Wodorowym rowerem dostarczą Ci awizo. Ruszyły testy
Poczta Polska rozpoczęła testy nowego źródła transportu dla listonoszy. Są nimi wodorowe rowery, które mają im służyć do przemieszczania się w terenach miejskich.
Listonosz na rowerze to obraz kojarzący się wielu osobom ze wsią i wczesnymi latami 2000. Chociaż w moich wspomnieniach dominuje raczej wizerunek wesołego staruszka na motorowerze, który ku uciesze lokalnych dzieciaków udawał, że ma zepsuty rozrusznik i trzeba go popchnąć. Te czasy jednak już dawno mamy za sobą, a listonosze przemieszczają się samochodami. Najwyraźniej jednak rowery znów wrócą do łask i to nie byle jakie, a wodorowe.
Wodorowe rowery w Poczcie Polskiej
I ma to sens, szczególnie w miastach: samochodem nie wszędzie da się zatrzymać. A jeśli mówimy o legalnym zatrzymaniu się, to w ogóle może się okazać, że listonosz musiałby parkować na sąsiednim osiedlu. Hulajnoga elektryczna jest natomiast zbyt mało stabilna, zwłaszcza jak ma się torbę pełną nie tyle listów, ile ulotek, która przecież swoje waży. Zwykły rower przy takim bagażu wymagałby tytanicznej kondycji i regularnej wymiany kolan na nowe u listonosza — pamiętajmy, że nie wszyscy mieszkają w płaskiej jak naleśnik Warszawie i wiele miejscowości składa się z pagórków, nawet jeśli nie są umieszczone na terenach górskich.
Tu do gry wchodzą więc rowery elektryczne, które rozwiązują większość problemów. Tu pojawia się inny: ich ładowanie. Znaczy owszem, można postawić na wymienne baterie i kupić ich zapas na podmiankę w siedzibie poczty, ale Poczta Polska poszła o krok dalej i zamiast energii z ogniwa litowego chce ją pobierać z ogniwa wodorowego.
Całość ma polegać na programie pilotażowym. Otóż wybrane jednostki Poczty Polskiej dostaną rowery wodorowe marki Groclin, a listonosze mają za zadanie przy ich pomocy dostarczać listy. Sam rower ma oferować do 60 km zasięgu, a jego tankowanie — o ile to tak można nazwać — polega na włożeniu nowego kartridża z wodorem do roweru. Nie wiadomo gdzie te będą nabijane.
Problematyczny wodór
Pamiętajmy jednak, że zbiorniki na wodór mają to do siebie, że dość szybko ten z nich ucieka. Tym samym ich magazynowanie w dłuższym terminie jest niemożliwe. Tym samym dostarczenie energii do roweru będzie znacznie trudniejszym zadaniem niż podłączenie kilku wymiennych baterii elektrycznych do ładowarki na zapleczu placówki pocztowej.
Z drugiej strony rower elektryczny nie jest tak efektowny w komunikacji, jak wodorowy. Jak podkreślił Sławomir Żurawski, Wiceprezes Zarządu Poczty Polskiej ds. Operacji:
Testy rowerów na wodór wpisują się w działania Poczty Polskiej związane z poszukiwaniem nowoczesnych i niskoemisyjnych rozwiązań dla logistyki miejskiej. Jednocześnie stanowi okazję do zweryfikowania tej technologii w rzeczywistych warunkach operacyjnych. Działanie wpisuje się w program rozwoju nowej mobilności w Poczcie Polskiej. To uporządkowany program testów pojazdów wykorzystujących nowoczesne rodzaje zasilania, który ma poprawić jakość pracy i ekonomię transportu.
A bądźmy szczerzy: zwykłym rowerem elektrycznym nie mógłby się chwalić w taki sposób.