Test Roborock Qrevo 2 Pro. W tej cenie to ideał
Roborock udostępnił nam przedpremierowo nowy odkurzacz Qrevo 2 Pro. Miałem okazję sprawdzać kilka tego typu urządzeń w swojej karierze, ale mało które zrobiło na mnie aż takie wrażenie. Na pierwszy rzut oka nie wyróżnia się niczym szczególnym, ale w rzeczywistości skrywa kilka imponujących rozwiązań.
Nie będę ukrywał, że nie przepadam za testami automatycznych odkurzaczy. Są duże, ciężkie, zajmują sporo miejsca w domu (a przecież mam też swój prywatny), a po wszystkim trudno je wyczyścić i ponownie spakować.
Poza tym odnoszę wrażenie, że w tej kategorii sprzętu trudno już o wielką rewolucję. Co prawda producenci kombinują np. z wysuwanymi ramionami, które są w stanie usuwać przeszkody na drodze odkurzacza, ale to trochę wylewanie dziecka z kąpielą. Niby cudowne, ale na dłuższą metę to tylko niepotrzebny bajer, który podnosi cenę.
Jednak w przypadku modelu Roborock Qrevo 2 Pro moje nastawienie trochę się zmieniło. Przede wszystkim dlatego, że to sprzęt, który nie próbuje niczego na siłę. Bierze sprawdzone rozwiązania i sprawia, że stają się jeszcze lepsze. Przynajmniej w teorii, bo jak to wygląda w praktyce, dowiecie się po przeczytaniu całego tekstu.
Specyfikacja Roborock Qrevo 2 Pro
Na papierze Roborock Qrevo 2 Pro prezentuje się dość standardowo. To automatyczny odkurzacz z funkcją mopowania i stacją dokującą. Ma moc ssania na poziomie 25 kPa, co powinno być w pełni wystarczające do skutecznego usuwania zabrudzeń zarówno z podłóg twardych (np. paneli), jak i miękkich (dywany i wykładziny). System mopowania składa się z dwóch obracających się dysków (Duo Spinning Mop, do 200 obrotów na minutę), które w razie potrzeby mogą unosić się na wysokość 15 mm, aby np. nie zamoczyć dywanów. Nie brakuje też nawigacji LDS, która pozwala mapować pomieszczenia i omijać przeszkody (Reactive Mode).
Jeśli chodzi o stację dokującą, umieszczono w niej dwa pojemniki: na wodę czystą (4 litry) oraz brudną (3 litry). Do tego dochodzi worek na kurz, który może pomieścić do 2,5 litra zabrudzeń. Ważnym elementem jest system czyszczenia mopów w temperaturze sięgającej 75°C oraz ich późniejszego suszenia przy maksymalnie 45°C. Odkurzacz ma baterię o pojemności 5200 mAh, więc w przypadku mieszkania o powierzchni 65 m² (z czego do odkurzania jest około 32 m²) nie brakowało mu energii.
Ten opis jest dość ogólny i nie pokazuje wszystkich elementów – te szczegółowo omówię w dalszej części tekstu. Ważna jest jednak jeszcze jedna kwestia: cena. Docelowo Roborock Qrevo 2 Pro będzie kosztować 2799 zł, więc całkiem nieźle jak na automatyczny odkurzacz. Natomiast na start sprzedaży kwota ta zostanie obniżona do 2599 zł. Niższa cena będzie obowiązywać do końca tygodnia.
Proste, ale świetne rozwiązania
Gdyby przeczytać tylko powyższą, skróconą specyfikację, można by odnieść wrażenie, że Roborock Qrevo 2 Pro absolutnie niczym się nie wyróżnia. To kolejny, standardowy model odkurzacza automatycznego, jakich na rynku wiele. W sumie nie byłoby w tym nic złego, bo takie urządzenia też są potrzebne, a cena poniżej 3000 zł plasuje go raczej wśród dość przystępnych cenowo modeli. Jednak w rzeczywistości ma on kilka rozwiązań, które bardzo przypadły mi do gustu.
