TVN z nową nazwą i logo? Prawicowy kierunek stacji wciąż niepewny
Od kilku miesięcy media w USA, Europie, ale i innych regionach świata, żyją przejęciem Warner Bros. Discovery, do którego należy m.in. TVN. 23 kwietnia Paramount Skydance wykonał kolejny krok na drodze do wchłonięcia koncernu medialnego. W efekcie powracają pytania o przyszłość jednej z największych stacji telewizyjnych w Polsce. Czy faktycznie może ona zasilić grono podmiotów o prawicowym przekazie?
To był bój, który rozgrzewał nie tylko analityków i dziennikarzy w okresie jesienno-zimowym. Netflix i Paramount Skydance postanowili stoczyć walkę o rękę panny na wydaniu, czyli koncernu Warner Bros. Discovery. Ewentualna transakcja wzbudzała skrajne emocje i to z przeróżnych powodów. Jedni komentatorzy obawiają się ekonomicznych efektów dalszej koncentracji w branżach mediów i rozrywki, drudzy dostrzegali w tym zagrożenie dla pluralizmu we wspomnianych dwóch sektorach, ponieważ obaj kupcy kojarzeni są z określonym zdaniem w dyskusji światopoglądowej. Jeszcze inni wskazują np. na zagraniczne wątki tych przetasowań. Efekt jest taki, że o zmianach dyskutuje się jednocześnie na politycznych szczytach i przerwie kawowej w biurach.
Paramount dopiął swego. Fuzja z WBD coraz bliżej
Przez jakiś czas wydawało się, że to Netflix finalnie stanie na ślubnym kobiercu, ale jego oferta została przebita na ostatniej prostej. Ostatecznie Paramount Skydance obiecał zapłacić za WBD około 110 mld dolarów. Decydenci Netfliksa uznali, że przy takich kwotach trudno już mówić o atrakcyjnej czy wręcz racjonalnej transakcji. Podziękowali, inwestorzy to docenili, akcje spółki podrożały.
Wspomnianego już 23 kwietnia nad mariażem z Paramountem głosowali akcjonariusze WBD. I zdecydowali, że transakcja powinna być procedowana. Większość udziałowców pozostała obojętna na głos Hollywood. Reżyserzy, aktorzy, scenarzyści i inni ludzie kina przekonywali (i robią to nadal), że fuzja zaszkodzi ich branży: ograniczona zostanie liczba miejsc pracy, produkcje staną się mniej zróżnicowane, a szeroko pojęte koszty wzrosną. Czas pokaże, czy obawy były uzasadnione. Póki co chęć zysku wzięła górę. Koniec historii? Otóż nie.
Ewentualne połączenie wymaga jeszcze np. zgód regulatorów rynku. Nie tylko w USA, ale też w Wielkiej Brytanii czy Unii Europejskiej. Fuzji przyglądają się politycy i urzędnicy po obu stronach Atlantyku, niektórzy wyrażają wątpliwość, czy powinno do niej dojść. Nawet jeśli działaniom dadzą zielone światło, to istnieje ryzyko, że proces przeciągnie się w czasie. A to ma spore znaczenie: Paramount zobowiązał się, że będzie płacił akcjonariuszom WBD za każdy kwartał opóźnień w finalizacji przejęcia.
Kredyt na zakup zadłużonego biznesu
Kwestia finansów w całej tej układance nie jest drugorzędna. Paramount nie finansuje tego przedsięwzięcia za pieniądze, które przez lata zbierał w skarpecie. W grę wchodzi zaciąganie długów na zakup podmiotu, który jest… obarczony poważnym zadłużeniem. Po połączeniu gigant będzie miał do spłacenia niemal 80 mld dolarów. Pokaźna część tej kwoty musi być zwrócona w przyszłym roku. Tylko w przypadku WBD mowa o przeszło 16 mld dolarów.
