Telefony będą szpiegować jeszcze bardziej. Na własny użytek
Nie wierzę w złe intencje Qualcommu, ale co z tymi wszystkimi danymi zrobią inni, strach myśleć. Na drugim krańcu świata dzieje się właśnie przyszłość smartfonów i obawiam się o jej konsekwencje.
Piękny wyjazd, 5-gigahercowe procesory i... mówię sprawdzam
Qualcomm zafundował nam wyjazd aż na Hawaje, byśmy mogli zobaczyć jego snapdragonowy przełom na Snapdragon Summit 2026. Podejście firmy jest wyjątkowo etyczne, nalega wręcz, by w każdym materiale poinformować Czytelników czy oglądających, że za wyjazd zapłacił właśnie Qualcomm. I bardzo szanuję to podejście, podobnie jak pełną wolność twórczą w kontekście publikacji. Nic tylko naśladować.
Pomimo nieprzespanej przez ogromną różnicę czasu nocy, na pierwszej prezentacji oka nie zmrużyłem. Tutaj działo się zbyt wiele, by móc sobie pozwolić na nieuwagę. Bardziej technicznie o Snapdragon 8 Elite Extreme Gen 6 oraz Snapdragon 8 Elite Gen 6 przeczytacie tutaj. Natomiast teraz podzielę się z Wami tym, co wzbudziło moje wątpliwości.
Twój prywatny, lokalny agent AI
Pod pretekstem zwiększenia prywatności chmurowe modele AI będą stopniowo wtłaczane do naszych urządzeń tak, by w przynajmniej okrojonej wersji działały zupełnie lokalnie, bez dostępu do Internetu. I chociaż cieszyłem się z tego powodu, a możliwe do przetwarzania aż 30 mld parametrów na slajdzie wyglądało imponująco, spokoju przez całą prezentację nie dawała mi jedna myśl. A może tutaj wcale nie chodzi o prywatność?
Po wielkim hurraoptymizmie wokół takich modeli jak ChatGPT czy Gemini do naszych głów zaczyna przychodzić refleksja. Czy to aby na pewno ma nam ułatwić życie? Dzisiaj, gdy na scenie pojawił się Rick Osterloh, starszy wiceprezes ds. urządzeń i usług w Google powiedział, że Gemini ma już ponad miliard użytkowników (jak wiele innych usług Google'a). Jak przy tym dodał, był to najszybciej osiągnięty miliard w historii firmy.
Pogratulować sukcesu, tylko pytanie, jakim to wszystko kosztem? Internet zalewają kolejne informacje o tym, że Big Techy odkładają swoje plany dotyczące neutralności klimatycznej. Bo przecież te wszystkie centra danych trzeba jakoś zasilić i zamiast wielkich turbin wiatrowych i paneli słonecznych w ruch poszły potężne turbiny spalające gaz ziemny, o konstrukcji zbliżonej do silników odrzutowych. Dopiero nagrania termowizyjne pokazują skalę problemu — dymu z tego nie ma i z pozoru centra danych wydają się czyste. Tymczasem potrafią nawet lokalnie zmienić klimat sąsiednich miejscowości.
Zanim powstaną wystarczające dla AI elektrownie atomowe miną dekady, a przecież bańkę SI trzeba nadal jakoś pompować. I tutaj z pomocą przychodzi technologia, którą dysponuje m.in. Bogu ducha winny Qualcomm. Bo przecież można to wielkie zużycie energii rozproszyć na miliardy mieszkańców Ziemi. Niech każdy zużywa trochę więcej energii za pomocą swojego telefonu na potrzeby lokalnego AI, a dramat ekologiczny narastający wraz z rozwojem sztucznej inteligencji stanie się społecznie bardziej akceptowalny, a już na pewno nie będzie można go w łatwy sposób powiązać z Big Techami.
Lokalny AI brzmi kusząco, ale prezentacja jego możliwości daleka jest od mojego aplauzu
Kobieta biegnąca przez miasto jest co chwila zaczepiana w słuchawkach przez jej prywatnego asystenta: słuchaj, ten krem do opalania skończył ci się, jesteśmy niedaleko, chcesz wstąpić do sklepu i odebrać nowy? Pani została namówiona. Po chwili widzimy inną scenkę, tym razem smart okulary będące zewnętrzną "czujką" dla AI, namierzają parametry laptopów na półce sklepowej: o ten jest dobry, ma pozytywne recenzje w sieci, zapłacić za niego? I nagle prawie 2000 dolarów zniknęło z konta. Rozejrzałem się po sali i zauważyłem, że moja reakcja była zbieżna z tą gości z innych krajów.
