Kończę z Windowsem, liczy się tylko Apple

Oprzytomniałem o (co najmniej) 25 lat za późno. Moje boje z komputerami zaczynałem od Atari i Amigi, przebrnąłem przez niekończące się konfiguracje pecetów i teraz już wiem — zmarnowałem tylko czas i pieniądze. Duże pieniądze.

Kuba Kram (kooboo74)
1
Udostępnij na fb
Udostępnij na X
Telepolis.pl
Kończę z Windowsem, liczy się tylko Apple

40 lat udręki

Przygodę z komputerami rozpocząłem dość wcześnie — ponad 40 lat temu. Na początku były to: Atari 800XL (wraz ze stacją dysków) z monitorem w kolorze monochromatycznym, a tuż potem Amiga 500. W ciągu tych kilkudziesięciu lat nie pamiętam, by jakieś później używane przeze mnie urządzenia, dały mi tyle satysfakcji, co te 8 i 16-bitowe starocie.

Dalsza część tekstu pod wideo
Kończę z Windowsem, liczy się tylko Apple

Na Amidze rysowałem w jakimś programie wektorowym nawet mapy części Poznania i było to dla mnie niezwykle pasjonujące. Powodowany sentymentem, pozbyłem się ich dopiero rok temu, uznając, że nic z nimi już nie zrobię. Pod koniec lat 80. i na początku 90. zacząłem korzystać z PC. To już jednak nie było to.  

Dlaczego komputery klasy PC w tamtych czasach średnio mi pasowały, a potem moja frustracja się tylko pogłębiała?

Bo - 286, 386, 486 - czy potem Pentium i nowsze, nie były wystarczająco dobre. Założenia sprzętowe kolejnych generacji były słuszne, ale wykonanie i system do nich dedykowany (DOS, a potem Windows), to już było coś zupełnie innego. Komponenty instalowane w komputerach PC, pochodziły od tysięcy różnych dostawców, a to oznaczało tysiące różnych sterowników — nie zawsze dopracowanych. Komputer można było poskładać z klocków (i tak jest do dzisiaj), ale to niestety była jedyna jego zaleta (bo przez lata ciągłe wymiany sprzętu kosztowały krocie). 

Kończę z Windowsem, liczy się tylko Apple

Pierwsze Windowsy były uruchamiane na DOS-ie, a gdy stały się już prawie samodzielne, zaczęły zajmować ogromne ilości miejsca. Obiektowe programowanie wcale nie wyszło im na dobre. W obliczu niewielkich wówczas dysków (sam miałem talerz IBM 6 GB w 1996 r. i wtedy znajomy informatyk powiedział, że do końca życia go nie wykorzystam) i niebotycznie drogich pamięci RAM (32 MB RAM kosztowały w tym czasie około 3 tys. złotych), programiści trochę bardziej starali się optymalizować oprogramowanie. Teraz systemy operacyjne są po prostu zaśmiecone. 

Pracując w TP SA w latach 90. korzystałem ze stacji roboczej wyposażonej w Windows 2000 Serwer. System działał bardzo stabilnie. Nawet renderowałem na nim pierwsze projekty 3D (3D Studio Max). Była to czysta przyjemność — niestety nie zachowały się żadne kopie tych pierwszych prac.

Kończę z Windowsem, liczy się tylko Apple

Niektóre wersje Windows takie jak późniejsze XP, 7 czy 10 działały i po odpowiednim „oskalpowaniu” z różnych zbędnych elementów nadawały się nawet do stabilnej pracy. Kolejne udoskonalenia Windows 11 przyprawiały o mnóstwo frustracji — ginące ikony, czy aktualizacje wchodzące nie wtedy kiedy trzeba. Można by wymieniać mnóstwo niedogodności i wpadek tych systemów. Doprowadziło to finalnie do tego, że przy robieniu kopii plików zaginęło mi około 1 TB danych, co zauważyłem dopiero po wielu miesiącach.

Byłem uparty, ale w końcu pękłem

Pomijając preferencje rozrywkowe i możliwość stworzenia konfiguracji sprzętowej pod moje konkretne potrzeby, coraz bardziej i częściej mówiłem dość. A ponieważ od jakiegoś czasu zacząłem używać iPada, coraz częściej mój wzrok kierował się właśnie w stronę jabłkowego sadu. W końcu Apple zrobił coś, co przeważyło szalę. Zaprezentował Maca Mini M4.

Kończę z Windowsem, liczy się tylko Apple

Właśnie takiego kupiłem w absolutnie podstawowej konfiguracji (16 GB RAM/256 GB dysku) mając dane na 5 TB dysków zewnętrznych. macOS nie jest ideałem. W całym ekosystemie Apple zdarzają się dziury i błędy. Żeby nie było idealnie, to ten tekst również powstał w bólach. Po zrobionej korekcie, Pages zawiesił się tak, że trzeba było ją robić od nowa.

Ale to też nie tak, że Apple nie zachwycał mnie wcześniej — były momenty

Z komputerami iMac w wersji z kolorową obudową miałem do czynienia w redakcji reaktywowanego Życia (2004 r.), dla którego napisałem kilka tekstów związanych z telekomunikacją. Były to dopiero początki rozwoju systemu, który używamy teraz. Urządzenia te wyposażono w monitor kineskopowy, więc zajmowały sporą część biurka. W tamtym okresie używałem iPoda z dyskiem 20 GB, który towarzyszył mi w wielu podróżach i był naprawdę świetnym urządzeniem. Korzystałem też z urządzeń sieciowych Apple takich jak AirPort Express (kupiony chyba w 2003 lub może 2004 roku), czy AirPort Extreme (zakupiony w 2009 r.).

