowa, to warto podkreślić, że w kontekście balansu między funkcjonalnością a czasem pracy na jednym ładowaniu to jedni z mocniejszych zawodników na rynku. Możemy liczyć nawet na 21 dni pracy na jednym ładowaniu (w wersji Pro oraz w wariancie 46 mm), a praktycznie wszystkie kluczowe narzędzia czekają na nas już na pokładzie. Jednocześnie możliwości zegarków można dodatkowo rozbudować, instalując na nie dodatkowe aplikacje, z czym zresztą związana jest bardzo ciekawa promocja ze strony producenta.  W ramach akcji Huawei Multipass do wybranych nowych urządzeń dostajemy dostęp do wybranych aplikacji premium nawet na 90 dni w prezencie. W ten sposób możemy skorzystać m.in. z kilku rozbudowanych aplikacji do planowania wycieczek rowerowych (komoot, Bikemap, Naviki) czy programów treningowych (Huawei Health+, Kotcha, FIIT). Łącznie wartość takiego pakietu to ponad 800 zł – tutaj dostajemy go w prezencie. Funkcje zdrowotne i sportowe Jednym z głównych zastosowań smartwatcha jest monitorowanie stanu naszego zdrowia oraz aktywności fizycznej. Tutaj większość zegarków na rynku oferuje podobny zestaw zbliżonych funkcjonalności. Kupując taki sprzęt możemy być praktycznie pewni, że będzie posiadał pomiar pulsu i nasycenia krwi, liczył nasze kroki i posiadał kilkadziesiąt różnych trybów sportowych. Diabeł tkwi jednak w szczegółach. Po pierwsze, nie każdy smartwatch mierzy nasze parametry zdrowotne równie dokładnie. Jest to coś, co ciężko zweryfikować samodzielnie, dlatego warto zaufać doświadczeniu i opiniom użytkowników. Przykładowo, popularność i renoma poprzednich generacji dają nam bardzo sensowne podstawy, by zakładać, że Huawei Watch GT 7 Pro z czujnikiem TruSense 5.0 również będzie wypadał na tym polu bardzo dobrze. Jeśli natomiast chodzi o treningi i aktywność sportową, tutaj warto wziąć poprawkę na dwie rzeczy. Po pierwsze, jeśli planujemy uprawiać sport w szeroko pojętym terenie, warto wybrać model ze sprawnie działającym modułem GPS. Nawet jeśli nie potrzebujemy nawigacji jako takiej, funkcja lokalizacji satelitarnej potrafi dostarczyć mnóstwo cennych danych na temat każdej sesji. Po drugie, jeśli uprawiacie konkretną dyscyplinę lub wykonujecie określone ćwiczenia, warto się upewnić, że dany zegarek na pewno je wspiera. Jeszcze lepiej, jeśli posiada dedykowane narzędzia dla danego typu aktywności. Wiadomo, jeśli chodzi o rekreacyjne bieganie, to są to rzeczy dość oczywiste. Ale weźmy na przykład sporty zimowe. W przypadku jazdy na nartach większość smartwatchy oferuje jedynie monitoring w bardzo ograniczonym zakresie, podczas gdy na urządzeniach z rodziny Huawei Watch GT 7 dostajemy dedykowany tryb, który dodatkowo mierzy czas jazdy wyciągiem, oferuje ponad 3 000 map ośrodków narciarskich z całego świata oraz dużo, dużo więcej. Takie dedykowane rozwiązania potrafią zrobić dużą różnicę. Kompatybilność Niby to trochę oczywistość, ale i tak warto o tym wspomnieć – jeśli planujecie zakup smartwatcha, upewnijcie się, że dany model jest kompatybilny z Waszym smartfonem. Wbrew pozorom wiele popularnych modeli ograniczonych jest wyłącznie do współpracy z Androidem lub iOS, przez co zamykają użytkowników w określonym ekosystemie. Tutaj zegarki Huawei mają sporą przewagę, ponieważ działają z obydwoma popularnymi systemami operacyjnymi. W ten sposób użytkownik ma pełną swobodę, z jakiego telefonu chce korzystać – nawet jeśli zmieni barwy, może mieć pewność, że jego zegarek nadal będzie działał. Huawei Watch GT 7 w ofercie premierowej Z tymi wskazówkami nie powinniście mieć problemu z wyborem smartwatcha, który idealnie dopasuje się do Waszych potrzeb. Jeśli natomiast nadal nie jesteście pewni, od czego zacząć, to ze swojej strony śmiało polecam rzucić okiem na nowe modele z rodziny Huawei Watch GT 7. To uniwersalny, dopracowany sprzęt, który sprawdzi się w rękach (na rękach? 😉) większości użytkowników – także tych niezdecydowanych. Co więcej, kupując go w terminie do 18 października 2026 r. można się załapać na wyjątkową promocję. Urządzenia będą dostępne z rabatem w wysokości 200 zł, dzięki czemu świetny smartwatch może być Wasz już za 999 zł. Dodatkowo, kupując na huawei.pl zyskacie rabat na kolejny pasek (ceny już od 19 zł) oraz możliwość dokupienia słuchawek Huawei FreeBuds Neo za 349 zł (cena poza zestawem to 449 zł). Lepiej się pospieszcie, bo takiej okazji aż żal przegapić! [SALE-6901] Artykuł sponsorowany na zlecenie firmy Huawei

