Może nie Izera, ale też sztos. Polacy budują elektryczny motocykl
Co porabiają polscy studenci? Odpowiedzi będzie wiele, niektóre pewnie zaskakujące. W ramach przykładu warto przywołać ekipę z Wrocławia, która projektuje motocykl. Za kilka kwartałów z jego pomocą będzie chciała utrzeć nosa rówieśnikom z innych państw.
Polska motoryzacja – niektórzy uznają to za oksymoron. Z polską motoryzacją w wersji elektrycznej nie jest lepiej. Wystarczy przywołać nieszczęsny projekt Izera. Duża chmura nie przyniosła nawet mżawki. Ale duch w narodzie nie ginie: studenci Politechniki Wrocławskiej chcą stworzyć motocykl, który błyśnie podczas imprezy MotoStudent w 2027 roku.
MotoStudent, czyli ściganie na słonecznej Hiszpanii
W ramach wprowadzenia do tematu przyda się krótki opis samej imprezy. Korzenie MotoStudent sięgają pierwszej dekady XXI wieku. Dotychczas wzięły w niej udział uczelnie z ponad 20 krajów. W niektórych edycjach liczba uczestników przekraczała 80 zespołów. Główny podział dotyczy napędu: część drużyn tworzy pojazdy z silnikiem spalinowym, część z napędem elektrycznym.
Same zawody odbywają się co dwa lata. Idea jest w miarę prosta: drużyna ma od podstaw zaprojektować, zbudować i zaprezentować prototyp maszyny, która weźmie udział w wydarzeniu wieńczącym dwuletni cykl przygotowań. Areną zmagań jest Motorland Aragón, czyli tor wyścigowy znajdujący się niedaleko hiszpańskiego miasta Alcañiz.
W imprezie brały już udział drużyny z obu Ameryk, Egiptu, Iranu czy Indii. Nie mogło w niej zabraknąć także przedstawicieli europejskich uczelni. Gdy spojrzy się na listę najlepszych zespołów, w oczy rzuca się dominacja dwóch nacji: Hiszpanów i Włochów. Czasem do gry o najwyższe lokaty włączali się Niemcy czy Grecy. Ale mamy tam także swoich przedstawicieli. A ich ambicje przewyższają obecne możliwości.
LEM Hadron lepszy od poprzednika
Jakiś czas temu skontaktowali się z nami studenci zrzeszeni w LEM Wrocław Motorsport, czyli kole naukowym Politechniki Wrocławskiej. W ostatniej, czyli VIII edycji wspomnianej imprezy, drużyna zajęła 12 miejsce. Ekipa pochwaliła się tym, że w konkurencjach dynamicznych była na podium lub w jego okolicach. A także tym, że osiągnęła najlepsze rezultaty spośród drużyn znad Wisły.
Przedstawiciele koła naukowego podkreślili, że podczas zawodów, które miały miejsce pod koniec 2025 roku, ich projekt – LEM Hadron – okazał się lepszy od poprzednika, czyli LEM Tachyon. W efekcie studenci z Politechniki Wrocławskiej jako jedyni z czterech polskich drużyn zakwalifikowali się do finałowego wyścigu. A warto zaznaczyć, że udział w nim bierze mniej niż 20 proc. zespołów startujących w MotoStudent. Albo "studenckich motocyklowych mistrzostw świata", jak nazywają imprezę sami uczestnicy.
LEM Hadron to jednostka zbudowana od zera (to samo dotyczy wcześniejszych motocykli koła naukowego). Większość komponentów powstaje z myślą o tej konkretnej maszynie. Wykonują je albo sami studenci, albo firmy wspierające zespół. Nawet w tym drugim przypadku odbywa się to wedle wytycznych studentów. Podzespoły powstają u partnerów z prostego powodu: warsztat Politechniki Wrocławskiej ma ograniczenia techniczne i nie można w nim np. stworzyć owiewki z włókna węglowego.