Ktoś stwierdzi: na biednych nie trafiło. Bo trzeba pamiętać, że szefem Paramount Skydance jest David Ellison. Jego ojciec, Larry Ellison, to współzałożyciel oraz prezes korporacji Oracle. Za sprawą udziałów w technologicznym potentacie Larry należy do grona najbogatszych ludzi na naszym globie. Krótko był nawet liderem tego zestawienia. Nie oznacza to jednak, że ojciec przekaże Davidowi 110 mld dolarów, by ten tworzył medialnego molocha.
Pikanterii sprawie dodaje fakt, że w transakcję mają się włączyć podmioty z Bliskiego Wschodu, a konkretnie państwowe fundusze majątkowe z Arabii Saudyjskiej, Kataru i Abu Zabi. Łącznie mogą one wspomóc Paramount w tej transakcji kwotą dwudziestu kilku mld dolarów. W USA wzbudza to wątpliwości m.in. niektórych polityków. Bo czy można bez żadnych obaw dopuszczać do ważnych amerykańskich biznesów satrapie z Bliskiego Wchodu? Jeszcze większe emocje wzbudziły doniesienia o możliwym udziale w tym projekcie także firmy Tencent, czyli chińskiego potentata technologicznego.
Ellisonowie grają w drużynie z Donaldem Trumpem
Kontrowersje potęguje też fakt, że Larry Ellison to zausznik prezydenta Donalda Trumpa. Mieszanka polityki, biznesu i mediów może przyciągać uwagę, a w tak dużym wydaniu po prostu musi wywoływać spore emocje. Część komentatorów obawia się, że WBD po przejęciu zacznie dryfować w kierunku prawej strony sceny politycznej. Albo wręcz stanie się tubą propagandową obecnego lokatora Białego Domu i jego zwolenników.
David Ellison uspokaja i zapewnia, że nie będzie zwolnień w biznesach filmowym czy telewizyjnym. Co więcej, mają się one rozwijać i zatrudniać. Nawet jeśli to prawda, warto zapytać: kto trafi na listę płac? W tym kontekście przywołuje się postać Bari Weiss, która w ubiegłym roku objęła funkcję redaktorki naczelnej stacji CBS News (podmiot jest już w rękach Davida Ellisona). Wiązało się to ze zwolnieniami, które mają być kontynuowane. Jednocześnie miał to być ukłon w stronę prezydenta Trumpa oraz środowisk izraelskich i proizraelskich, bo Weiss nie ukrywa swojego poparcia dla idei syjonizmu. Na razie efekt jest taki, że stacja traci widzów. Jednocześnie mnożą się pytania, czy podobny los czeka np. CNN wchodzący w skład WBD. Szef Pentagonu, Pete Hegseth, kilka tygodni temu stwierdził wprost, że im szybciej David Ellison przejmie stację, tym lepiej.
Można zwalniać starych pracowników i zatrudniać nowych, ale opcją jest też po prostu zamknięcie jakiegoś biznesu. Przykładem CBS News Radio. Niektórzy odliczali dni do setnych urodzin stacji (wystartowała we wrześniu 1927 roku), a tymczasem podjęto decyzję o jej zlikwidowaniu. Warto zaznaczyć, że nie jest to nikomu nieznany, niszowy podmiot – swoje treści dostarcza do około 700 stacji w USA. Nie ma miejsca na sentymenty.
Tak sprawy wyglądają za oceanem. Co to może oznaczać w przypadku naszego podwórka?
Właściciela zmienia WBD i TVN. Co z polską stacją?
Od kiedy pojawiły się doniesienia o tym, że batalię o WBD wygrał Paramount, a nie Netflix, zaczęło przybywać komentarzy sugerujących, że TVN czekają porządki. A po nich meblowanie według nowych wytycznych. Nie mogło zabraknąć memów z politykami czy dziennikarzami prawicy jako kandydatami na nowego szefa grupy i stacji. Jedni wiwatują, drudzy lamentują, ale są i tacy, którzy radzą się wstrzymać z reakcjami. I to z różnych powodów. Bo nie ma pewności, że transakcja doczeka się finału. A jeśli już do niej dojdzie, nie można jednoznacznie określić, jaka będzie przyszłość TVN-u.
