Tak dobry serial science–fiction, że aż mam ochotę sięgnąć po pierwowzór

Szukacie wciągającego, dynamicznego serialu na weekend? Jeśli lubicie cyberpunkowe klimaty, intrygi na najwyższych szczeblach władzy i rozważania o naturze człowieka, nowa odsłona kultowej franczyzy „Ghost in the Shell” – opatrzona oryginalnym japońskim tytułem „Kōkaku Kidōtai” (2026) – to propozycja, obok której po prostu nie można przejść obojętnie.

Patrycja Korba
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na X
Tak dobry serial science–fiction, że aż mam ochotę sięgnąć po pierwowzór

Kto ośmielił się grzebać w kultowym GITS?!

Dostępna na platformie Amazon Prime produkcja to potężny powiew świeżości. Z jednej strony rewolucjonizuje nasze spojrzenie na przygody Motoko Kusanagi, a z drugiej… stanowi najwierniejszy powrót do samego źródła.

Dalsza część tekstu pod wideo

Kiedy w 1995 roku Mamoru Oshii stworzył pełnometrażowy film "Ghost in the Shell", zdefiniował na nowo gatunek science fiction. Jego mroczna, ciężka i głęboko filozoficzna wizja zdominowała popkulturę, silnie inspirując choćby twórców "Matrixa". Przez lata przyzwyczailiśmy się do melancholijnego, niezwykle poważnego tonu opowieści o Sekcji 9.

Zupełnie nowe rozdanie

Nowy serial z 2026 roku idzie jednak w zupełnie innym kierunku, co wywołało w sieci burzliwą dyskusję i wyraźnie podzieliło fanów. Akcja przenosi nas do Japonii z 2029 roku. W pełni scyborgizowana Major Kusanagi staje na czele powołanej przez Daisuke Aramakiego jednostki – Sekcji 9.

Zespół rozpracowuje globalny spisek, na którego czele stoi tajemniczy haker, Władca Marionetek. Choć zręby fabularne brzmią znajomo, to ton opowieści i warstwa wizualna robią kolosalną różnicę. Twórcy postanowili bowiem niemal 1:1 przenieść na ekran oryginalną mangę Masamune Shirowa.

Oznacza to, że nowa seria jest niesamowicie energiczna i – w przeciwieństwie do słynnego filmu z 1995 roku – nie stroni od humoru. I teraz jedni fani są zachwyceni wiernym przeniesieniem dialogów, inni wyją, że nowa animacja przesadnie odbiega od ekranowym przyzwyczajeń fanów. Wymagania niższej kategorii wiekowej przycięły przy tym liczne wątki erotyczne i brutalizm.

Widzowie wychowani wyłącznie na mrocznym i poważnym kinie Oshiego zderzają się tu z nieco lżejszą w formie narracją z lat 80. i 90. I jest to nieco szokujące... ale nie można przestać oglądać. Krótkie, 25–minutowe odcinki są bardzo przystępne dla widza, a jak by nie chcieć marudzić, zawsze będzie to lepsze od filmu ze Scarlett Johansson. Także biegiem na Amazon Prime, bo czeka tam na Was dużo dobrego!