Kontynuacja mega hitu Netflixa ma się świetnie. W Polsce jest wyjątkowo nr 2
"Berlin i Dama z gronostajem" zaledwie sześć dni temu pojawił się na Netflixie. I to wystarczyło, aby stał się hitem oglądalnościowym w 56 krajach. Jak widać, widzowie kochają wszystko, co ma jakikolwiek związek ze słynnym "Domem z papieru".
Berlin idzie po więcej. Zdobywa sympatię kolejnych krajów
Spin-offy "Domu z papieru" mają się naprawdę wybornie, przynajmniej na Netflixie. Okazuje się, że charyzmatyczny Berlin jest w stanie porwać tłumy i w ciągu zaledwie kilku dni, trafić do czołówki najchętniej oglądanych seriali platformy i to nie tylko w Polsce, ale też i w innych krajach. "Berlin i Dama z gronostajem" są obecnie na szczycie rankingu w 56 krajach, m.in. Hiszpanii, Francji, Argentynie, Niemczech, a nawet Kolumbii. W Polsce znajduje się na pozycji drugiej, ale tylko dlatego, że póki co nic nie jest w stanie przebić programu reality show "Love is Blind: Polska".
Jak widać, lubimy być przeniesieni do świata pełnego akcji, pościgów samochodowych, zakazanych uczuć, napadów oraz planowanych skoków. I choć oficjalnym celem jest kradzież słynnego obrazu "Dama z gronostajem", to jednak serial aż kipi od wątków pobocznych. Dla wielbicieli wątków polskich twórcy mają mały smaczek - obraz na co dzień znajduje się w Polsce w krakowskim muzeum Czartoryskich, ale ma przyjechać na wystawę w Sevilli.
Akcja nie jest jakaś bardzo szybka, Berlin i profesor Damian skupiają się na początku dość długo na kompletowaniu drużyny, która dokona ryzykownego skoku. Mam wrażenie, że serial powstał jednak po to, aby jak najdłużej rozkoszować się malowniczymi widokami, a także aby w końcu nas zaskoczyć nagłymi zwrotami akcji. To czysta rozrywka, a nie trzymający w napięciu thriller. I prawdopodobnie dlatego podoba się tak wielu osobom.
"Berlin i Dama z gronostajem" do obejrzenia na Netflixie.