Na ten moment możemy wyłącznie spekulować - także dlatego, że wciąż nie można zakładać, że ten proces przebiegnie w niezakłócony sposób. Interesują się nim różne ciała regulacyjne: od poziomu stanowego, po choćby europejski. Polska teoretycznie też ma możliwość ingerencji. Oczywiście logika tego typu transakcji jest taka, że nieuniknione wydają się zwolnienia, gdzieś trzeba będzie szukać oszczędności, także wobec bardzo wysokich kosztów przejęcia. Jeśli jednak chodzi o kwestie programowe, to trudno cokolwiek przewidzieć. Biorąc pod uwagę to, co dzieje się w USA za drugiej kadencji Trumpa, nie możemy niczego wykluczyć. Nie oznacza to jednak, że musimy zakładać poważne ingerencje. Ostatecznie to także, a może przede wszystkim, biznes
W prawicowych mediach w Polsce panuje spory ścisk
Pewne jest zatem to, że nic nie jest pewne. Warto jednak zastanowić się nad możliwymi scenariuszami dla TVN-u. Jeden z nich przewiduje, że stacja wykona wspomniany już zwrot na prawo. Problem polega na tym, że tam robi się już dość ciasno. Z tą częścią rynku kojarzy się m.in. Telewizja Republika, która obecnie ma spore kłopoty finansowe. Funkcjonowanie w warunkach wolnorynkowych, bez wsparcia spółek Skarbu Państwa, okazało się wyzwaniem. Efekt jest taki, że decydenci i dziennikarze stacji apelują do widzów o wsparcie przelewami.
Media Tomasza Sakiewicza o uwagę i portfele odbiorców muszą konkurować m.in. ze środowiskiem skupionym wokół braci Jacka i Michała Karnowskich (wPolityce.pl) czy mediami, których twarzą jest Paweł Lisicki, czyli np. Do Rzeczy. W tym miejscu warto zaznaczyć, że pod koniec kwietnia na rynku NewConnect zadebiutuje spółka Do Rzeczy (wydawca tygodnika). O część odbiorców tych podmiotów upominają się redakcje, za którymi stoi Krzysztof Stanowski. Do tego dochodzą np. Telewizja Trwam i pokaźne grono twórców internetowych.
Niedawno działalność rozpoczął serwis Newsmax Polska. To franczyza biznesu medialnego, który w USA stoi zdecydowanie po prawej stronie sceny politycznej. W polskiej redakcji znaleźć można nazwiska związane wcześniej m.in. z mediami wymienionymi w poprzednim akapicie. Na razie trudno ocenić, w jakim kierunku będzie się rozwijał ten projekt, ale wydaje się mało prawdopodobne, by serwis (a docelowo także telewizja) miał walczyć o uwagę lewicowych odbiorców.
Ideologia może mieć znaczenie. Ale ważniejszy jest biznes
Biorąc to pod uwagę, można zadać pytanie: czy TVN faktycznie może skręcić w prawo? I czy w związku z tym polski rynek medialny czekają spore przetasowania? O odpowiedź poprosiłem m.in. profesora Pawła Nowaka z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej. W jego ocenie początkowymi reakcjami na doniesienia o przejęciu WBD przez rodzinę Ellisonów kierowały silne emocje. A teraz do głosu dochodzą rozum i chłodna kalkulacja.