0
ARKADIUSZ BAłA
1.

Wybrane dla Ciebie

Najnowsze

Najnowsze

iPhone 18 Pro Max z poważną wadą. To przypomina czasy dyskietek
Sprzęt 18:58

iPhone 18 Pro Max z poważną wadą. To przypomina czasy dyskietek

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Oppo Find X10 i Find X10 Pro Max już są i niszczą konkurencję
Sprzęt 18:23

Oppo Find X10 i Find X10 Pro Max już są i niszczą konkurencję

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Microsoft tnie Xboxa. Halo trafia w ręce Activision
Tech 17:52

Microsoft tnie Xboxa. Halo trafia w ręce Activision

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Zniżki do 90% na szpej? Pilne ostrzeżenie przed nowym przekrętem
Bezpieczeństwo 17:19

Zniżki do 90% na szpej? Pilne ostrzeżenie przed nowym przekrętem

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Raspberry Pi uderza w entuzjastów. Koniec z naprawami i modyfikacjami
Sprzęt 16:46

Raspberry Pi uderza w entuzjastów. Koniec z naprawami i modyfikacjami

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Orange ma nową aplikację. Lepiej ją zainstaluj
Wiadomości 15:41

Orange ma nową aplikację. Lepiej ją zainstaluj

2
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Amazfit T-Rex Dual Solar zaskakuje genialnym pomysłem. Ma dwa panele solarne
Sprzęt 14:36

Amazfit T-Rex Dual Solar zaskakuje genialnym pomysłem. Ma dwa panele solarne

3
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Popularne telewizory do kosza. Samsung chce zrezygnować
Sprzęt 13:26

Popularne telewizory do kosza. Samsung chce zrezygnować

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Szwindel na ChatGPT. Jeśli korzystasz, to lepiej uważaj
Bezpieczeństwo 12:37

Szwindel na ChatGPT. Jeśli korzystasz, to lepiej uważaj

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Rowerzysta podjął fatalną decyzję. Zamiast 1000 zł, musi zapłacić 6000
Moto 11:59

Rowerzysta podjął fatalną decyzję. Zamiast 1000 zł, musi zapłacić 6000

2
ANNA KOPEć
1.
PKO BP oddaje Polakom kasę za zakupy na Allegro
Płatności bezgotówkowe 11:04

PKO BP oddaje Polakom kasę za zakupy na Allegro

1
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Lidl wrzucił za 249 zł. Konkurencja chce prawie tysiaka
Sprzęt 10:29

Lidl wrzucił za 249 zł. Konkurencja chce prawie tysiaka

0
DOMINIK KRAWCZYK
1.
O Grze o tron ciągle głośno. W 2027 powróci ktoś, na kogo wielu czeka
Gry 10:01

O Grze o tron ciągle głośno. W 2027 powróci ktoś, na kogo wielu czeka

0
ANNA KOPEć
1.
Lepiej, aby kierowca pamiętał. Kara w 2026 to nawet 9 tys. zł
Moto 09:20

Lepiej, aby kierowca pamiętał. Kara w 2026 to nawet 9 tys. zł

0
ANNA KOPEć
1.
Konsola naprawi się sama. Taki pomysł ma PlayStation
Sprzęt 08:47

Konsola naprawi się sama. Taki pomysł ma PlayStation

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Nie tylko Reacher. Nowa seria filmów akcji przejmie Prime już za chwilę
Telewizja i VoD 08:11

Nie tylko Reacher. Nowa seria filmów akcji przejmie Prime już za chwilę

1
ANNA KOPEć
1.
Huawei ma problem. Ich nowe układy zostają w Chinach
Sprzęt 21 WRZ 2026

Huawei ma problem. Ich nowe układy zostają w Chinach

2
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Apple zapłaci posiadaczom iPhone'ów, ale nie Polakom
Tech 21 WRZ 2026

