Szef Instagrama staje okoniem. Nie ma zgody na chronologię

Świat w końcu się obudził i jedna za drugą techniki stosowane w mediach społecznościowych stają się zakazane. W tym kraju walka z wielkimi koncernami jest najostrzejsza, ale Instagram kwituje – to bez sensu.

Patrycja Korba
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na X
Szef Instagrama staje okoniem. Nie ma zgody na chronologię

Australia domaga się szybkich zmian

Idea jest prosta: uczynić media społecznościowe bezpiecznymi platformami, bez technik manipulacji potęgujących uzależnienia. Obok restrykcji wiekowych, Australia domaga się też prostego, ustawianego na stałe tzw. feedu wiadomości uporządkowanych według daty, a nie algorytmów proponowania treści.

Dalsza część tekstu pod wideo

W odpowiedzi na te plany legislacyjne, dyrektor generalny Instagrama, Adam Mosseri, stanowczo stanął w obronie obecnego systemu, twierdząc, że powrót do chronologii byłby krokiem wstecz i znacząco pogorszyłby doświadczenia użytkowników aplikacji.

Kontrola po stronie użytkownika a nie Big–techu

Australijski rząd wychodzi z założenia, że to obywatele powinni mieć pełną i łatwą kontrolę nad tym, co widzą w swoich aplikacjach społecznościowych. Według ustawodawców zmuszanie ludzi do konsumowania treści dobieranych przez sztuczną inteligencję – której głównym celem jest maksymalizacja czasu spędzonego przed ekranem – odbiera im decyzyjność.

Australia nie jest przy tym jedyna i nie ma mowy o jakichś problemach technicznych stojących na drodze wymaganym zmianom. W Holandii obowiązuje już prawo wymagające od platform udostępnienia opcji chronologicznego wyświetlania treści.

Instagram wprawdzie dostosował się do tych wymogów i oferuje taki wybór, jednak proces ten jest celowo utrudniony. Aplikacja automatycznie powraca do algorytmicznego kanału rekomendacji po każdym jej ponownym uruchomieniu, zmuszając użytkowników do ciągłego, ręcznego przestawiania opcji w ustawieniach. Że jest to świństwo, nie trzeba chyba nikogo przekonywać.

Szef Instagrama straszy reklamami... nie strasz, nie strasz

Adam Mosseri odpiera zarzuty ze strony rządzących, argumentując, że chronologiczny kanał jest dla przeciętnego internauty po prostu „znacznie gorszym” rozwiązaniem. Według szefa Instagrama, wyświetlanie postów wyłącznie na podstawie czasu ich publikacji doprowadziłoby do sytuacji, w której konta publikujące najczęściej – takie jak duże marki, wydawcy czy portale informacyjne – całkowicie zdominowałyby nasze ekrany.

W efekcie posty od przyjaciół, rodziny i ulubionych, ale rzadziej publikujących twórców, zostałyby szybko pogrzebane pod lawiną korporacyjnych treści.

Jak twierdzi Mosseri, głównym zadaniem algorytmu jest rzekomo sprawiedliwe rankingowanie i porządkowanie postów w taki sposób, abyśmy widzieli to, co jest dla nas faktycznie najciekawsze i najbardziej wartościowe, niezależnie od godziny publikacji.

Jednocześnie Mosseri przyznał, że z wewnętrznych analiz Instagrama wynika, iż zaangażowanie użytkowników spada nawet o 50 procent, gdy rezygnują oni z algorytmicznych rekomendacji na rzecz zwykłej chronologii. No a dla platformy społecznościowej, której model biznesowy w pełni opiera się na wyświetlaniu ukierunkowanych reklam, tak drastyczny spadek czasu spędzanego w aplikacji byłby finansową katastrofą.