Wydaje mi się, że z biznesowego punktu widzenia, a żaden inny raczej nie będzie w przypadku Polski wchodził w grę, rynek medialny w Polsce niewiele, jeśli w ogóle się zmieni. Grupa medialna TVN jest bardzo popularna w środowiskach centrowo-lewicowych i przynosi solidne zyski. Jej zmiana na prawicową i konserwatywną niewiele by dała właścicielom i jedynie umożliwiła powstanie nowego bardzo silnego ośrodka medialnego. Ten ostatni odebrałby większość odbiorców i odbiorczyń mediom, które właśnie kupił nowy właściciel. Byłoby to ekonomiczne samobójstwo. Nie zabija się kury znoszącej złote jaja, zwłaszcza w kraju, w którym społeczeństwo jest tak bardzo i proporcjonalnie spolaryzowane
Profesor Mirosław Filiciak z Uniwersytetu SWPS przyznaje, że "przeprogramowanie" jednej z największych grup medialnych nad Wisłą oznaczałoby szerokie zmiany:
Ewentualny skręt TVN-u w prawo - choć pamiętajmy, że to daleko posunięte spekulacje - mógłby osłabić innych graczy po tej stronie politycznego spektrum. Pewnie byłby to kłopot dla wszystkich, nawet jeśli taki ruch otwierałby nową przestrzeń w centrum. Pamiętajmy jednak, że to jest coraz trudniejsza branża, w której trzeba grać równocześnie na kilku fortepianach i dywersyfikować przychody. Choć daleki jestem od diagnoz o "śmierci telewizji", to jednak ten rynek stale się kurczy i atomizuje
Profesor Robert Rajczyk z Uniwersytetu Śląskiego również zwrócił uwagę na kwestie ekonomiczne, które stają nad oferta programową. Jeśli właściciel ma podjąć decyzję o zmianie kierunku, w jakim podąża obecnie TVN, musi to wynikać z uwarunkowań rynkowych. I tu wracamy do wspomnianej już kwestii: czy polski rynek jest na tyle pojemny, by zmieścić kolejnego gracza o prawicowych inklinacjach? I czy sam TVN wytrzymałby ten zwrot?
Nie wiadomo, co stałoby się z widzami i z widzkami TV Republika, gdyby pojawiła się nowa stacja prawicowa lub skrajnie prawicowa. Na pewno to właśnie z nią rywalizowałaby nowa stacja. Co będzie ważniejsze – ideologia czy biznes? Zależy od celu, który popchnie kogoś lub jakąś instytucje do tego zakupu. Jeśli TVN miałby stać się tubą propagandową dla środowisk nacjonalistyczno-prawicowych, to trzeba byłoby tam wszystko zmienić – począwszy od ludzi, przez ramówkę, po poszukiwanie osób, które albo odrzucą swoją niechęć do centrowo-prawicowego TVN, albo przyzwyczają się do nowej nazwy i nowego logo stacji. Tak, zakładam wtedy taki scenariusz – konserwatywny właściciel zmieni nazwę i logo stacji. Jeśli natomiast celem zakupu byłby zysk, to zmiany będą niewielkie, bo trzydzieści lat na polskim rynku medialnym gwarantuje bardzo liczną i przynoszącą realne dochody grupę odbiorczą
Ktoś może oczywiście zapytać: ale jak to, przecież w USA rodzina Ellisonów wprowadza zmiany w przejmowanych mediach. Tam mogą budować protrumpowską telewizję, a w Polsce pozwolą na liberalny TVN? I tu dochodzimy do istotnej kwestii: dla nowego właściciela biznes nad Wisłą może mieć marginalne znaczenie. A czy warto rezygnować z osiąganych obecnie zysków na rzecz kosztownych i ryzykownych zmian w dalekim kraju? Warto przypomnieć, że operacja przejęcia WBD w znacznej mierze odbywa się na kredyt. Bujanie łodzią z logo TVN nie musi przynosić korzyści, a może się zakończyć jej wywróceniem. Stacja straci obecnych widzów i nie zyska nowych. Potencjalny zysk niewielki, ryzyko spore.
TVN trafi na sprzedaż? Kto może kupić polską stację?
W tym kontekście bardziej prawdopodobny wydaje się inny scenariusz: sprzedaż aktywów między Bugiem a Odrą. Nowy właściciel może dojść do wniosku, że nie chce się wikłać w polską wojenkę. Zamiast tego lepiej wyjść z tego biznesu i zainkasować środki, które z pewnością się przydadzą w USA. Trzeba pamiętać, że sama fuzja gigantów nie oznacza zamknięcia tematu – przecież nowy twór ma m.in. konkurować o czas i portfele widzów z korporacjami Disney i Netflix. Rozwój serwisów streamingowych i tworzenie hollywoodzkich hitów to nie są tanie rzeczy. Bazowanie na tym, co znajdzie się pod jednym dachem (m.in. uniwersum DC Comics, uniwersum Harry’ego Pottera czy Star Trek) raczej nie wystarczy.