Apple zapłaci posiadaczom iPhone'ów, ale nie Polakom

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Więcej nowości
MediaTek Dimensity CX ze szczegółami. To ma być wydajność godna PC
Sprzęt 21 WRZ 2026

MediaTek Dimensity CX ze szczegółami. To ma być wydajność godna PC

Tajwańczycy pokazali pierwszy układ z rodziny Dimensity CX. Ma on napędzać Googlebooki, a główny nacisk położono na AI oraz długi czas pracy na baterii. MediaTek oficjalnie zaprezentował flagowy układ Dimensity CX C10 Max. Całość powstaje w litografii 3 nm od TSMC i korzysta z konfiguracji All Big Core. Mowa o 8-rdzeniowym CPU z jednym Cortex-X925, trzema Cortex-X4 i czterema Cortex-A720. Na pokładzie znalazł się również 11-rdzeniowy układ graficzny Immortalis-G925 MC11 i obsługa pamięci LPDDR5X oraz UFS 4.0. Nie mogło zabraknąć łączności Wi-Fi 7 i Bluetooth 6.0 Za zadania związane ze sztuczną inteligencją odpowiada MediaTek NPU 890 o wydajności do 55 TOPS. Jednostka obsługuje popularne formaty INT8, INT16, FP16 i BF16, a jednym z głównych zastosowań mają być funkcje Gemini Intelligence działające lokalnie na urządzeniu. Osoby śledzące uważnie rynek szybko zorientują się, że specyfikacja mocno przypomina zeszłorocznego MediaTek Kompanio Ultra 910. Zachowano ten sam zestaw rdzeni CPU, iGPU, NPU oraz 12 MB pamięci L3 i 10 MB SLC. C10 Max podnosi jednak taktowanie najmocniejszego rdzenia do 3,73 GHz, pamięć z 8533 do 9600 MT/s oraz wydajność AI z 50 do 55 TOPS. Niestety, nowych układów MediaTeka nie zobaczymy w pierwszej fali Googlebooków trafiających do sprzedaży. Pięć premierowych konstrukcji od firm takich jak Acer, ASUS, Dell, HP i Lenovo korzysta z procesorów Intela oraz Qualcomma. Modele wyposażone w Dimensity CX C10 Max mają pojawić się później, ale dokładnej daty ani cen na razie nie podano.

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.

Więcej nowości

Ten serial to arcydzieło od Prime. Z każdym sezonem coraz lepszy
Telewizja i VoD 20 WRZ 2026

Ten serial to arcydzieło od Prime. Z każdym sezonem coraz lepszy

Prime Video ma dobrą rękę do seriali akcji i thrillerów szpiegowskich. Udowodnił to ostatnio "Special Ops: Lioness" o agencie CIA. Ale nie tylko, ten serial jest wart uwagi - "Jack Ryan" w reżyserii Toma Clancy'ego nie odbiega wcale poziomem. Lioness i Jack Ryan - dwa dobre seriale od Amazona Dlaczego oba seriale się ze sobą porównuje? Chyba dlatego, że obie te produkcje łączy jedno - postać aktora Michaela Kelly'ego, który w obu gra ważną rolę twardego urzędnika agencji. Warto obejrzeć obie pozycje, bo to dwie zupełnie różne historie, które trzymają w napięciu od początku do końca. Jack Ryan to prawdziwe arcydzieło thrillera szpiegowskiego Prime Video ma w swojej ofercie czterosezonową adaptację serii powieści szpiegowskich Toma Clancy'ego z jego najsłynniejszą postacią, agentem CIA Jackiem Ryanem w roli głównej. To niezapomniana rola Johna Krasickiego. To serial, który w odróżnieniu do wielu innych, z każdym nowym sezonem stawał się coraz lepszy. Co istotne, uchodzi za inteligentny thriller szpiegowski, co jest naprawdę sporym komplementem.  John Krasinski w roli głównej to był strzał w dziesiątkę. "Jack Ryan" pozwala swojemu bohaterowi ewoluować, przedstawiając go na początku jako całkiem spokojnego analityka CIA pracującego za biurkiem. W ciągu czterech sezonów łagodna charyzma Krasinskiego idealnie pokazała, jak analityk biurowy zmienił się w doświadczonego agenta terenowego, ostatecznie zastępcy dyrektora CIA. I to właśnie jest główny atut serialu - sprawia on wrażenie, jakby nieustannie ewoluował i rozwijał się, a nie tworzył jedynie kolejne wersje tego samego schematu.  Inną sprawą jest to, że serial dzięki astronomicznemu budżetowi od Amazona, rośnie w siłę i nie musi się w niczym ograniczać. Pozwoliło to ekipie na kręcenie scen w różnych międzynarodowych plenerach i zapewnić spektakularne efekty specjalne. I nawet jeśli kontynuacje Jacka Ryana nie przyniosły ogromnych sukcesów, to serial sam w sobie nadal jest arcydziełem w gatunku thrillerów szpiegowskich. Warto zobaczyć.  https://www.youtube.com/watch?v=8hfUkwl1YIk

