Koniec eksperymentów SpaceX? Starship wyniesie nową generację Starlinków
SpaceX szykuje się do trzynastego lotu testowego gigantycznej rakiety Starship, wprowadzając mnóstwo poprawek po ostatnich problemach sprzętowych. Tym razem firma Elona Muska nie tylko przetestuje zmodyfikowane silniki, ale też wyniesie w kosmos pierwsze satelity Starlink V3. Ich debiut na orbicie będzie miał jednak dość krótki i burzliwy finał.
Nocny start pod czujnym okiem kamer
Dla polskich entuzjastów technologii kosmicznych start oznacza zarwaną noc. Okno startowe otworzy się w nocy ze środy na czwartek, 17 lipca o godzinie 00:45 polskiego czasu i potrwa równe 90 minut. Rakieta wzniesie się z platformy OLS-2 na teksańskim kosmodromie Starbase. Tradycyjnie, oficjalna transmisja wideo ruszy na platformie X na około pół godziny przed zaplanowanym zapłonem.
Plan lotu jest ambitny i zakłada powtórzenie kluczowych manewrów z poprzedniej misji, ale tym razem bez potknięć. Pierwszy stopień rakiety, potężny Super Heavy, po odłączeniu się od statku ma powrócić i miękko wodować w Zatoce Meksykańskiej. Z kolei sam Starship po wykonaniu zadań operacyjnych w przestrzeni kosmicznej skieruje się w stronę Oceanu Indyjskiego, by tam przetestować bezpieczne lądowanie w wodzie.
Poważne poprawki po dwunastym locie
Inżynierowie SpaceX musieli mocno przebudować sprzęt po locie numer 12, który obnażył kilka słabych punktów rakiety. Wtedy, tuż po separacji, zła synchronizacja startu silników sprawiła, że potężny booster obrócił się pod niewłaściwym kątem, odchylonym o niemal 90 stopni. Dodatkowo, pięć z 33 silników Raptor nie zdołało się ponownie odpalić, co wymusiło drastyczne skrócenie manewru powrotnego. W najnowszym egzemplarzu zoptymalizowano sekwencję zapłonu, poprawiono oprogramowanie oraz zmodyfikowano systemy alarmowe.
Górny stopień rakiety również nie zaliczył wtedy idealnego lotu. Zaledwie 40 sekund po odłączeniu utracił jeden z trzech silników próżniowych. Choć maszyna i tak dotarła na zaplanowaną trajektorię – udowadniając swoją odporność na awarie – w najnowszym Starshipie przebudowano system napędowy, aby wyeliminować ten błąd raz na zawsze. Oprócz tego, na orbicie planowane jest ponowne odpalenie silnika Raptor, co stanowi jeden z najważniejszych kamieni milowych przed misjami na Marsa.
Krótki żywot testowych satelitów i malowane kafelki
Prawdziwą nowością w ładowni jest 20 sztuk nowoczesnych satelitów Starlink V3, które mają docelowo zrewolucjonizować pojemność całego kosmicznego Internetu firmy SpaceX. Wypuszczenie ich w kosmos będzie jednak przypominać misję kamikadze. Satelity wylądują na trajektorii suborbitalnej. Oznacza to, że po uwolnieniu z ładowni i szybkim przetestowaniu łączności laserowej, po prostu znikną w atmosferze. Ich żywot zakończy się całkowitym spaleniem zaledwie 20 minut po rozłożeniu anten.
Sześć z tych "jednorazowych" ładunków wyposażono w specjalny system kamer. Ich zadaniem będzie dokładne sfotografowanie osłony termicznej Starshipa przed jego wejściem w atmosferę. Co ciekawe, inżynierowie celowo pomalowali niektóre kafelki na statku na biało. Będą one symulować ubytki w poszyciu, stanowiąc świetny punkt odniesienia dla testowanego systemu wizyjnego.
Sama osłona termiczna rakiety zostanie zresztą wystawiona na ekstremalną próbę. SpaceX zamontowało w niej specjalne kafelki z czujnikami obciążenia, a także przetestuje zupełnie nowe mechanizmy mocowania izolacji na metalowych klapach. Rakieta będzie wznosić się przy znacznie wyższym ciśnieniu aerodynamicznym. Pozwoli to sprawdzić sprzęt w jeszcze trudniejszych warunkach, an także otworzy drogę do zabierania cięższych ładunków w przyszłości.