Omijałem sprzęt Sonos, a to był błąd. Sonos Play jest genialny (test)

Sonos nie jest w Polsce zbyt popularną marką, więc łatwo ją przeoczyć podczas poszukiwań nowego sprzętu audio. Sam popełniłem ten błąd, więc tym większy zachwyt wzbudził u mnie nowy głośnik Sonos Play.

Mieszko Zagańczyk (Mieszko)
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na X
Telepolis.pl
Omijałem sprzęt Sonos, a to był błąd. Sonos Play jest genialny (test)

Sonos Play to jedna z ostatnich nowości amerykańskiego producenta – głośnik zadebiutował w marcu 2026, jako propozycja dla nowych użytkowników. Od niego można zacząć budowę większego systemu z innymi urządzeniami Sonos. Idealnie się więc załapałem – sam omijałem sprzęt tej marki, w sumie nie do końca nawet wiem dlaczego. Na pewno wysokie ceny miały tu jakiś wpływ, choć nie tylko. Sonos Play wkracza do sprzedaży za 1499 zł i to nie jest niska kwota, ale ten sprzęt ma solidne atuty, które pozwalają na serio myśleć o zakupie. To nie jest zwykły głośnik Bluetooth, tylko znacznie bardziej rozbudowany sprzęt sieciowy z łatwym dostępem do streamingu i bezstratnym dźwiękiem przez Wi-Fi.  

Dalsza część tekstu pod wideo

Wygląd, konstrukcja i wykonanie

Omijałem sprzęt Sonos, a to był błąd. Sonos Play jest genialny (test)

Sonos Play to bardzo niepozorny głośnik, dostępny w kolorze białym lub czarnym. Ustawiony na sklepowej półce, nie wyróżniałby się obok dziesiątek błyskających ledami grajków, tak dziś popularnych.

Niewysoka konstrukcja (niecałe 20 cm) o elipsoidalnym przekroju wydaje się nawet trochę nudna, ale bliższe spojrzenie ujawnia miłe dla oka detale – siateczkową osłonę głośników, gładkie, matowe wykończenie, w dotyku przypominające gumę, zestaw lekko wypukłych przycisków sterujących na górnym panelu i zaczep, ułatwiający przenoszenie. 

Omijałem sprzęt Sonos, a to był błąd. Sonos Play jest genialny (test)

Z tyłu znajdziemy jeszcze włącznik główny, przycisk parowania Bluetooth, przełącznik mikrofonu oraz port USB-C. Całość świetnie się odnajdzie w każdym pomieszczeniu, a relatywnie niewielki rozmiary sprawiają, że Sonos Play zmieści się na chyba każdej półce czy stoliku. Gumowana powierzania gwarantuje, że głośnik nie będzie się ślizgał.

Omijałem sprzęt Sonos, a to był błąd. Sonos Play jest genialny (test)

Czego w ogóle nie widać, na spodzie znalazło się niewielkie złącze stykowe, które pozwala na stałe zasilanie za pomocą dołączonej do zestawu podstawki ładującej. Stacja dokująca ma dwumetrowy kabel zakończony wtykiem USB-C, jest płaska i można ją ustawić tam, gdzie głośnik będzie przebywał najczęściej. To o wiele wygodniejsze rozwiązanie niż ciągłe podłączenie kabla do portu, zwłaszcza gdy Play będzie pełnił funkcję głośnika domowego.  

Omijałem sprzęt Sonos, a to był błąd. Sonos Play jest genialny (test)

Sonos Play to jednak także głośnik przenośny. Waży 1,3 kg, więc nie jest to sprzęt, który spontanicznie dorzuca się do plecaka, planując kilkudniowy wypad na wędrówkę po szlakach. Niemniej w razie czego nie zawiedzie – obudowa spełnia normę odporności na pył i wodę IP67, co oznacza, że wytrzyma starcie z kurzem oraz zanurzenie na głębokość 1 m przez maksymalnie 30 minut. Do plecaka bym go nie zabrał, ale już na samochodowy wyjazd – jak najbardziej.