6
ANNA KOPEć
1.

Więcej nowości

EarFun Wave Pro X. Te słuchawki już są kultowe (test)
Telepolis.pl
Testy sprzętu 19 WRZ 2026

EarFun Wave Pro X. Te słuchawki już są kultowe (test)

EarFun Wave Pro X to nowe wcielenie znanych z polskich sklepów słuchawek Wave Pro z 2024 roku. Łączy je nazwa i chyba niewiele więcej, bo producent przeprojektował tegoroczny model zarówno na zewnątrz, jak i w środku. W zaledwie kilka dni po premierze słuchawki już wywołały zachwyt fanów dobrego brzmienia. Słuchawki EarFun Wave Pro X miały swoją rynkową premierę na początku września, jednak fani marki czekali na ten model od styczniowych targów CES 2026, gdy producent po raz pierwszy zapowiedział tę wersję. W końcu X-y trafiły do sprzedaży, a opinie w sklepach i na Reddicie są więcej niż entuzjastyczne. Wave Pro X trafiły też do mnie, mogłem je więc sprawdzić w różnych sytuacjach życiowych – od zacisza domowego po pociągi. EarFun Wave Pro X to półka cenowa 500-600 zł, słuchawki konkurują więc z takimi nowościami jak testowany już przeze mnie model Soundcore Space 2, czy też ze starszym, ale wyżej pozycjonowanym modelem Soundcore Space One Pro. Konkurentem mogą być też świetne Baseus Inspire XH1 ze strojenie Bose. EarFun określa Wave Pro X jako słuchawki premium i do pewnego stopnia można się zgodzić – powiedzmy, że to budżetowe premium. Słuchawki EarFun Wave Pro X można zamawiać na oficjalnej stronie producenta oraz w sklepie Amazon.pl. Ich cena została ustalona na 149,99 euro, czyli ok. 650 zł. Można je jednak kupić taniej  o 20%, za ok. 520 zł, z kodem WPXPREU1. Kod działa na stronie producenta i na Amazonie.  EarFun Wave Pro X – najważniejsze dane Konstrukcja wokółuszna, składana Waga 259 g, wymiary 188 x 168,3 x 86,7 mm Układ Qualcomm QCC3095 z Bluetooth 6.0, Google Fast Pair, Multipoint Kodeki SBC, AAC, LC3 z LE Audio, LDAC, aptX, aptX HD, aptX Adaptive, aptX Lossless Certyfikaty Hi-Res Audio i Hi-Res Wireless Połączenia Auracast Wejścia audio 3,5 mm i USB-C  Architektura akustyczna DCAA, dwa przetworniki współosiowe: 40 mm DLC i 10 mm LCP Redukcja hałasu Adaptive Hybrid ANC, 8 mikrofonów Tryb gier Bateria 800 mAh, czas pracy do 90 godzin Wyposażenie EarFun Wave Pro X dostarczane są w sporym pudelki, kryjącym w sobie bardzo solidne, sztywne etui transportowe. W jego wnętrzu można też zmieścić dwa kabelki – krótszy USB-C do ładowania oraz dłuższy audio 3,5 mm. Mamy więc wszystko, co tak naprawdę jest potrzebne. [gallery][img]263350[/img][img]263352[/img][img]263351[/img][/gallery] Wygląd i budowa EarFun Wave Pro X odważnie czerpią inspirację z popularnych modeli innych marek. Pałąk jako żywo przypomina mi jedne z moich ulubionych słuchawek – Momentum 4. Bardzo podobne jest materiałowe wykończenia na górze opaski, jak również miękka, piankowa izolacja w jej wewnętrznej części.  Muszle z kolei mogą się trochę kojarzyć ze słuchawkami Sony, choć tu już podobieństwo nie jest tak wyraźne. Unikatowym elementem są płytki o metalicznym połysku, pokrywające muszle na zewnątrz. Wygląda to ciekawie, choć czar pryska po dotknięciu – to nie stop aluminium, jak się może wydawać, lecz tworzywo sztuczne. Na jego jakość nie można jednak narzekać. Nauszniki wykonane są z miękkiej pianki z efektem pamięci, a na zewnątrz wykończone materiałem przypominającym delikatną skórę. Niestety, nie można ich wymienić. Słuchawki mają duży zakres regulacji – muszle obracają się wokół własnej osi, składają do transportu, a pałąk ma wewnętrzną regulację o dużym zakresie. Każdy powinien bez problemu dopasować słuchawki do swojej