Kończę z Windowsem, liczy się tylko Apple

Zwłaszcza ten pierwszy był unikatem, bo miał wyjście audio TOSLINK zintegrowane z minijack. Pozwalał na przesyłanie audio przez Wi-Fi do wzmacniacza podłączonego z nim analogowo (minijack-RCA) lub cyfrowo kablem światłowodowym. Oba te jabłkowe punkty dostępu działają do tej pory.

Jabłka dojrzały i sad kusi jak nigdy wcześniej

Przez te lata Apple bardzo się rozwinął i doprowadził do spójności wszystkich systemów na różnych urządzeniach takich jak iPhone, Mac, Watch czy iPad. Gdy znajdują się blisko siebie lub korzystają z iCloud mogą między sobą wymieniać informacje. Możemy napisać odręczną na iPadzie korzystając z rysika, a za chwilę otworzyć ją na iPhone'ie lub na Macu Mini. Kopiujemy coś na Macu, wklejamy na iPadzie - od razu. To tylko ułamek przykładów niemal doskonałej współpracy, choć część nie jest dostępnych w Europie, czy nawet Polsce.  

Edycja wideo w DaVinci Resolve w końcu stała się przyjemnością. I to edycja na zewnętrznym dysku podłączonym na USB-C (wydajność 1 GB/s). Wcześniej używałem DaVinci na komputerze PC z 14-rdzeniowym procesorem, 64 GB pamięci, RTX 3080 i dyskach z transferem 6 GB/s. Na niekorzyść PC-eta, Mac Mini wczytywał kolejne sekwencje i pozwalał je przeglądać w mgnieniu oka. Materiału na Windowsie prawie nie mogłem skończyć, a na Macu zajęło mi to 1,5 godziny.

Kończę z Windowsem, liczy się tylko Apple

Renderowanie trwało niestety o wiele dłużej niż na PC, ale to już mi nie przeszkadzało. Odciąłem też ostatnią pępowinę, jaką jest Office. Co prawda mam instalkę na Maca, bo początkowo musiałem mieć, jednak teraz doskonale sobie daję radę z Pages i ew. dokumentami czy arkuszami Google.

Okazuje się, że przez lata Apple zoptymalizował swoje produkty i system. Już jakiś czas temu zaczął uniezależniać się od innych dostawców chipów, by wypuszczać swoje i to z bardzo dobrym skutkiem — od procesorów, po systemy łączności. Dzięki temu może lepiej zapanować nad wyceną urządzeń, które wprowadza na rynek. I dzięki temu też zaczął sięgać po użytkowników, których do tej pory nie było na nie stać. Nie to, że nie są dopracowane, albo wykonane tandetnie.

Kończę z Windowsem, liczy się tylko Apple

Niedawno zaprezentowany, najtańszy obecnie MacBook Neo w cenie 3 tys. złotych jest kilerem na rynku. Bo może ma za mało pamięci, a może też ma procesor z iPhone'a lub nie ma podświetlanej klawiatury. Ale dla 99% użytkowników jego moc i działanie jest co najmniej i w zupełności wystarczająca. Gdyby na tym spróbować uruchomić Okna, to życie zamieszkałoby w urnie, zanim Windows by się uruchomił. 

Windows traci użytkowników

Kilka tygodni temu pojawiły się informacje, że Microsoft chce odzyskać zaufanie użytkowników. 400 mln straconych klientów w ostatnich latach o czymś świadczy. Pewnie ludzie mają dość tego, że ciągle biorą udział w eksperymentach lub bawią się w informatyków, próbując przed pracą naprawić coś, co nie działa.

Trzeba przyznać, że w niektórych zastosowaniach Windows się przydaje — sam z niego korzystam w celach służbowych, ale dla przeciętnego użytkownika liczy się działanie, a nie oczekiwanie lub, co gorsza, niedziałanie. Do tego dochodzi kwestia instalowania kolejnych aktualizacji. Często jest tak, że instalowanie łatki na Windowsie nie ma sensu, bo — albo jest wadliwa, albo powoduje szkody. Z kolei kolejne łatki nie działają lub psują jeszcze bardziej to, co miało z założenia działać.

Wydałem majątek na pecety, to było głupie

Konkluzja — pytanie, czy chcesz wejść w system z eksperymentami, w który w ciągu kilku, kilkunastu lat musisz przepłacić tysiące złotych (bo tak się robi przy nakręcaniu klientów kupujących PC), czy nie. Sam straciłem w tym temacie majątek w ciągu przynajmniej 30 lat — coś w okolicach jednego mieszkania. I po tym czasie jesteś w punkcie -370, jeśli korzystasz z Okien (w skali od 1 do 10). Biorąc pod uwagę czas, te pieniądze po zainwestowaniu w akcje np. Nvidia lub kryptowaluty pozwoliłyby na niezależność finansową dzisiaj. Takie to już współczesne złodziejstwo, na które człowiek ciągle daje się nabrać. Nie tak dawno można było przeczytać o tym, że pewien Węgier kupił w 2010 roku dwie pizze za 10 tys. Bitcoinów. Gdyby wiedział ile będą teraz warte, wtedy by się ich nie pozbył. 

W zeszłym roku LuiN napisał o wyjściu z Mac OS, a ja robię to przy okazji wyjścia z Okien. Zatem punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Być może i on i ja, niedługo spotkamy się gdzieś pomiędzy — w jakimś innym systemie.