Omijałem sprzęt Sonos, a to był błąd. Sonos Play jest genialny (test)

Minimalistyczne wzornictwo, solidne materiały, doskonała jakość wykonania – Sonos Play robi świetne wrażenie i powinien pod tym względem spełnić oczekiwania najbardziej wymagających użytkowników. Zdecydowanie na plus.

Co w środku?

We wnętrzu głośnika Sonos Play znalazły się trzy wzmacniacze klasy H, które dynamicznie dopasowują napięcie zasilania do sygnału audio, dzięki czemu są bardziej energooszczędne i mniej się nagrzewają niż inne typy.

Wzmacniacze napędzają dwa zakrzywione głośniki wysokotonowe oraz jeden głośnik średniotonowy, który odpowiada też za basy. Niestety producent nie podaje mocy głośników w watach, ale nie ma obaw – Sonos Play potrafi mocno zaryczeć.

Omijałem sprzęt Sonos, a to był błąd. Sonos Play jest genialny (test)

Całość uzupełnia układ dalekosiężnych mikrofonów z kształtowaniem wiązki i funkcją wielokanałowej eliminacji pogłosu. Nie chodzi tylko o rozmowy przez telefon. Sonos Play pozwala także na obsługę głosową, tu jednak do wyboru otrzymujemy tylko usługę Sonons Voice Control oraz Amazon Alexa, czyli dwa rozwiązania bez języka polskiego. Szkoda, że zabrakło nowszych i bardziej uniwersalnych usług, choć zawsze pozostaje nam angielski.

Jak się połączyć?

Sonos Play łączy się ze źródłami na trzy sposoby. Po pierwsze jest to Wi-Fi 6 w paśmie 2,4 lub 5 GHz. Druga opcja to Bluetooth 5.3 z kodekiem AAC, a trzecia – port USB-C. Niestety połączenie USB-USB za pomocą kabla nie jest możliwe – jedyna opcja to podłączenie sprzętu z wyjściem audio 3,5 mm, ale do tego potrzebny jest specjalny adapter wejścia liniowego Sonos, który trzeba kupić oddzielnie. Standardowe dongle DAC nie nadają się do tego celu. Port USB-C pozwala na jeszcze inną kombinację – bezpośrednie podłączenie do routera za pomocą kabla Ethernet i adaptera Sonos Combo. Dzięki temu Sonos Play w konfiguracji sieciowej zapewnia największą stabilność połączeń z serwisami streamingowymi, a jednocześnie z innymi głośnikami podpiętymi do tej samej sieci.

Omijałem sprzęt Sonos, a to był błąd. Sonos Play jest genialny (test)

Z praktycznego punktu widzenia najlepszym wariantem dla połączenia Sonos Play jest wykorzystanie sieci Wi-Fi, co pozwala uzyskać dźwięk bezstratny. Ale co w ogóle jest jego źródłem w takiej konfiguracji? Tu z pomocą przychodzą różne rozwiązania – przede wszystkim aplikacja producenta, która pozwala stremować muzykę bezpośrednio z serwisów muzycznych, bez angażowania do tego smartfonu czy laptopa. Można też wykorzystać AirPlay 2 w przypadku urządzeń Apple, posłużyć się Spotify Connect, a także UPnP/DLNA dla dodatkowych odtwarzaczy muzycznych. Ich wybór jest niestety dość ograniczony – sam używałem Symfonium na Androidzie, ale żadna z innych znanych mi aplikacji nie daje takiej opcji. Chromecast na Sonosie niestety nie działa.

Omijałem sprzęt Sonos, a to był błąd. Sonos Play jest genialny (test)

W domowych warunkach połączenie Wi-Fi będzie najlepsze, za to po zabraniu głośnika z podróż można skorzystać z Bluetooth.

Połącz wszystkie razem!

To, co jest najfajniejsze w głośnikach Sonos, to możliwość łączenia ich w różnych konfiguracjach za pomocą Wi-Fi. Aplikacja jest w tym przypadku centrum sterowania, dającym dostęp zarówno do źródeł (np. Spotify, Deezer, Tidal, radia internetowe), jak i do opcji połączeń, zarządzania i konfiguracji. Całość stanowi bardzo spójny, przemyślany system.