głowy. Nacisk muszli jest odpowiedni – dobrze przylegają, ale nie powodują zmęczenia czy bólu. Można słuchać gadzinami. Całość jest solidnie wykonana, choć niepokoi jeden element – łącznik muszli z pałąkiem. Też wykonany jest z plastiku. To oczywiście o niczym nie świadczy, ale lepiej nie rzucać słuchawkami i ich nie przygniatać, bo zawsze istnieje obawa, że się złamie. Podsumowując, EarFun Wave Pro X wyglądają atrakcyjnie, mają wiele z modeli premium, choć ich plastikowe wykończenie zdradza wyraźne oszczędności. Sterowanie i porty Metalicznie połyskujące płytki na muszlach wyglądają obiecująco jak panele do sterowania dotykowego, ale niestety – to tylko ozdobny detal. Szkoda. Zamiast tego do obsługi słuchawek służą zwykłe przyciski na prawej muszli – zasilanie i odtwarzanie w jednym, dwuczęściowy przycisk głośności oraz przełącznik redukcji hałasu. Przyciski są odpowiednio od siebie oddalone, więc bez patrzenia łatwo wybrać ten właściwy.  Dalej za przyciskami jest jeszcze port audio 3,5 mm, a na lewej muszli – port USB-C do ładowania i podłączenia dźwięku audio.  Czego zabrakło w konfiguracji sprzętowej? Czujnika zdejmowania, który wstrzymywałby odtwarzanie po zsunięciu słuchawek z głowy. Nie jest to funkcja oczywista w tym segmencie cenowym, ale EarFun Wave Pro X aspirują do klasy premium. Niestety, trzeba za każdym razem szukać guziczków. Co się kryje wewnątrz? O ile na zewnątrz można się doszukiwać pewnych oszczędności, to już wnętrze nie pozostawia wątpliwości, że to wyższa półka.  W odróżnieniu od pierwszego, prostego modelu w EarFun Wave Pro X producent zastosował znacznie bogatszą konfigurację przetworników w architekturze akustycznej DCAA (Dual-Coaxial Acoustic Architecture). Tworzą ją dwa przetworniki umieszczone na wspólnej osi: główny 40 mm z powłoką DLC (Diamond-Like Carbon) oraz pomocniczy 10 mm z membraną LCP (Liquid Crystal Polymer). Jak przekonuje producent, jednoosiowa konstrukcja pozwoliła dostroić obydwa przetworniki, by grały spójnie i nie konkurowały ze sobą brzmieniowo. Drugim elementem układanki jest układ Qualcomm QCC3095, który zapewnia łączność w standardzie Bluetooth 6.0 z szybkim parowaniem Google Fast Pair i bardzo dobre wsparcie kodeków. Do wyboru otrzymujemy aptX HD, aptX Adaptive oraz bezstratny aptX Lossless (w pakiecie Snapdargon Sound), który rzadko jeszcze trafia do słuchawek poniżej 1 tys. zł. Nie zabrakło też LDAC, a do tego otrzymujemy obsługę LC3 z LE Audio i oczywiście podstawowe kodeki SBC i AAC.  Słuchawki mają certyfikat Hi-Res Audio i pozwalają na odtwarzanie dźwięku bezstratnego i wysokiej rozdzielczości zarówno bezprzewodowo, jak i przewodowo przez USB czy wyjście 3,5 mm. Co jednak ciekawe, w połączeniu przewodowym 3,5 mm słuchawki również wymagają włączenia, a tryb pasywny nie jest dostępny. To samo dotyczy USB, ale to akurat jest normalne. W tym trybie słuchawki włączane są automatycznie. To dobra opcja na współpracę EarFun Wave Pro X ze smartfonem.  Aplikacja Earfun Audio Zanim przejdę do najważniejszego, trzeba poświęcić parę zdań o aplikacji Earfun Audio. W połączeniu z modele Wave Pro X daje ona potężne możliwości. Po pierwsze znajdziemy w niej opcję wyboru kodeka i co ciekawe, słuchawki są w stanie automatycznie łączyć się z wykorzystaniem kodeka LDAC lub kodeków z rodziny aptX, z Lossless włącznie. Podkreślam to dlatego, że testowany przeze mnie wcześniej, świetny model TWS EarFun Air Pro 4+ wymagał przełączenia słuchawek na jeden z trybów – i np. wybór LDAC wyłączał całkowicie rodzinę aptX. Tu mamy wszystko naraz, a sprzęt