Co Was denerwuje w odkurzaczach automatycznych? Mnie na pewno plątanie się włosów na szczotkach. Mieszkam z żoną, która ma długie włosy, a do tego mamy psa. To powinno dać Wam obraz tego, z jak dużym problemem zmaga się większość testowanych odkurzaczy. Dlatego też Roborock wyposażył ten model w Dual Anti-Tangle System. Dotyczy on zarówno głównej szczotki, jak i bocznej. Zostały skonstruowane tak, że radzą sobie z włosami o długości nawet do 40 cm. Po kilku cyklach odkurzania – w tym pierwszym, przed którym celowo przez parę dni nie sprzątałem podłóg – muszę uczciwie stwierdzić, że działa to naprawdę dobrze. Obie szczotki są wolne od włosów, które musiałbym usuwać ręcznie.
Druga denerwująca kwestia to czyszczenie krawędzi i rogów, np. przy ścianach lub meblach. Niewiele odkurzaczy dobrze sobie z tym radzi, ale Roborock należy do tych, które potrafią sprostać zadaniu. Odpowiedzialne są za to dwa rozwiązania: Reversible Side Brush oraz FlexiArm Edge Mopping. Pierwsze polega na odwróceniu kierunku obrotu bocznej szczotki po wykryciu wąskiego narożnika lub szczeliny. Z kolei FlexiArm Edge Mopping, jak sama nazwa wskazuje, pozwala wysunąć prawy mop, co umożliwia dokładniejsze umycie podłogi wzdłuż krawędzi. U mnie w domu jest to widoczne szczególnie w kuchni, gdzie meble mam ustawione w kształcie podkowy, więc trudnych miejsc nie brakuje. Roborock Qrevo 2 Pro poradził sobie z nimi naprawdę dobrze.
Roborock Qrevo 2 Pro ma też kilka sprytnych funkcji, takich jak odłączane mopy. Gdy włączymy samo odkurzanie, nie ma potrzeby, aby woził je ze sobą – może zostawić je w stacji dokującej. Robi tak nawet wtedy, gdy włączymy również mopowanie: najpierw objeżdża dywany oraz wykładziny, a dopiero potem wraca po mopy. Bardzo sprytne. W moim przypadku najczęściej korzystałem z programu, w którym urządzenie najpierw odkurza całe mieszkanie, a dopiero potem przechodzi do mopowania. Daje to moim zdaniem najlepsze efekty, choć trwa zdecydowanie dłużej. W moim mieszkaniu taki podwójny przejazd zajmował nieco ponad godzinę.
Samo czyszczenie wypada bardzo dobrze. Już po pierwszym razie podłogi lśniły, a – jak wspominałem – celowo przed testem nie odkurzałem ich przez kilka dni. Szczególnie problematycznym miejscem (poza kuchnią) jest u mnie korytarz, gdzie stoi szafka z butami. Wokół niej zawsze gromadzi się sporo piasku, głównie z powodu spacerów z psem do pobliskiego lasu. Tu muszę przyznać, że Roborock poradził sobie z tym chyba najlepiej ze wszystkich testowanych przeze mnie do tej pory odkurzaczy.
Muszę też wspomnieć o kilku innych kwestiach. Po pierwsze, Roborock Qrevo 2 Pro jest naprawdę mały jak na odkurzacz automatyczny. To dopiero drugi model, który zmieścił się pod fotelem (tzw. uszakiem z IKEA) i to bez konieczności chowania systemu LDS. Po drugie, nawet przy ustawieniach wysokiej mocy odkurzania jest zauważalnie cichszy od wielu konkurentów. W czasie sprzątania można spokojnie oglądać film, serial czy grać na konsoli bez konieczności nadmiernego podgłaśniania systemu audio. Wreszcie: dobrze radzi sobie z omijaniem przeszkód. Odkurzacz nie miał najmniejszych problemów z lawirowaniem pod stołem czy wokół krzeseł. Ani razu w trakcie testów nigdzie nie ugrzązł, a uwierzcie mi, że na podłodze mam sporo sprzętu, w tym statywy od softboxów i kartony po testowanych urządzeniach.
Co potrafi stacja dokująca?