Omijałem sprzęt Sonos, a to był błąd. Sonos Play jest genialny (test)

Sam jestem użytkownikiem podobnego rozwiązania – Yamaha MusicCast, które bardzo lubię, jednak muszę przyznać, że Sonos o wiele bardziej to wszystko dopracował. Idea jest taka, że po skonfigurowaniu głośników w aplikacji, można na wszystkich odtwarzać muzykę z jednego źródła, wypełniając nią cały dom – od sypialni, przez salon po kuchnię. Dzięki mobilności głośników system można na bieżąco modyfikować, zmieniać położenie urządzeń itd. Można też inaczej – w razie potrzeby rozdzielić głośniki i na każdym odtwarzać co innego, w osobnych pokojach.

Dwa głośniki Sonos Play można przy tym połączyć w parę stereo, ale tylko przez Wi-Fi. Niestety nie jest to możliwe z innego typu głośnikami producenta, nie da się więc sparować w stereo np. Sonos Play z Sonos Move 2 (który też dostałem na testy) – więc tu zostaje standardowe zgrupowanie głośników. Są też inne ograniczenia – Play nie stworzy połączenia Dolby Atmos ani z subwooferem, nie sprawdzi się więc jako element kina domowego.

Mimo pewnych ograniczeń wszystko działa naprawdę dobrze, niekiedy znacznie lepiej niż w moim MusicCast, choć tak jak i rozwiązanie Yamahy, także i Sonosa jest mocno podatne na zakłócenia sieci – a nawet bardziej. Niestety, parę razy zdarzyło się tak, że Sonos Play w trakcie odtwarzania przez Wi-Fi nagle tracił połączenie, a aplikacja nie była w stanie się połączyć ani z głośnikami, ani z serwisem. Po 2-3 minutach wszystko wracało do normy, ale trochę to może zniechęcać. Na pewno warto zadbać o dobre połączenie Wi-Fi w całym domu, gdzie będzie używany system Sonos. 

Aplikacja otwiera drzwi do świata muzyki

Aplikacja Sonos nie będzie potrzebna, gdy będziemy chcieli używać głośnika tylko do połączeń Bluetooth. Jednak takie wykorzystanie Sonos Play to marnowanie potencjału tego sprzętu, a także strata pieniędzy – bo płacąc za ten model, zyskujemy coś więcej niż tylko podłączenie do BT. Przede wszystkim dźwięk bezstratny przez Wi-Fi, ale nie tylko to.

Omijałem sprzęt Sonos, a to był błąd. Sonos Play jest genialny (test)

Aplikacja pozwala na zarządzenie wszystkimi głośnikami Sonos w jednym miejscu. Posiadanie kilku takich urządzeń, dokupywanych sukcesywnie, pozwala stworzyć rozbudowany system multitroom, a wszystkim będzie można zarządzać z jednego smartfonu. Łączenie głośników wymaga zaledwie kilku stuknięć w aplikacji. Można też sterować ich głośnością, a także dostroić equalizer. Szkoda tylko, że EQ ma tylko dwa pasma – basy i tony wysokie.

Omijałem sprzęt Sonos, a to był błąd. Sonos Play jest genialny (test)

Liczba obsługiwanych serwisów jest imponująca – są oczywiście Spotify, Tidal, Deezer czy YouTube Music, ale też mniej oczywiste, jak Bandcamp, Mixcloud, SoundCloud czy TuneIn, a do tego dziesiątki stacji radiowych i serwisów podcastowych. Aplikacja powala też dodać serwisy przygotowane przez firmę Sonos z wyborem stacji radiowych i polecanych utworów, playlist oraz kolekcji. 

Dla porównania – Yamaha MusicCast obsługuje zaledwie 6 serwisów streamingowych. Dla odmiany Sonos nie pozwala za to odtwarzać plików z pamięci telefonu, choć można dodać bibliotekę na dysku NAS lub PC.

Nawigacja po dodanych serwisach streamingowych jest bardzo prosta, przebiega bez opóźnień, co więcej, można korzystać ze zintegrowanej wyszukiwarki, by np. znaleźć wybranego artystę w kilku źródłach na raz. Najchętniej słuchane płyty, nagrania, miksy czy radia można też dodać do ulubionych Sonos. Wszystko to bardzo fajnie działa, jest nieźle zintegrowane, bardzo przejrzyste.