sam dobiera odpowiedni kodek. Jeżeli ktoś nie chce narzucającego się LDAC, może go oczywiście wyłączyć w apce, tak samo jest z aptX, gdzie do wyboru są trzy tryby kodeka (aptX, HD i Lossless). Poza zestawem głównych kodeków muzycznych jest też opcja LE Audio, pozwalająca skorzystać z Auracast, czyli transmisji rozsiewczej. Aplikacja Earfun daje też duże możliwości konfiguracji tłumienia hałasu. Do wyboru są tryb normalny, dźwięków otoczenia oraz redukcji ANC, gdzie do wyboru są jeszcze dodatkowe opcje – regulacja ręczna, adaptacyjne ANC z AI, adaptacyjne ANC środowiskowe z AI oraz tryb z redukcją szumu wiatru. [gallery][img]263380[/img][img]263379[/img][img]263386[/img][img]263376[/img][img]263387[/img][img]263385[/img][img]263384[/img][img]263383[/img][img]263377[/img][img]263382[/img][img]263381[/img][img]263375[/img][/gallery] Najważniejszą sekcją będzie jednak część Korektor Earfun. Jak sama nazwa wskazuje, pozwala dostroić brzmienie, co można zrealizować na parę sposobów. Po pierwsze, korzystając z gotowych schematów, a jest ich kilkanaście – odpowiednich do gatunków muzyki, jak i np. wzmacniających bas czy wokale. Druga opcja to samodzielne dostrojenie pasma, gdzie do wyboru otrzymujemy 10-pasmowy korektor graficzny. Daje to spore możliwości popisu. Kolejna opcja to adaptacyjny korektor dźwięku. Użytkownik musi przejść przez krótką procedurę odsłuchu dźwięków o różnej wysokości, wskazując na próg ich słyszalności, a na koniec aplikacja określa idealną krzywą equalizera. To jednak nie koniec – jest też podobna funkcja dźwięku spersonalizowanego. Podczas odtwarzania utworu użytkownik musi wskazać, jakie zaproponowane brzmienia i odcienie mu najbardziej odpowiadają, klikając w pola przypisane do typów equalizera. Na koniec perełka – w aplikacji znajdziemy korektor parametryczny, choć niestety wymaga to logowania się do konta Earfun. Jednak warto. Korektor parametryczny, tu nazwany nie bez racji „profesjonalnym”, daje pełną kontrolę nad częstotliwością, głośnością oraz szerokością pasma, podczas gdy korektor graficzny oferuje tylko zmianę głośności w określonych zakresach. Można więc bardzo precyzyjnie dostroić każdy aspekt brzmienia w sposób wręcz nieograniczony. Korektor parametryczny w wewnętrznej aplikacji słuchawek Bluetooth jest rzadkością, najczęściej są to zwykłe EQ graficzne, a przypadku takich tuzów jak Beyerdynamic – często tylko 5-pasmowe. Słuchawki EarFun Wave Pro X mocno wyróżniają się tu więc na plus, choć muszę też przyznać, że interfejs tego korektora nie jest zbyt wygodny, wymaga strojenia tylko za pomocą ekranowych przycisków i suwaków, a nie bezpośrednio dotykiem na siatce. Mimo wszystko warto, bo dzięki temu EarFun Wave Pro X mogą być słuchawkami, jak każdy sobie wymarzy. Z innych opcji w aplikacji należy odnotować tryb gry (mniejsze opóźnienia), możliwość spersonalizowania przycisków, tryb podwójnego połączenia urządzeń (niestety, wymaga wyłączenia kodeka LDAC, ale działa z aptX). Są też takie smaczki, jak wybór tego, czy słuchawki będą doładowywane w połączeniu USB-C – osobiście wolę nie, ale rzadko producenci dają możliwość wyboru. Jest też opcja Odczucie dźwięku, która pozwala dostosować dźwięk do aktualnie odtwarzanej muzyki i zapisać to jako profil, co się przydaje, gdy nagrania mają różny poziom głośności. Jak grają EarFun Wave Pro X? Tu nie ma wielkiej filozofii. EarFun Wave Pro X to słuchawki grające kolorowo, rozrywkowo, tak żeby „podobały się każdemu”. Są jednak pewne niuanse.  