Tutaj wcale nie chodzi o naszą wygodę, tylko o jeszcze lepiej spersonalizowane reklamy. Trudno wręcz nie czuć się osaczonym przez AI w takiej postaci. Miała być pomoc, tymczasem mamy prywatnego domokrążcę, który wie o nas wszystko.
Oczywiście to tylko koncept, a nie gotowy produkt, ale prezentacja możliwości prywatnych agentów AI chyba poszła trochę za mocno w stronę firm budujących na tym kapitał, a za mało w stronę aspektów bezpieczeństwa i prywatności, której do końca nie gwarantują usługi w chmurze.
Ostatni cios padł z niespodziewanego miejsca
Po udziale w prebriefingu na temat nowości Qualcommu w głowie utkwiła mi jedna rzecz. Otóż AI jest włączany w kaskadę czynności służących wykonaniu zdjęcia, zanim jeszcze sygnał z matrycy dotrze do procesora obrazu (ISP). Można z tej informacji ulepić jakąś tam górnolotną dramę na temat tego, że prawdziwej fotografii już nie ma i wszystko to jedynie cyfrowy pic na wodę. Ale szkoda na to czasu. Dzisiejsza konferencja przyniosła jednak coś o wiele grubszego.
Każde zdjęcie czy wideo będzie miało teraz dodatkowo zakodowany kontekst. Współpracując z Hexagon NPU procesor obrazu będzie otrzymywał teraz dodatkową dawkę informacji na temat każdego piksela. Każdy piksel będzie przenosił teraz 16 bitów danych, 256 razy wyższy poziom szczegółowości, co pozwoli układowi ISP znacznie lepiej analizować rejestrowaną scenę. Będzie wiadomo nie tylko, czy to twarz, włos, jedzenie albo niebo, ale dodane będą nawet dane demograficzne czy informacje o kierunku ruchu każdej postaci w kadrze.
I z jednej strony to genialnie, że wszystko to jest zamknięte w telefonie i służy nam tylko prywatnie. Bo tylko prywatnie, prawda? Żadne służby przecież nie dostaną się do naszych telefonów i nie będą wyszukiwać mniejszości narodowościowych na selfies na ulicy i nie zbiorą informacji, w którą stronę poszli przypadkowi przechodnie... prawda?
Przypomina to czasy afery wokół jednego z chińskich producentów, który współtworzył systemy do rozpoznawania mniejszości na ulicach, w celu ich wyłapywania. Teraz analogiczne narzędzia na dobrą sprawę będą zaszyte w każdym telefonie i będą służyć tylko do dobrych, zupełnie niemilitarnych celów.
W moim odczuciu warto prześledzić czy i na jakich zasadach zewnętrzne firmy mogą uzyskać dostęp do tych wrażliwych informacji. Z całą pewnością zdjęcia wykonywane telefonami z chipami Qualcommu będą teraz lepsze, ale im więcej danych zbiera nasz telefon, tym bardziej łakomym kąskiem staje się dla przestępców. Bez porządnego audytu bezpieczeństwa ani rusz. A tutaj nawet nie chodzi o jakieś szpiegowanie i akcje niczym z Bonda. Wyobraź sobie, że dostajesz kredytu, bo według metadanych ze zdjęć w galerii zadajesz się z marginesem społecznym. Przerażające, prawda?
Czas lepiej pilnować naszych telefonów
Do tej pory większość pułapek bezpieczeństwa czaiła się na nas po stronie Internetu. Często wystarczyło wyłączyć transmisję, by móc czuć się w pełni bezpiecznym. Teraz zacznie to wyglądać trochę inaczej. Coraz więcej wykalkulować na nasz temat będzie mógł sam telefon czy laptop, a ustrukturyzowane dane będą tylko czekać na chwilę nieuwagi.
Nie dam się też przekonać, że sprzęty obciążone tymi dodatkowymi zadaniami będą pracować na baterii równie długo. Demonizując, wygląda to trochę tak, jakby czekały nas jeszcze większe i cięższe smartfony, które będą zadawać miliony pytań, a pod pozorem troski co chwila naciągną nas na jakieś zakupy.
O ile Unia Europejska dość skutecznie odcina pozaunijne koncerny od informacji na temat europejskich użytkowników, o tyle temat lokalnych agentów może być trudny do uregulowania. Nie uważam przy tym, że nowe rozwiązania Qualcommu to coś złego. Wręcz przeciwnie. Im więcej jednak słucham o jej potędze, tym mocniej zapala mi się czerwona lampka. Tego trzeba upilnować, zanim pójdzie za daleko.