Eurowizja - czemu ją trudno rozgryźć? Naukowcy odkryli coś ciekawego
Eurowizja odbywa się nieprzerwanie od 70 lat i choć zdania wobec niej są podzielone, to budzi ogromną ilość emocji i taką samą ilość uwagi. Z naukowego punktu widzenia to niesamowite źródło danych do analizy, bo praktycznie żadne inne wydarzenie kulturalne (a szczególnie w świecie muzyki) nie jest tak dobrze udokumentowane. I właśnie z tak dużej ilości danych wyłoniły się bardzo ciekawe wnioski, które dotyczą koewolucji, czyli procesu uczenia się różnych kultur od siebie samych. Eurowizja to unikatowy przykład tego, jak kultura sama siebie dokumentuje od dekad i pozwala zobaczyć, jak zbiorowe uczenie się wygląda w praktyce.
Eurowizja uczy nas o koewolucji
Siedemdziesiąt lat konkursowych piosenek, od Lordi grających heavy metal w maskach potworów po subtelny soft jazz Sobrala - i ktoś w końcu postanowił to wszystko zmierzyć w liczbach i danych. Zespół badaczy z ETH Zurich przeanalizował prawie 1800 piosenek z historii Eurowizji, używając danych ze Spotify, analizy tekstów, modeli AI i lingwistyki. Każdy utwór został rozbity na czynniki pierwsze według ponad 35 wskaźników - taneczność, akustyka, emocjonalność, język, gatunek, tematyka. Na ich podstawie stworzono ogromne opracowanie zmieniających się trendów na przestrzeni 70 lat, a wyniki opublikowano w "Royal Society Open Science".
Za projektem stoi Dirk Helbing - profesor nauk społecznych opartych na obliczeniach komputerowych. Pomysł narodził się, gdy jego zespół odwiedził Luis Amaral - badacz zajmujący się teorią złożoności z Northwestern University. I właśnie wizyta Amarala miała miejsce w trakcie jednej z edycji Eurowizji. Do pary dołączył Arthur Capozzi, członek grupy Helbinga. I tak zaczęło się coś, czego organizatorzy konkursu pewnie się nie spodziewali.
Trendy zmieniającego się jezyka piosenek przez lata, a także różnorodności zwycięzców w Eurowizji. Źródło: Royal Society Open Science
Badacze wyróżnili trzy fazy rozwoju konkursu. Pierwsza z nich, zwana fazą formatywną, przypadła na lata 1958-1974 i cechowała się ogromną różnorodnością. Każdy kraj śpiewał we własnym języku, style muzyczne były zupełnie inne, nikt nie grał pod wygraną. Chodziło o pokazanie kultury, a nie o strategie mające na celu zaskarbienie przychylności za wszelką cenę.
Potem przyszła tzw. faza konsolidacji, trwająca do 2003 roku. Kraje zaczęły podpatrywać, co działa u innych - chwytliwe melodie, teksty zrozumiałe dla międzynarodowej publiczności, angielski zamiast języka narodowego. Konkurencja stała się bardziej przewidywalna, a zasady się ustabilizowały.
Od 2004 roku trwa tzw. faza ekspansji. Organizatorzy zauważyli, że wszystko zaczyna brzmieć tak samo, i zaczęli nieco urozmaicać formułę - przez zapraszanie nowych krajów i wielokrotne zmiany systemu głosowania. Wprowadzono półfinały w 2004 roku, a od 2008 są już dwa. Telefoniczne głosowanie publiczności wróciło do łask, ale potem pojawił się zarzut o głosowanie taktyczne, więc przywrócono jury. Wszystko po to, żeby wyniki znów były mniej oczywiste.
"Eurowizja to klasyczny przykład systemu koewolucyjnego" - mówi Helbing. Czyli takiego, w którym wszyscy uczą się od siebie nawzajem, a gdy wyłaniają się "zwycięskie" i przewidywalne strategie, organizatorzy zmieniają zasady rywalizacji, aby konkurs nadal ewoluował, podtrzymał "świeżość" i pozostał "interesujący".
Dane potwierdzają, że dziś niemal wszystkie kraje śpiewają po angielsku, w stylu mainstreamu popowego, z tanecznym rytmem. Te elementy stylistyczne kiedyś były najpierw wprowadzane przez tylko niektórych wykonawców jako niesamowity powiew świeżości, teraz spowszechniały i stały się punktem wejścia. Capozzi nazywa to "efektem Czerwonej Królowej" - od postaci z "Alicji w Krainie Czarów" Lewisa Carrolla, która musi biec ile sił, żeby stać w miejscu. W biologii "efekt Czerwonej Królowej" konkretnie oznacza, że organizmy muszą ciągle się doskonalić tylko po to, żeby utrzymać swoją pozycję, bo konkurencja też się rozwija. Angielskojęzyczny pop z chwytliwym bitem przestał więc być atutem - stał się minimalnym wymogiem. Żeby wygrać, trzeba teraz czegoś więcej.
Ciekawostka - Francja, Włochy, Portugalia i Hiszpania celowo ignorują ten trend i śpiewają w swoich językach. Badacze interpretują to jako świadomą strategię - wyróżnienie się przez tożsamość kulturową zamiast przez dostosowanie do ogółu.
Analiza pokazała też, że pula zwycięzców wyraźnie się poszerzyła. Dawniej pewne kraje dominowały latami. Dziś wygrane rozkładają się bardziej równomiernie - właśnie dzięki zmianom zasad. Reguły nie są neutralne, a zmiany w formule aktywnie poszerzają możliwości tego, kto może wygrać.
I tu robi się interesująco poza popkulturowym kontekstem. Podobne mechanizmy działają w nauce - gdy jakieś podejście badawcze staje się dominujące, pole homogenizuje się, a przełomy coraz trudniej osiągnąć bez wyjścia poza mainstream. Helbing mówi wprost, że widział to samo w biznesie, gdy doradzał firmie z wybitnymi inżynierami, którzy nie potrafili rozwiązać problemu właśnie dlatego, że byli zbyt dobrze wytrenowani w jednym sposobie myślenia.
"Nie znaleźliśmy formuły gwarantującej sukces" - przyznaje Helbing. Eurowizja nadal będzie zaskakiwać. I właśnie na tym polega jej fenomen, a od strony naukowej jest to fascynujące podwójnie, bo nie tylko artyści uczą się od siebie, ale i również do tej nauki zmuszona jest instytucja, która prowadzi ten konkurs.