Już domyślny, płaski (na wykresie, bo nie brzmieniowo) profil equalizera pozwala się cieszyć dynamicznym brzmieniem z mocno podbitym subbasem. Ładnie oddawana jest średnica, z wyraźnymi instrumentami i wokalami, trochę gorzej jest z selektywnie wyostrzonym sopranem. Tony wysokie w części pasma są nieco schowane, a częściowo podniesione, choć nie jest to coś, co daje od razu po uszach.   Już na wstępie jest całkiem nieźle, z czasem domyślny profil będzie jednak niewystarczający. Po kolejnych odsłuchach zauważyłem pewien mankament – subbasowe tony z okolic 31 Hz w niektórych utworach za bardzo się rozlewają, przez cała sekcja niskich tonów dudni i traci czytelność. Brakuje za to w nich punktowego kopa i szczegółowości. Nie słychać tego w gatunkach muzycznych, gdzie ważniejsze są wokale, gitara, klawisze, instrumenty dęte, ale już w mocno basowej elektronice da się to we znaki. Jednocześnie drugi zakres niskich tonów, 63 Hz, wydaje się zbyt obniżony. W takiej sytuacji nie pozostaje nic, jak wydobyć z EarFun Wave Pro X pełnię mocy. Jak wspomniałem, aplikacja pozwala zrobić to na kilka sposobów, w tym przeprowadzając indywidualny dobór profilu dźwięku (korektor adaptacyjny). U mnie jednak to się średnio sprawdziło, za to lepsze efekty osiągnąłem, dokonując ręcznego strojenia. Standardowy equalizer może jednak nie poradzić sobie z zadaniem. I w takiej sytuacji warto sięgnąć do korektora profesjonalnego, czyli parametrycznego. Poszczególne pasma można w nim podbić, ale też dobrać ich szerokość, unikając rozlewania się dźwięku. Jest z tym trochę roboty, ale warto – korektor PEQ pozwala na precyzyjne dostosowanie brzmienia do poziomów referencyjnych i wyciągnięcie z przetworników znacznie wyższej jakości dźwięku. W moim ustawieniu, a słucham głównie elektroniki, niezłe okazało się lekkie obniżenie najniższego pasma 31,5 Hz, podniesienie basu 63 Hz, obniżenie niskiej średnicy 250 Hz, a na koniec selektywne podniesienie wybranych pasm wysokich tonów. Do tego master gain -10 dB. Nie jest to jeszcze wzorzec złotego brzmienia, tylko punkt wyjścia do dalszych poszukiwań. Po dobraniu odpowiedniego strojenia słuchawki odwdzięczą się naprawdę ładnym, rozrywkowym graniem. Basy będą ładnie mruczeć, średnica odda całą głębię i złożoność instrumentów i wokali, a wszystko ożywią wyraźne soprany bez syczenia i sybiliantów. Świetna jest scena – szeroka, czuć tę przestrzeń, muzyka nie gra w środku głowy, W połączeniu przez port audio 3,5 mm i USB-C słuchawki brzmią równie dobrze, jak przez Bluetooth, ale to nie dziwi, bo w każdym z trybów są włączone, czyli korzystają z tego samego wewnętrznego przetwornika DAC. Ze złącza 3,5 mm bez włączenia słuchawek nie da się skorzystać, w teorii to mankament, ale w praktyce bez znaczenia – bateria wytrzyma nawet długie odsłuchy. Problem będzie chyba tylko wtedy, gdy będzie nam zależało na bardzo dokładnym odwzorowaniu dźwięku z urządzenia emitującego, ale nie po to się przecież kupuje słuchawki Bluetooth. Kodek aptX Lossless w słuchawkach za ok. 600 zł to świetna sprawa. Testy EarFun Wave Pro X zbiegły się z moim zakupem odtwarzacza płyt CD – najnowszego FiiO DM15 w wersji AKM– który obsługuje ten bezstratny kodek i nie mogłem się bardziej cieszyć z tego połączenia. No po prostu rewelacja. Tłumienie hałasu Za redukcję hałasów w EarFun Wave Pro X odpowiada rozwiązanie Adaptive Hybrid ANC, wykorzystujące aż 8 mikrofonów. System na bieżąco analizuje otoczenie, dokonując przeliczeń 800 razy na sekundę. W trybie standardowym siłę tłumienia można regulować ręcznie suwakiem, a w trybie adaptacyjnym jest ona dostosowywana dynamicznie. Nie