Chętny do sprzedaży to jednak połowa sukcesu – potrzebny jest też ktoś, kto ów biznes kupi. W Polsce zaczęto w tym kontekście wskazywać np. na Zoltana Vargę. To węgierski przedsiębiorca, który zaznajomił się już biznesowo z naszym rynkiem medialnym – był udziałowcem Gremi Media, czyli spółki, do której należą Rzeczpospolita i Parkiet. Biznesmen był i ponoć nadal jest zainteresowany przejęciem TVN-u. To jednak inna liga niż ta, w której do tej pory grał w Polsce. Takie przejęcie wymagałoby zapewne zbudowania konsorcjum, co wiąże się z dodatkowymi wyzwaniami. Czy sprzedaż dużej stacji jest realna?
Tak. To jeden z bardzo prawdopodobnych scenariuszy. Wyłączenie po zakupie całości TVN z Warner Bros. Discovery i sprzedanie go komuś innemu. Trudno dokładnie powiedzieć, kto mógłby być zainteresowany taką transakcją, bo scenariuszy jest bardzo wiele. W takim wypadku rolę może odegrać już polityka, dążenie do wpływania na debatę w Polsce przez państwa zewnętrzne czy ambicje bogatego polskiego przedsiębiorcy czy bogatej polskiej przedsiębiorczyni. Nie znam dokładnie przepisów prawa, które dotyczą ograniczeń w sprzedaży mediów z ogólnopolskimi koncesjami, bo jeśli są one nieprecyzyjne lub niewystarczające, to możliwe jest, że zainteresowana byłaby takim zakupem jakaś spółka z rosyjskim lub prorosyjskim kapitałem. Rosja uzyskałaby w ten sposób kolejną platformę medialną do szerzenia swojej propagandy i przekazywania swoich fake newsów. Wydaje mi się, że byłby to także bardzo dobry ruch dla grupy Agora, która ewidentnie potrzebuje bardziej elektronicznego, ale nieinternetowego medium o ogólnopolskim zasięgu. Mogę sobie wyobrazić także wiele innych scenariuszy, ale te sprawiają na mnie wrażenie najbardziej prawdopodobnych
Do radykalnych zmian droga daleka. TVN przekazu szybko nie zmieni
Chociaż większość akcjonariuszy WBD poparła fuzję z Paramount Skydance, nie oznacza to, że sprawa jest zamknięta. Ta historia może się jeszcze okazać dobrym materiałem na film czy serial, nie należy wykluczać, że pojawią się mocne zwroty akcji. A jeśli nawet całość zostanie domknięta w ciągu kilku kwartałów, to zmiany w strukturze obu biznesów będą pewnie rozpisane na długie miesiące albo lata. Wydaje się mało prawdopodobne, by David Ellison za chwilę przysłał nad Wisłę kogoś, kto w jego imieniu zrobi z TVN-u klona TV Republika.
Skoro już o Ellisonach mowa. Na razie są oni uznawani za sojuszników Donalda Trumpa. Nie trzeba jednak bardzo szczegółowo badać życiorysu seniora rodu, by dowiedzieć się, że z prezydentami wywodzącymi się z Demokratów też miał dobre stosunki. Finansowo wspierał obie strony sceny politycznej. Wypada założyć, że Ellisonowie na jakimś etapie będą chcieli ułożyć się z oponentami obecnej władzy. Zwłaszcza, że za oceanem coraz głośniej mówi się o słabnącym poparciu dla Trumpa i Republikanów. Jesienią mogą przegrać z kretesem wybory, co dla możnych tego świata będzie dość jasnym sygnałem o nadciągających zmianach. W takich warunkach przebudowa grupy medialnej na swoim podwórku staje pod znakiem zapytania. A rewolucja gdzieś na krańcu świata byłaby działaniem co najmniej dziwnym. By nie napisać irracjonalnym.
Jeśli zatem po głosowaniu akcjonariuszy WBD ktoś nad Wisłą lamentuje lub otwiera szampana z pobudek politycznych i ideologicznych, to powinien chyba uspokoić emocje…