Polska buduje statek kosmiczny. Tymczasem na prowincji...

Premier Donald Tusk kilka dni temu chwalił się tym, że realizowana jest budowa pierwszego polskiego statku kosmicznego. Inicjatywa godna uwagi. Podobnie jak fakt, że aż 10 mln Polaków może być wykluczonych komunikacyjnie.

Maciej Sikorski
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na X
Polska buduje statek kosmiczny. Tymczasem na prowincji...

Jedną z ciekawszych informacji mijającego tygodnia jest ta dotycząca nowego ośrodka Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA). O inwestycję starał się szereg polskich miast, ale padło na Warszawę. Co ciekawe, centrum w polskiej stolicy będzie pierwszym, które powstanie poza granicami państw powołujących do życia ESA. Nowy ośrodek ma się koncentrować na bezpieczeństwie oraz rozwoju technologii podwójnego zastosowania, czyli przydatnych w sektorze cywilnym i militarnym.

Dalsza część tekstu pod wideo

Polska konkurentem dla SpaceX?

Sama inwestycja jest oczywiście godna uwagi, ale niektórych jeszcze bardziej zainteresowały słowa premiera wypowiedziane podczas konferencji towarzyszącej ogłoszeniu decyzji lokalizacyjnej. Donald Tusk wspomniał o budowie pierwszego polskiego statku kosmicznego. Łatwo sobie wyobrazić, że wywołało to szereg pytań. Czy Polska stanie się konkurencją np. dla SpaceX? Część słuchaczy premiera pewnie wyobrażała już sobie, jak spod Modlina wystrzeliwane są satelity…

Dość szybko okazało się, że Elon Musk może spać spokojnie – w naszym kraju nie powstaje jednostka przeznaczona do wynoszenia ładunków na orbitę. Polacy nie budują rakiety. Nie oznacza to jednak, że premier opowiadał bajki na miarę tych o gazie łupkowym i Polsce jako mocarstwie surowcowym (niezorientowanym przypomnę, że przeszło dekadę temu miała w Polsce ruszyć komercyjna eksploatacja tego paliwa).

RAVEN, czyli statek do transportu

Skoro nie rakieta, to co? Wypowiedź dotyczyła projektu RAVEN, czyli systemu orbitalnego, którego zadaniem jest m.in. transport (autonomiczny) i serwisowanie satelitów. To bardzo perspektywiczny segment kosmicznego biznesu, jeśli przyjmiemy, że będzie się on dynamicznie rozwijał. Misja demonstracyjna tego projektu jest planowana na koniec dekady.

Za prace odpowiada m.in. PIAP Space, ale w skład konsorcjum wchodzą też m.in. Creotech Instruments, Łukasiewicz - Instytut Lotnictwa oraz Wojskowa Akademia Techniczna. Wsparcia mają udzielać Polska Agencja Kosmiczna i inne instytucje – pieniądze na rozwój programu przekazuje twórcom np. Agencja Rozwoju Przemysłu.

Temat godny uwagi? Zdecydowanie, zapewne poświęcę mu jeszcze czas. Ale te doniesienia o Polsce włączającej się na poważnie w kosmiczny wyścig postanowiłem zestawić z wiadomością z początku lipca. Dużo bardziej przyziemnymi.

Miliony Polaków są uziemione

Nieco ponad dwa tygodnie temu wiceminister infrastruktury, Stanisław Bukowiec, stwierdził, że nawet 10 mln Polaków może mieszkać na terenach wykluczonych komunikacyjnie. Słowa te towarzyszyły pierwszemu czytaniu projektu nowelizacji ustawy o transporcie zbiorowym. Nowelizacji, która ma owe wykluczenie wyrugować. A przynajmniej ograniczyć. Przepisy zakładają, że rolę integratorów transportu będą pełnić marszałkowie województw. To ci ostatni mają np. koordynować połączenia kolejowe i autobusowe. 

Porażająca liczba – niemal co trzeci Polak jest zagrożony wykluczeniem komunikacyjnym. Wystarczy, że złamie nogę, zepsuje mu się auto, straci prawo jazdy i staje się uzależniony od transportu zbiorowego, którego… nie ma. A i tak piszę o ludziach, którzy w teorii mogą poruszać się własnym samochodem. Przecież jest rzesza osób, która nie ma takiej możliwości. Ci ludzie są odcięci od świata. Tymczasem w Warszawie roztaczana jest wizja rozwoju polskiego biznesu kosmicznego. 

Wykluczenie komunikacyjne niszczy gospodarkę

Ktoś stwierdzi, że tych dwóch kwestii nie należy łączyć. Całkowicie się z tym nie zgadzam. Wykluczenie komunikacyjne działa na gospodarkę bardzo destrukcyjnie. Ludzie z mniejszych ośrodków nie mogą przemieszczać się do większych, w których jest lepszy rynek pracy. Ale to działa też w drugą stronę: zakłady pracy w miasteczkach mają czasem problem z pozyskaniem siły roboczej, także tej wykwalifikowanej, którą mogłoby zapewnić duże miasto.

Wyższa mobilność społeczna ma wpływ na wykształcenie. A im jest ono wyższe, tym lepiej dla biznesu. Nie można też zapominać o sprawach bardziej przyziemnych: takie wykluczenie ogranicza konsumpcję. Lista negatywnych skutków tego zjawiska jest znacznie dłuższa. Ale najważniejszy wniosek brzmi następująco: państwo na tym traci

Pieniądze zmarnowane za sprawą wykluczenia komunikacyjnego mogłyby popłynąć szerokim strumieniem do branży, od której zacząłem tekst – to są miliardy złotych, które z pewnością przysłużyłyby się firmom chcącym budować statki kosmiczne. Dlatego powinno nas dziwić to, że w 2026 roku pochylamy się nad tematem, który należało rozwiązać dawno temu. I zamiast na pierwszy plan wysunąć realny problem do skasowania, politycy roztaczają wizję nie z tej ziemi...