Ciekawą funkcją w aplikacji jest Trueplay. To narzędzie do kalibracji dźwięku, które po włączeniu mikrofonu automatycznie dostosowuje brzmienie głośników do akustyki danego pomieszczenia. Rozwiązanie to analizuje, w jaki sposób dźwięk odbija się od ścian, mebli i innych powierzchni, a następnie dostraja głośnik. Dzieje się to w tle, bez udziału użytkownika. 

Jak gra Sonos Play?

Sonos Play od razu zaskakuje w jednym – mimo stosunkowo niewielkich wymiarów, potrafi zagrać naprawdę głośno, bez zniekształcenia i przesterowania. Pod tym względem może z powodzeniem zastąpić nawet dwa razy większe głośniki w stylu JBL lub chińskich beczułek imprezowych.

Omijałem sprzęt Sonos, a to był błąd. Sonos Play jest genialny (test)

Świetne wrażenie robi bas, bardzo czysty, za to wyrazisty, w pełni kontrolowany. Mocny jest basowy środek, w miły, wręcz namacalny sposób uderzający w zmysły. Miłośnicy subbasów, przewracających kryształy w kredensie, również nie będą narzekać, najniższego pasma nie brakuje, chociaż tu już pojawiają się nie zawsze pożądane wibracje obudowy. Słuchając bardziej basowych gatunków muzyki, musiałem korygować basy w dół.

Średnica jest nieco wycofana, co nie znaczy, że nieobecna. Wybrzmiewa z dużą precyzją, wyraźnie słychać instrumenty i wokale, dobrze współgra z wysokimi tonami. Soprany nie są przesadnie podkręcone, nie syczą, ale wciąż dodają muzyce rześkości. Wszystkie pasma razem doskonale się uzupełniają, brzmienie jest dynamiczne i angażujące.

Omijałem sprzęt Sonos, a to był błąd. Sonos Play jest genialny (test)

Co najmniej się podoba w Sonos Play? Choć głośnik ma konstrukcję pionową, sugerującą dookolny dźwięk, to jednak brakuje trochę przestrzenności. Owszem, muzykę słychać pod dużym kątem, więc głośnik ustawiony w centralnym punkcie pokoju wypełni nutą sporą jego część, jednak źródło jest nieco zbyt punktowe. Trudno jednak więcej oczekiwać po relatywnie niewielkiego urządzenia. Sonos Move 2 o podobnej konstrukcji, ale większy, tworzy znacznie lepszą scenę. I tu pojawia się dodatkowa opcja – możliwość podłączenia drugiego takiego samego głośnika, powiązanego w parę stereo. Fantastyczny efekt gwarantowany, zniechęcać może jednak koszt zakupu drugiego głośnika.

Zasilanie i czas pracy

Indukcyjna podstawa ładująca znajduje się w zestawie i jeżeli głośnik przed dłuższy czas stoi w jednym miejscu, to jej wykorzystanie jest najlepszym pomysłem. Sonos Play będzie cały czas naładowany, a gdy zajdzie potrzeba, można go przenieść na jakiś czas do kuchni czy łazienki, by tam sobie grał. Później znów wraca na podstawę – proste i wygodne. Trzeba się jednak liczyć z tym, że w zestawie nie ma ładowarki. Podstawa ma wbudowany na stałe kabel z końcówką USB-C, więc całość będzie wymagała dodatkowej inwestycji. Warto przy tym kupić oryginalną ładowarkę Sonos 45 W – gdy podłączałem inne, o różnej mocy, wyświetlał mi się komunikat o nieprawidłowym lądowaniu. 

Sonos Play nie ma mechanizmu odcięcia ładowania po ustawieniu głośnika na podstawie. Oznacza to, że bateria będzie narażona na postępującą z czasem degradację, choć producent twierdzi, że głośnik jest wyposażony w inteligentny system zarządzania energią i tryb uśpienia, które minimalizują niekorzystny efekt. Gdyby jednak bateria po tych powiedzmy 6 latach już przestała trzymać, jest pewna furtka – baterię w Sonos Play można wymienić przy pomocy specjalnego zestawu naprawczego. Łatwo to zrobić samodzielnie w domu, zdejmując klapkę podstawy. Koszt zestawu – 219 zł.

