30 sekund i brak prądu w całym kraju. Fotowoltaika była utrapieniem
Sri Lanka to niewielkie, 5 razy mniejsze od Polski państwo wyspiarskie, które może się jednak pochwalić ponad 20 milionami obywateli. I wszyscy Ci ludzie w zaledwie 30 sekund zostali odcięci od energii elektrycznej, a fotowoltaika zamiast wsparciem stała się utrapieniem.
A stało się to 17 października o 11:43 czasu lokalnego. Zdaniem National System Operator (NSO), czyli narodowego operatora energii doszło do odłączenia elektrowni wodnej Upper Kotmale, co wywołało nagłe załamanie całego systemu elektroenergetycznego w kraju. Co jednak bardziej istotne, okazało się, że przywrócenie zasilania nie jest możliwe z powodu działającej fotowoltaiki. Tym samym państwo musiało zaapelować do obywateli, aby odłączyli fotowoltaikę od sieci, co wcale nie jest takie łatwe, kiedy nie ma się prądu, a kanały komunikacyjne wymagają energii. Najprawdopodobniej pomogły w tym lokalne radiostacje, które wymagają niewiele energii, jak i radioodbiorniki na baterie.
Blackout mimo fotowoltaiki
Warto dodać, że fotowoltaika mogła powrócić do działania dopiero 18 października, a elektrownia węglowa Norochcholai wciąż pozostaje wyłączona, co sprawia, że Sri Lanka jest ciągle na deficycie, jeśli chodzi o energię elektryczną.
To pokazuje, że fotowoltaika nie jest lekiem na brak energii. A raczej nie sama w sobie. Do tego konieczny jest także magazyn energii i to z możliwością działania w trybie offgrid. Ewentualnie stacja zasilania, która można podłączyć do odłączonych od sieci paneli. Oczywiście, zwracając uwagę na ich parametry.