Google musi wziąć odpowiedzialność. Chodzi o AI

Niemiecki sąd orzekł, że Google musi wziąć odpowiedzialność za kłamstwa i pomówienia, które użytkownikom serwują podsumowania AI w wynikach wyszukiwania.

Damian Jaroszewski (NeR1o)
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na X
Google musi wziąć odpowiedzialność. Chodzi o AI

Niemiecki sąd orzekł, że Google może ponosić bezpośrednią odpowiedzialność za kłamstwa i pomówienia w AI Overviews. Dlaczego? Ponieważ te podsumowania są traktowane jako „własne treści Google”, a nie zwykłe wyniki wyszukiwania z linkami.

Dalsza część tekstu pod wideo

Google poniesie odpowiedzialność za AI

Sprawę rozpatrywał Sąd Okręgowy w Monachium (Regional Court of Munich, sygn. 26 O 869/26). Podsumowania AI w wynikach wyszukiwania miał fałszywie sugerować, że dwie monachijskie firmy wydawnicze są powiązane z oszustwami i „wątpliwymi praktykami biznesowymi”, mimo że żadne z cytowanych źródeł tego nie twierdziło.

Sąd uznał, że takie podsumowanie to „samodzielne, nowe i istotne stwierdzenia”, które Google tworzy, łącząc i interpretując cudze treści „własnymi słowami i we własnej strukturze”. Oznacza to, że Google nie chroni już tarcza odpowiedzialności przewidziana dla klasycznych wyszukiwarek.

Dodatkowo sąd wydał zakaz tymczasowy, który zabrania Google powtarzania fałszywych twierdzeń na temat powodów. Zasądził też, że firma ma pokryć 80 proc. kosztów postępowania (po 10% przypada na każdego z wydawców).

W uzasadnieniu podkreślono, że Podsumowania AI nie są „niezbędne” do wyszukiwania w internecie i że tylko Google ma techniczną możliwość sprawdzić, czy generowane w ten sposób treści są zgodne z materiałami źródłowymi. Tym samym nie może zrzucać odpowiedzialności na użytkownika, który miałby sam wszystko weryfikować.

Wyrok dotyczy Niemiec i ma charakter wstępny (może być zaskarżony), ale jest traktowany jako precedens. To oznacza, że inne sądy i regulatorzy mogą na niego się powoływać, a każdy produkt, który generuje własny tekst na podstawie cudzych źródeł, potencjalnie podpada pod tę samą logikę – że to autor treści AI, a nie „neutralna platforma z linkami”.

Analitycy cytowani przez media zwracają uwagę, że to pierwszy tak wyraźny sygnał dla dużych firm technologicznych: jeśli AI pomawia kogoś w oficjalnym produkcie, nie wystarczy argument „to tylko algorytm, a my tylko pokazujemy wyniki.