Najlepszy fotograficzny telefon z zepsutym aparatem. Polacy w szoku
Vivo X300 Ultra z przytupem wszedł do Polski i mimo wysokiej ceny, spotkał się z dużym zainteresowaniem Polaków. Okazało się jednak, że producent dostarczył im telefony z niedopracowanym softem, a główny atut urządzenia – aparat – nie działa.
Vivo X300 Ultra wszedł kilka dni temu do sprzedaży w Polsce w cenie zaczynającej się od 8499 zł. Smartfon z zestawem fotograficznym to z kolei wydatek aż 11 198 zł (9499 zł w promocji). Mimo tak wysokich kwot okazało się, że smartfon wzbudził spore zainteresowanie fanów mobilnej fotografii. Firma Vivo chwaliła się niedawno dużym sukcesem na polskim rynku, co oznaczało kilkaset egzemplarzy sprzedanych w pierwszych dniach po starcie oferty. Niestety, nabywców nowego króla fotosmartfonów czekała niemiła niespodzianka.
Aparat nie działa, zawiesza się
Grupa użytkowników telefonów Vivo na Facebooku zaczęła się gotować od narastającej liczby zgłoszeń, że wprowadzony do Polski Vivo X300 Ultra nie działa. A konkretnie – nie działa w nim aparat. Albo aplikacja nie chciała się uruchomić, albo się zawieszała i wyłączała. Nie były to jednostkowe incydenty, lecz powtarzające się sytuacje. Żadne zabiegi w rodzaju restartowania telefonu czy przywracania ustawień fabrycznych nie pomagały. Tego problemu nie było najwyraźniej w wersji chińskiej.
Na Vivo spadła fala krytyki. Jedni użytkownicy drwili, że telefon trafił do nich w wersji beta i muszę robić za testerów oprogramowania, innych szykowali się do oddania telefonu. Pod wpływem krytyki firma przyznała, że problem istnieje i obiecała poprawkę.
Dziś producent spełnił obietnicę i udostępnił aktualizację.
Gdy tylko otrzymaliśmy sygnały o błędnym działaniu aplikacji aparatu przy konkretnych ustawieniach, działaliśmy bez zbędnej zwłoki. Aktualizacja systemu o oznaczeniu PD2547GF_EX_A_16.0.5.15.W30.V000L1 została już udostępniona i jest sukcesywnie dostarczana na urządzenia. Aby zaktualizować urządzenie, należy wejść w zakładkę Aktualizacja systemu w ustawieniach telefonu. Dziękujemy za wszystkie zgłoszenia. Życzymy samych udanych kadrów! – napisała firma Vivo na grupie fanów marki.
Ci w większości odetchnęli z ulgą i dziękowali Vivo za szybką reakcję. Nie wszyscy jednak tak życzliwie podeszli do sytuacji, wytykając firmie niedopracowanie najważniejszego w końcu elementu smartfonu – aparatu, dla którego większość kupuje ten drogi model.
W moim egzemplarzu aparat nie działał. Krótka piłka, zwróciłam telefon. Dziś sobie weszłam na grupę i poczytałam posty o wydaniu aktualizacji z naprawą aparatu i co widzę? Festiwal wdzięczności! To jest niesamowite, jak działy marketingu potrafią urobić ludzi. Kupujesz flagowy produkt, dostajesz bubel, a potem cieszysz się jak dziecko, bo producent po czasie łata dziury. To nie jest „świetny support”, to jest naprawianie wpadki, która w tej cenie nigdy nie powinna mieć miejsca!
Podobnie sytuację oceniło wielu innych użytkowników. I chyba mają rację. Taką wpadkę można wybaczyć w modelu za tysiąc złotych, ale najdroższy w Polsce, flagowy fotosmartfon z profesjonalnymi ambicjami powinien być dokładnie przetestowany przed wejściem do sprzedaży i od pierwszego uruchomienia działać na tip-top.