Bezwarunkowy dochód się sprawdził? Uczestnicy pilotażu zabrali głos
Rok darmowych pieniędzy brzmi jak marzenie. Dziennikarze sprawdzili, jak to wygląda w praktyce.
Gotówka daje chwilowe wytchnienie, ale cudu nie robi
Dochód gwarantowany to regularne wypłaty gotówki bez warunków co do wydatków. Elon Musk, Sam Altman i Dario Amodei widzą w nim lekarstwo na utratę pracy przez AI. Google od 2022 roku finansuje w rejonie San Francisco sześć takich programów. Uczestnicy dostają około 1000 dolarów miesięcznie, a badacze analizują efekty. Badania pokazują krótkoterminowy wzrost zatrudnienia, lepszą kondycję psychiczną i mniejszy głód. Reporterzy The New York Times przez ponad rok śledzili losy trzech osób, które wcześniej były bezdomne i otrzymały taki dochód.
Mikole Weeks w 2023 roku mieszkała w namiocie i walczyła z uzależnieniem. Ciąża stała się dla niej znakiem do zmiany życia. Wytrzeźwiała, dostała dopłatę do mieszkania w Santa Cruz i sprzątała domy za 20 dolarów za godzinę.
W grudniu 2024 roku dowiedziała się o przyjęciu do programu. Jako samotna matka przez rok miała dostawać 1330 dolarów miesięcznie. Kupiła synkowi Sky'owi miększe pieluchy i rowerek. Był to koniec z czekaniem na odnowienie bonów żywnościowych. Zapisała się też na studia, by zostać pracownikiem socjalnym.
Potem do jej dwupokojowego mieszkania wprowadziły się mama i młodsza siostra, które straciły dom w Tennessee. Weeks liczyła, że wypłaty pozwolą to udźwignąć. Utrzymanie dwóch osób i kłótnie o wychowanie syna szybko ją jednak przytłoczyły. Odkładała mniej, niż planowała. Na miesiąc przed końcem programu na krótko wróciła do narkotyków i rzuciła studia.
Wypłaty skończyły się w grudniu. Weeks miała odłożone 2000 dolarów. Dzięki nim rodzina przeprowadziła się do dwa razy większego domu w tańszym Watsonville. W sierpniu dostała pracę w hotelowej restauracji za 24 dolary za godzinę plus napiwki. Ma też ubezpieczenie zdrowotne dla siebie i syna oraz wróciła na studia online.
Rok wypłat nie dał jej wszystkiego, na co liczyła. Dał jednak stabilniejszy grunt.
Nicholas Marquez miał 44 lata i chorował na serce oraz nerki. Trzy razy w tygodniu jeździł na dializy. Wcześniej odcięto mu prąd za niezapłacone rachunki, a jego lodówka świeciła pustkami przez 2 tygodnie bo skończyły się mu bony żywnościowe. Gdy poinformowano go, że wybrano go do programu pilotażowego dochodu gwarantowanego poczuł się jakby wygrał w totka. Sprowadził do siebie matkę, by mu pomagała.
Wcześniej musiał decydować, czy płacić za prąd, pranie czy może wydać pieniądze na jedzenie. Gdy otrzymał dochód bezwarunkowy, wreszcie stać było go na wszystkie z tych rzeczy. Za pierwszą wypłatę spłacił 500 dolarów rachunku za prąd. Mógł też kupować koktajle proteinowe, bo tylko to mógł jeść po dializach. Po raz pierwszy od pół roku zapłacił za pranie. Mógł czasem wybrać się na miasto z przyjacielem i nie musiał przeliczać każdej rolki papieru toaletowego. Niestety pieniądze nie uratowały uszkodzeń, jakie zaszły w jego sercu i nerkach. Wiosną 2025 roku zmarł po zatrzymaniu akcji serca. Jego matka wzięła odłożone przez niego 900 dolarów i własne oszczędności. Opłaciła nimi odwyk jego brata. Sama mieszka dziś w namiocie w ogrodzie. Brat ukończył program i szkoli się w leśnictwie.
Wiosną 2024 roku KaMesha Staples tkwiła w finansowym potrzasku. Jako doradczyni dla osób uzależnionych zarabiała 800 dolarów tygodniowo. Na opiekę nad dwiema córkami wydawała 1000 dolarów. Rzuciła pracę i zdała się na pomoc socjalną. "Jak kraby w wiadrze", mówiła.
Co kilka miesięcy pojawiała się nowa przeszkoda. Psuło się auto, a naprawa i przejazdy zastępcze kosztowały setki dolarów. Komunikacji publicznej w mieście nie było.
W czerwcu 2024 roku Staples dostała się do programu dochodu gwarantowanego. Pierwsza wypłata wyniosła 1000 dolarów. We wrześniu zapisała się do dwuletniego koledżu. Erica Kisch z organizacji wspierającej Staples mówi, że takich rodzin jest wiele. Stoją tuż przed finansową niezależnością. "Jedna drobnostka potrafi rozbić życie całej rodziny. Bycie biednym jest naprawdę drogie" - twierdzi.
Pieniądze dały oddech. Rodzina pojechała do parku rozrywki Six Flags i kupiła karnety za 70 dolarów. Staples odłożyła jednak mniej, niż planowała. "Przyzwyczaiłam się do wydawania tego, co miałam", przyznaje.
Po ostatniej wypłacie w maju 2025 roku przyszedł "klif". Tak badacze nazywają nagły spadek dochodu po końcu programu i jest to moment poważnego testu, który świadczy o tym, czy uczestnik pilotażu sobie poradził, czy nie. Staples spóźniła się z ratą za auto i musiała prosić o pomoc babcię. Tydzień później znów brakło pieniędzy, więc zaczęła jeździć dla DoorDash (konkurent Uber Eats).
Przełom przyszedł w sierpniu. Dostała pracę koordynatorki zajęć pozalekcyjnych za 30 dolarów za godzinę. Obie córki trafiły do tej samej bezpłatnej szkoły czarterowej, więc odpadły koszty opieki. Jest trudno, ale stabilniej. "Czuję się mniej bezradna" - powiedziała w rozmowie z New York Times.
Jennifer Loving prowadzi organizację Destination Home, która wypłaca takie świadczenia w Dolinie Krzemowej. Jest ona zdania, że oczekiwanie, aby ktoś w 12 miesięcy poukładał życie jest bardzo wygórowane. Do tego koszty życia wcale nie tanieją.
Cała trójka poczuła ulgę od razu, ale długofalowe efekty bezwarunkowego dochodu były mieszane. Reporter technologiczny Eli Tan zauważa, że dochód gwarantowany miał pomagać ludziom piąć się w górę. Jednak wizja liderów świata technologii wydaje mu się w praktyce czymś odwrotnym.
Warto odnotować jednak, że w przypadku obserwowanych osób, które otrzymały bezwarukowy dochód pojawił się schemat pomagania innym członkom rodziny po otrzymaniu tych pieniędzy. W ten sposób uczestnicy pilotażu mieli mniejsze możliwości odmiany własnego losu - jednak sprawa mogłaby wyglądać zupełnie inaczej, gdyby taki dochód otrzymywało więcej osób. Redystrybucja dóbr majątkowych miałaby mniejszą skalę, a więc ci sami ludzie nie wkręcaliby się w błędne koło.