Cyfrowy świat taki piękny. Xbox wyjaśnia, czemu gracze nie mogli grać w swoje gry
Wczoraj miała miejsce globalna awaria Xbox Live, jak przyznaje sam Microsoft, gracze mieli problemy z logowaniem się na swoje konta, sprawdzaniem uprawnień, oraz pobieraniem i uruchamianiem gier przez kilkanaście godzin. Teraz firma tłumaczy, jak mogło w ogóle do tego dojść.
Jak możemy przeczytać w oświadczeniu udostępnionym przez publicznego dyrektora ds. technologii Xbox, Scotta Van Vlieta:
usługa licencyjna, która znajduje się poza XBOX, ale od której XBOX zależy, zaczęła ulegać awarii. To spowodowało, że niektóre scenariusze logowania zawiodły, a także spowodowało awarie wielu scenariuszy wymagających sprawdzenia uprawnień, takich jak wyświetlanie Pełnej Biblioteki i uruchamianie gier, które posiadasz. Dotknęło to również kilku naszych partnerów wydawniczych i sklepowych, którzy zależą od tych samych systemów, dlatego niektórzy z Was widzieli problemy w konkretnych grach, a nie w innych.
To wyjaśnia, dlaczego część osób twierdziła, że problemów nie ma. Ot, nie zależało to od konkretnego gracza, a od konkretnego tytułu, w który dany gracz próbował zagrać. Dodatkowo naprawa nie była równomierna we wszystkich regionach.
Cyfrowy świat pełen wad
Tu warto podkreślić jedną, kluczową kwestię: to nie tak, że gracze nie mogli grać wyłącznie w gry online, bo usługa Xbox Live padła. Z powodu awarii systemu weryfikacji licencji także gry dla pojedynczego gracza często nie chciały się uruchomić. System nie mógł sprawdzić, czy gracze mają prawo grać w gry, za które zapłacili, więc ci czasowo stracili do nich dostęp.
Mogłoby się wydawać, że mając daną grę na dysku, która jest tytułem single player, mamy do niej dostęp tak długo, jak długo jest ona w pamięci naszego urządzenia. Co więcej, posiadanie gry na płycie wcale nie rozwiązywało tego problemu, bo gra i tak często chce sprawdzić licencję online.
I przyznaję się bez bicia: nigdy nie miałem konsoli Microsoftu (a raczej miałem ich przynajmniej kilkanaście, ale to było w czasach, kiedy firma twierdziła, że wszystko jest Xboxem), a jeśli chodzi o Sony, to miałem krótki romans z PSP, ale się nie polubiliśmy. Od lat w mojej kieszeni mieszka Nintendo — i to dosłownie, bo zaczynałem od 3DS, a teraz mam Switcha Lite — więc może to ja jestem jakiś dziwny, ale przywykłem do scenariusza: wkładam kartridż z grą i gram. Ewentualnie wkładam kartridż, robię aktualizację i gram. A konsola nie wymaga do tego połączenia z internetem tak długo, jak jest to gra bez trybu sieciowego i niczego nie musi weryfikować. Nawet w przypadku gier cyfrowych, których kilka też zgarnąłem na różnych promocjach.
Dlaczego Nintendo, uchodzące za jedną z mniej przyjaznych graczom firm potrafi im zaufać w tej kwestii, a Xbox wymaga ciągłej weryfikacji tego, czy przypadkiem nie jesteśmy złodziejami? Dlaczego rozgrywka na naszym sprzęcie, w gry, które mamy na dysku, lub nawet ich fizyczne kopie na płycie wymaga, abyśmy mieli dostęp do sieci, a serwery Microsoftu były sprawne? Czy tylko ja mam z tym problem?