zauważyłem jednak różnicy między tłumieniem adaptacyjnym standardowym oraz jego wariantem z AI. Redukcja hałasu działa również przy połączeniu kablowym AUX i USB. Producent nie podaje siły tłumienia, informując tylko, że obejmuje pasmo 5000 Hz, a więc imponująco szerokie. Skuteczność ANC jest bardzo duża, można się z tymi słuchawkami wybrać w podróż komunikacją zbiorową. Sam to przetestowałem, jeżdżąc tramwajami w Warszawie i pociągami na dalsze dystanse po Polsce. ANC skutecznie tłumi odgłosy silników, szum wentylacji czy klimatyzacji, nawet wody z kranu, a także ludzkie głosy w tle. Gorzej sobie radzi ze świdrującymi odgłosami np. wiertarki albo piły, a najsłabiej z głosami w bezpośredniej odległości. Nie jest to więc absolutny top w ANC, ale trzyma solidy poziom. Bardzo dobrze działa tryb dźwięku otoczenia, wzmacniający odgłosy z zewnątrz, bez pogłosu czy efektu studni.  Połączenie ośmiu mikrofonów z algorytmami ANC świetnie się też sprawdza podczas rozmów głosowych. Osoby po drugiej stronie nie słyszą żadnej różnicy podczas konwersacji, również dźwięk w słuchawkach brzmi bardzo naturalnie. Jak ktoś chce, może też włączyć funkcję „dźwięk otoczenia podczas rozmowy”, dzięki czemu słychać swój własny głos i nie ma się poczucia zamknięcia w izolowanej klatce. Czas pracy Earfun Wave Pro X świetnie wypadają też pod względem czasu pracy. Według deklaracji producenta, z wyłączonym tłumieniem ANC akumulator 800 mAh pozwala na odtwarzanie muzyki nawet 90 godzin, natomiast z włączonym osiąga wynik do 50 godzin. W praktyce te wyniki są podobne. Sam najczyściej słuchałam w trybie ANC i mogłem korzystać ze słuchawek tydzień do półtora, w zależności od czasu słuchania. Przy codziennym słuchaniu po ok. 8 godzin było to solidne 6 dni. Dobre rezultaty, które pozwalają bez stresu używać słuchawek w każdych okolicznościach. np. podczas wakacyjnych wypadów.   Pełen cykl ładowania trwa 2 godziny, ale wystarczy zaledwie 15 minut pod ładowarką, by zyskać kolejne 10 godzin działania. Earfun Wave Pro X – czy warto? Nowy model Earfun ma szansę mocno namieszać w segmencie słuchawek za ok. 600 zł. To taka półka cenowa, gdy użytkownik oczekuje już naprawdę wysokiej jakości, ale nie chce przepłacać za markę czy mniej istotne funkcje. Wave Pro X idealnie się wpisują w ten scenariusz. Słuchawki dobrze wyglądają, mają ergonomiczną konstrukcję – można je łatwo złożyć i schować do sztywnego etui w zestawie. Są stosunkowo lekkie, nie uciskają głowy, więc nie męczą po całym dniu słuchania.  Na plus liczy się świetne brzmienie, choć najlepszy efekt osiągniemy po indywidualnej korekcie brzmienia. Wybór opcji jest ogromny, a największym atutem jest korektor parametryczny, pozwalający zrobić z Wave Pro X „twoje wymarzone słuchawki”. Świetny jest też zestaw innych opcji, które można zmienić i wyregulować w aplikacji na smartfonie. Zaletą Wave Pro X jest też solidne wsparcie kodeków. Snapdragon Sound z aptX Lossless w tej cenie to atut nie do pobicia.  Co mniej zachwyca? Choć do jakości słuchawek nie mogę się przyczepić, to jednak brakuje mi trochę poczucia, że mam do czynienia ze sprzętem klasy premium (jak ten model przedstawia producent). Wiem, że w tej cenie nie byłoby to oczywistością, ale przydałby się na przykład czujnik zdejmowania czy dotykowy panel sterowania, również zamiast tych plastików wolałbym solidniejsze, metalowe elementy. Czy to są wady? Tak naprawdę – nie, ale dodaje je do końcowej listy minusów, by wszystko było jasne. 

4
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.

Popularne porównania