Fotowoltaika z Action to przy tym badziew. Nie żałuję żadnej złotówki

Po licznych testach paneli fotowoltaicznych z Action postanowiłem sprawdzić coś z wyższej półki. Mowa tu o produkcie około 4-krotnie droższym, bo kosztującym nie 85,95 zł, a 349 zł, czyli rozkładanym panelu EcoFlow 45 W. Czy okazał się jednak tyle samo razy lepszy?

Paweł Maretycz (Maniiiek)
2
Udostępnij na fb
Udostępnij na X
Telepolis.pl
Fotowoltaika z Action to przy tym badziew. Nie żałuję żadnej złotówki

Zacznijmy od samego wyjazdu. Ten potrwał 9 dni, a w jego trakcie... no cóż, dwa dni pracowałem, ponieważ urlop miałem od środy, a na miejsce dojechałem w niedzielę. Zabrałem więc ze sobą MacBooka Air, który służył mi przez 2 dni pracy i jeden, dodatkowy dzień na rozliczanie się z urzędami, bankami i rachunkami. Te bowiem niekoniecznie muszą uznawać mój urlop za... urlop. I w sumie mają rację, to po prostu przerwa w świadczeniu przeze mnie usługi pisania tekstów. 

Dalsza część tekstu pod wideo

Krótko mówiąc, zabrałem ze sobą laptopa, oraz drugi telefon, którego rolą było robienie za mobilny router. Miałem także iPada mini, telefon i konsolę Switch Lite. I na całe szczęście, ponieważ na 9 dni wyjazdu słońce widziałem tylko przez 3. Ot, aura delikatnie mówiąc, nie rozpieszczała. Nie lało cały czas, ale słońce kryło się za chmurami. Założenie wyjazdu miałem jednak jedno: cała elektronika, którą ze sobą zabrałem musiała być zasilana przy pomocy stacji zasilania Anker Solix C300X DC o pojemności 288 Wh. Stacja zaś nie mogła być podłączona do sieci w celu jej naładowania.

Trudy wyjazdu jeszcze przed rozpoczeciem urlopu

Czy 288 Wh to dużo? Nie. To w przeliczeniu jakieś 90 000 mAh. Na szczęście miałem przy sobie panel solarny o mocy do 45 W. Niestety, miałem też głównie pochmurne niebo nad sobą i warunki, które zachęcały do siedzenia w domu i korzystania z elektroniki.

Fotowoltaika z Action to przy tym badziew. Nie żałuję żadnej złotówki
Pod koniec wyjazdu było już słońce

Już pierwszy dzień nie był wesoły: owszem, podłączyłem przed wyjazdem laptop do ładowarki, ale ładowarka nie była podłączona do prądu, co pożarło jakieś 30% energii na jej uzupełnieniu. Telefon z hot-spotem również miał spory apetyt, a i ładowanie urządzeń pobierało sporo. Tym samym bank energii zszedł w pierwszą dobę do 43%. 

I już myślałem, że eksperyment zakończy się fiaskiem. Wyniosłem go jednak do samochodu, na dachu rozłożyłem panel, podłączyłem do stacji i.... zobaczyłem ładowanie z mocą 12 W. Owszem, to nie jest dużo. Jednak mówimy tu o pełnym zachmurzeniu. Oczywiście moc ładowania się wahała wraz z upływem dnia. Ja w międzyczasie rozładowywałem laptopa i smartfon podczas pracy, więc nie monitorowałem stanu na bieżąco. Kluczowe jest jednak to, że wieczorem, kiedy zabierałem stację do domu, zobaczyłem na ekranie 69% naładowania baterii.  

Fotowoltaika z Action to przy tym badziew. Nie żałuję żadnej złotówki

Na szczęście do naładowania miałem już tylko laptop i telefon działający jako router. Tym razem wylądowałem na 32% zapasu energii. Miałem więc pewność, że mogę dokończyć pracę, nawet jakbym miał to robić o dzień dłużej, a świat spowiłyby egipskie ciemności. Pod koniec ostatniego dnia przed urlopem miałem już 58% baterii, chociaż ładowanie laptopa zmniejszyło ten wynik do 24%.

Trzeci dzień siedzenia z laptopem to były rozliczenia. Właściwie zajęło mi to tylko 3 godziny, więc bateria laptopa nie odczułaby tego szczególnie mocno. A raczej nie odczułaby, gdyby nie aura na zewnątrz i fakt, że pozostali członkowie rodziny uznali, że taki dzień najlepiej przespać. Ja nadrobiłem YouTubowe zaległości i laptop padł po raz trzeci. Stacja natomiast znów wskoczyła na 32%, co w tak deszczowy dzień było sporym zaskoczeniem - nie sądziłem, że cokolwiek się ruszy. 

Początek urlopu

Fotowoltaika z Action to przy tym badziew. Nie żałuję żadnej złotówki
Tak wyglądało niebo przez większość czasu

Laptop trafił do torby i miał z niej już nie wychodzić. Zostało mu te 10% baterii, co uznałem za bezpieczny zapas do powrotu do mieszkania po wyjeździe. W międzyczasie rozładowałem tablet do 58% i co dwa dni ładowałem smartfon oraz codziennie drugi, będący routerem dla reszty uczestników wyjazdu. Mimo chmur udawało się dobić i nawet utrzymać te 60-70% do szóstego dnia dzięki energii pochodzącej ze słońca, które się czaiło gdzieś tam, za chmurami. 