Udało nam się stworzyć maszynę będącą w stanie rozpędzić się do 210 km/h, przy czym do setki potrzebuje jedynie 4 sekund. Poza inżynierią, która za tym stała, w osiągnięciu tego wyniku pomogła nam waga, a dokładnie jedynie 126 kg, co dla motocykla tego typu jest naprawdę rewelacyjnym wynikiem. Z kolejnym motocyklem celujemy nie tylko w lepszą wydajność baterii, ale i zastosowanie rozwiązań technicznych, których nie udało nam się zaimplementować poprzednim razem. Przykładem karbonowy wahacz
Polscy studenci szukają wsparcia. Chcą być w czołówce
Można pogratulować i się rozejść? Do gratulowania zachęcam, ale temat zamknięty nie jest. Ekipa z Wrocławia rozpoczęła już prace nad nowym motocyklem, który zadebiutuje na hiszpańskim torze w 2027 roku. Tym razem zespół chce nie tylko poprawić wyniki z poprzedniej edycji, ale nawet powalczyć o lokaty w czołówce mistrzostw. Bez wsparcia szanse na to są… ograniczone.
Moi rozmówcy nie ukrywają, że w zawodach, póki co, pełnią rolę underdogów, czyli drużyny, po której nikt nie spodziewa się walki o zwycięstwo. To zresztą dotyczy wszystkich ekip z Polski. Powód jest prosty: sporty motorowe nie są u nas rozwinięte w takim stopniu, jak ma to miejsce we wspomnianych już Hiszpanii czy Włoszech. A to oznacza nie tylko gorsze finansowanie, ale też np. słabsze zaplecze techniczne.
W przeciwieństwie do włoskich czy hiszpańskich zespołów nie jesteśmy w stanie pozwolić sobie przykładowo na przepalenie kilku silników celem dokładnego zbadania ich możliwości i perfekcyjnego dopasowania ich do naszych potrzeb. Nie jesteśmy w stanie również opłacić wykonania wielu kopii danego komponentu. Dlatego w treningach i wyścigach startujemy ze świadomością, że w momencie upadku motocykla możemy stracić naszą jedyną ramę, baterię czy zawieszenie. To wpływa na nasze podejście do wyjazdów na tor - musimy działać bardziej zachowawczo i ostrożnie, przez co proces dostrajania motocykla jest dużo wolniejszy niż w przypadku, w którym działalibyśmy ze świadomością posiadania części zapasowych. To przekłada się na nasz rozwój. Oczywiście przez lata udowadnialiśmy sobie i osobom, które śledzą naszą drogę, że niski budżet nie jest w stanie nas powstrzymać przed przeskakiwaniem poprzeczek, które sami sobie postawiliśmy. Jednak jest to wciąż za mało, by realnie stać się częścią światowej czołówki
I tu dochodzimy do sedna sprawy: wrocławskie LEMury, jak sami siebie nazywają, mają plany i ambicje, czerpią z kilkunastu lat doświadczenia swojego koła, ale same chęci nie wystarczą. Potrzebne jest wsparcie finansowe i techniczne. Dlatego młodzi konstruktorzy szukają partnerów. Głównie lokalnie, ale nie odmówią współpracy z podmiotami z drugiego krańca Polski.
Każda pomoc jest dla nas na wagę złota. Niezależnie od tego, czy jest to wsparcie finansowe, szkolenia, udostępnienie sprzętu czy przekazanie nam materiałów i komponentów do stworzenia kolejnego projektu, zawsze dbamy o to, by taka współpraca była maksymalnie spersonalizowana i dostarczała wymiernych korzyści i satysfakcji obu stronom. Naturalnie zwiększenie naszych finansów daje nam dużo większą swobodę działania, jednak wiemy, że czasem przekazanej wiedzy i doświadczenia nie da się zwyczajnie wycenić
Czy to będzie wstęp do budowy polskiej motoryzacji w wersji elektrycznej? Po szumnie zapowiadanym projekcie Izera lepiej nie uderzać w takie tony, bo zazwyczaj kiepsko się to kończy. Na razie studenci ze stolicy Dolnego Śląska chcą po prostu zaprojektować i zbudować motocykl lepszy od poprzedników. Jeśli ktoś może im w tym pomóc, powinien to zrobić. Może w przyszłości przyniesie to korzyści, które dzisiaj nawet trudno sobie wyobrazić...