Warto też poświęcić kilka osobnych zdań samej stacji dokującej. Może się podobać – wysoką i kanciastą konstrukcję z poprzedniego modelu zastąpiono zdecydowanie mniejszą i bardziej opływową bazą. Myślę, że znacznie mniej zaburza ona wystrój pomieszczenia, w którym stoi. Dostęp do pojemników i worka na kurz jest bardzo łatwy. Wyjmowanie, napełnianie i opróżnianie również nikomu nie sprawią kłopotów.
Stacja pełni też kilka innych funkcji. Są one dość oczywiste jak na dzisiejsze standardy, ale wypada o nich wspomnieć. To między innymi możliwość automatycznego opróżniania zbiornika na kurz w odkurzaczu i zaciągania zabrudzeń do worka w stacji. Ten ma wystarczyć nawet na 2 miesiące, więc wymiana jest sporadyczna. Do tego dochodzi czyszczenie mopów w temperaturze do 75°C, co powinno minimalizować ryzyko powstawania nieprzyjemnych zapachów. Nie ma się jednak co oszukiwać – od czasu do czasu trzeba je umyć ręcznie, bo wiecznie czyste nie będą. Mopy są również suszone w temperaturze 45°C. Proces ten generuje hałas na poziomie około 45 dB, więc słychać tylko lekki szum. Nie jest on uciążliwy, chyba że ktoś jest wyjątkowo wyczulony na takie dźwięki.
Na plus zasługuje też sama podstawa stacji dokującej, czyli element, na którym czyszczone są mopy. Jest bardzo łatwa w demontażu, dzięki czemu można ją umyć ręcznie, np. pod kranem. Niby prosta rzecz, ale niektórzy producenci potrafią się wyłożyć nawet na tym.
Przyjemna aplikacja
Całością zarządza się z poziomu dedykowanej aplikacji Roborock. Pozytywnie mnie zaskoczyła – nie tylko mnogością ustawień, ale też prostotą tak kluczowych kwestii, jak cały harmonogram sprzątania. Po włączeniu odkurzacza od razu wiemy, co i w jakiej kolejności będzie robił. Z jednej strony nie ma tu nic nadzwyczajnego, a z drugiej – jest wszystko, co potrzebne. Możemy osobno ustawić działanie stacji dokującej, zachowanie na dywanach, tryb sprzątania na twardych podłogach czy edytować mapę (w tym zapisywać jej kopię w chmurze). Aplikacja nie jest przeładowana, dzięki czemu korzystanie z niej pozostaje intuicyjne.
Do tego ma wbudowany mechanizm AI, który potrafi automatycznie dobrać sposób sprzątania na podstawie charakterystyki pomieszczenia. Dlatego po pierwszym mapowaniu warto dokładnie uporządkować układ pokoi i nadać im nazwy. To dla robota duże ułatwienie, które przekłada się na lepsze efekty sprzątania.
Podsumowanie
„Z jednej strony nie ma tu nic nadzwyczajnego, a z drugiej – jest wszystko, co potrzebne” – to zdanie, napisane przy okazji opisu aplikacji, dobrze podsumowuje cały testowany odkurzacz. Nie sili się na bycie wyjątkowym na siłę, ale każdy podstawowy aspekt doprowadza niemal do perfekcji. Nie ma tu ramion sięgających daleko po przeszkody ani skomplikowanego systemu automatycznie wymienianych mopów. Jest za to połączenie prostoty ze skutecznością.
Mam wrażenie, że wielu producentów zapomina o podstawach. Roborock na szczęście nie popełnił tego błędu. W swojej cenie jest to model, który mogę z czystym sumieniem polecić. Przez cały czas trwania testów ani razu mnie nie zawiódł – a to dużo ważniejsze niż wymuszone rewolucje. Nie bez powodu mówi się, że lepsze jest wrogiem dobrego.
-
Skuteczność sprzątania
-
Szczotki, które nie plączą włosów
-
Odłączane mopy
-
Cicha praca
-
Atrakcyjny design
-
Dobra cena
-
Intuicyjna aplikacja
-
Trudno coś znaleźć