Panel pokazuje pazur

Aż nadeszła niedziela. Tego dnia po raz pierwszy od dawna ujrzałem błękit nieba. Pojawiło się także słońce i 36 W na wskaźniku mocy ładowania z panelu. I chociaż nie trwało to cały dzień, to naładowanie dobiło do 87%. Z tego też powodu postanowiłem znowu naładować wszystko do pełna. Niestety, tym razem zapomniałem zapisać wartości, którą zobaczyłem rano. Wystarczy jednak powiedzieć, że była ona poniżej 30%, bo naładowała także smartfon i bateryjną lampkę nocną mojej żony.

Fotowoltaika z Action to przy tym badziew. Nie żałuję żadnej złotówki

Mimo to tego przed końcem dnia zobaczyłem 100% na liczniku. Do stacji podłączyłem więc jeszcze powerbank 20 000 mAh, który był rozładowany do kilkunastu procent. Tym samym dzień się zakończył z 94%. Ostatni dzień to była czysta formalność: słońce grzało mocno, więc na liczniku widniało 41 W. Nawet nie zauważyłem, kiedy energia została uzupełniona do pełna. 

Byłem pewny, że test się nie uda

Marne warunki uznałem początkowo za przeszkodę. Jednak to właśnie one udowodniły mi z jak dobrym sprzętem mam do czynienia. Gdyby wszystkie dni były słoneczne, to widziałbym każdego dnia 100% naładowania, uzupełniając przy tym energię w każdym ze sprzętów, co udowodniły ostatnie z nich. Gdybym korzystał z panelu z Action, to mógłbym zapomnieć o prądzie już 3 dnia wyjazdu i może na ostatnie 2 nieco podładowałbym sobie smartfon, chociaż i to bez szaleństw. 

I mam tu na myśli panel z Action za 89,95 zł, a dokładniej model z ubiegłego roku, ponieważ tegoroczne edycje okazały się porażką. Ten w idealnych warunkach daje z siebie jakieś 13 W mimo 28 W deklarowanych, co nie jest dziwne, ponieważ jego moduł pozwala na oddane do 15 W. Natomiast w pochmurne dni nie daje z siebie nic, lub około 1 W w okolice południa. Tu miałem moc 12-krotnie wyższą.

Technikalia

Od tego powinienem zacząć wywód, ale na tym jednak skończę. Ot, tak mi narracyjnie pasuje. Otóż sam panel ma 2 wyjścia: DC z kablem XT60 w zestawie, którym to ładowałem stację, oraz UBS-C. To drugie pozwala na pozyskanie ze stacji do 15 W, więc oczywiste jest to, że z niego nie korzystałem do ładowania urządzenia, chociaż rzecz jasna je sprawdziłem i dawało ono taką samą moc, jak DC w danych warunkach.

Fotowoltaika z Action to przy tym badziew. Nie żałuję żadnej złotówki

Czy 15 W ma sens w stacji 45 W? Tak. W gorszych warunkach oświetleniowych wciąż mogliśmy liczyć na pełną moc wyjścia USB-C, co jest bardzo ważne. Mimo to rekomenduję raczej zakup stacji zasilania pod panel, jeśli naprawdę chcemy w pełni wykorzystać jego potencjał i zamierzamy naładować nią urządzenia bardziej wymagające, jak właśnie laptopy.

Sam panel jest wodoodporny, więc martwiłem się jedynie tym, żeby stacja nie zamokła w deszczowe dni. Nie był to jednak problem dzięki temu, że leżała ona w samochodzie z dala od uchylonego okna. Mimo wszystko dołączony do panelu kabel mógłby być nieco dłuższy. 

A skoro już zacząłem narzekać, to mogę nieco na sztywność panelu. Składa się on z 4 głównych segmentów, które jakoś się jeszcze od siebie odchylają. Jednak piąty, mały segment bez panelu, za to z przetwornicą nie do końca chce się rozłożyć, jeśli go nie przyciśniemy i może przez to rzucać cień na ten najbliższy.

Fotowoltaika z Action to przy tym badziew. Nie żałuję żadnej złotówki

Dodatkowo panel przestaje działać, jeśli chociaż jeden z segmentów jest zacieniony. Nie jest to poważny problem, ponieważ i tak dążymy do pełnego nasłonecznienia całości, warto mieć to jednak na uwadze. Jeśli chodzi o wagę, to jest ona słuszna i wynosi 1,4 kg. Panele z Action są znacznie lżejsze. A zarazem znacznie gorsze, więc najwyraźniej jakość ma swój ciężar. 

Podsumowanie

Fotowoltaika z Action to przy tym badziew. Nie żałuję żadnej złotówki

Czy jest to najlepszy panel, jaki testowałem? Tak. A zarazem najdroższy. Czy jednak różnica w cenie w porównaniu do konkurencji z Action uzasadnia ten zakup? Jak najbardziej. Różnica pod względem jakości i możliwości panelu jest kolosalna. Znacznie lepiej jest dołożyć, nawet do tej 4-krotnie wyższej kwoty i kupić panel od EcoFlow, bo pod względem jakości dosłownie miażdży konkurenta. 

Panel wart każdej złotówki: 8/10
plusy
  • Wysoka wydajność, nawet w pochmurne dni
  • Kabel XT60 w zestawie
  • Dodatkowe złącze USB-C
  • Solidna konstrukcja
  • Wodoodporność
minusy
  • Trochę za krótki kabel
  • Zbyt sztywne połączenie segmentów, przez co nie rozkładają się płasko
  • Tylko 15 W na USB-C