Omijałem sprzęt Sonos, a to był błąd. Sonos Play jest genialny (test)

Gdy Sonos Play będzie używany głównie jako głośnik mobilny, zapewni bardzo solidny czas pracy. Producent obiecuje do 24 godzin grania i jest to realnie możliwe – u mnie głośnik grał do 3 dni, gdy słuchałem go podczas ośmiogodzinnej pracy. Co prawda wskaźnik w aplikacji jest trochę mylący, bo przy stanie 33% ikonka pokazuje, jakby było najwyżej 10% energii, ale nie należy się tym sugerować.

Sonos Play – czy warto?

Dotąd nie miałem kontaktu ze sprzętem Sonos, a nawet trochę go ignorowałem z jakichś niejasnych już powodów, a to był błąd. Niepozorny Sonos Play zachwycił mnie i to podwójnie. Pierwszy plus należy się za możliwości systemowe Sonos, co dotyczy w sumie każdego głośnika marki, ale właśnie Sonos Play jest dobrym przykładem i punktem startu. Możliwość odtwarzania bezstratnego dźwięku przez Wi-Fi bezpośrednio z wielu źródeł streamingowych to całkiem inny poziom słuchania. Dodatkowo nabiera to jeszcze większego sensu, gdy dobierze się dwa głośniki Sonos Play lub jeszcze większą ich ilość, lub też inne podobne głośniki marki. Tworzenie muzycznego środowiska multiroom, złożonego z łatwych do przenoszenia głośników, daje niesamowite możliwości, nieosiągalne dla zwykłych głośników Bluetooth.

Omijałem sprzęt Sonos, a to był błąd. Sonos Play jest genialny (test)

Jako zwykły głośnik Bluetooth Sonos Play też się świetnie sprawuje i można go bez obaw zabrać ze sobą na imprezę do znajomych, na działkę czy na wakacje. W każdych warunkach zapewnia wysoki poziom głośności, bardzo ładne brzmienie, z mocnymi, ale nie przesadzonymi basami, ładną średnicą i wygładzoną górą. To drugi plus.

Radość mąci tylko ta cena… Za 1499 zł można kupić naprawdę dobre, potężne głośniki Bluetooth uznanych marek (Sony, JBL, Marshall), a modele o podobnej wielkości kosztują  o połowę taniej (albo i jeszcze mniej). W Sonosie płacimy dodatkowo za możliwości sieciowe i systemowe, ale nawet i tu jest drogo – większe, stacjonarne Yamaha MusicCast 20 (ale już kilkuletnie), które też mają podobne funkcje sieciowe, kosztują około 800 zł (a gdy wchodziły na rynek – ok.1200 zł). Sonos Play to głośnik stworzony do grania w parze, więc te wysokie koszta zakupu jeszcze bardziej rosną… Niemniej, jeżeli kogoś stać, to naprawdę warto.

Sonos Play: 8,5/10
plusy
  • Eleganciki, minimalistyczny wygląd
  • Świetna jakość wykonania
  • Możliwość łączenia się z innymi głośnikami Sonos w systemie multiroom
  • Funkcje sieciowe – odtwarzanie muzyki bezpośrednio z serwisów streamingowych
  • Bezstratny dźwięk przez Wi-Fi
  • Bardzo dobra jakość dźwięku
  • Długi czas pracy
  • Praktyczna podstawka ładująca w zestawie
  • Wymienny akumulator
minusy
  • Podłączenie liniowe wymaga dodatkowego adaptera
  • Equalizer w aplikacji ma tylko dwa zakresy
  • Aplikacja nie pozwala na odtwarzanie lokalnych plików ze smartfonu
  • Zbyt czuły na zakłócenia działania sieci Wi-Fi
  • Ograniczone możliwości łączenia z innymi głośnikami Sonos
  • Zbyt wysoka cena