Apple znowu rządzi. Nawet Nvidia musiała uznać jego wyższość
Apple przewodzi obecnie zestawieniu najdroższych firm na świecie – podmiotowi udało się wyprzedzić Nvidię i na krótko uzyskać kapitalizację na poziomie 5 bln dolarów. Jednym z powodów mogą być rozsądne wydatki na tzw. sztuczną inteligencję.
Niebawem korporacja z Cupertino zaprezentuje wyniki kwartalne. Jeśli sprostają oczekiwaniom analityków, kapitalizacja spółki może dłużej utrzymywać się powyżej wspomnianej granicy 5 bln dolarów.
Apple i Nvidia walczą o pozycję lidera
Poprzednia dekada upłynęła Apple m.in. na powolnym wspinaniu się notowań do granicy 1 bln dolarów. Ostatecznie udało się osiągnąć ten próg w 2018 roku. W kolejnych latach obserwowano spadki i wzrosty, jak to na giełdzie, łamano następne granice. Firma z Cupertino nie robiła tego sama, dołączyła do niej mocna grupa firm technologicznych. W tym gronie znalazły się Microsoft, Amazon, Tesla czy Meta. Z czasem pozycję lidera przejęła Nvidia, której kurs rósł w oszałamiającym stylu. W maju br. pokonał próg 5,5 bln dolarów.
Od przywołanego szczytu notowania Nvidii mocno jednak spadły, kapitalizacja skurczyła się o około 1 bln dolarów. Firma notuje gorsze wyniki? Nic z tych rzeczy. Ale coraz głośniej mówi się o przegrzaniu rynkowym związanym z rewolucją tzw. sztucznej inteligencji. Słychać pytania o zyski z gigantycznych inwestycji. I wątpliwości, czy przepalanie bilionów dolarów finalnie wszystkim się opłaci.
Korporacja z Cupertino z chłodną głową podchodzi do SI
W tym wszystkim Apple pozostaje firmą, która nie cierpi z powodu gorączki SI. Jasne, korporacja z nadgryzionym jabłkiem w logo wydaje na ten cel duże pieniądze, ale w porównaniu z innymi molochami IT, są to drobniaki. Producent iPhone’a nie szasta grubymi miliardami dolarów na budowanie swoich data center, kupuje moc obliczeniową od innych. Gdy dowiadujemy się o kolejnych dziesiątkach czy nawet setkach miliardów dolarów, które w rynek pompuje Nvidia, gdy Alphabet notuje ujemne przepływy kapitałowe, Apple robi to, do czego nas przyzwyczaiło – zarabia krocie i dosypuje je do skarbca.
Przez jakiś czas to mogło być odbierane jako wada firmy, ktoś mógł stwierdzić, że firma przesypia rewolucję i skończy niczym Nokia. Teraz ta narracja się odwraca i może się okazać, że to decydenci Apple wykonali sprytny ruch i poczekali. To jeden z czynników, które sprawiły, że po wynikach kapitalizacja może na dłużej wejść ponad granicę 5 bln dolarów. A firma znów będzie przewodzić stawce potentatów IT. Zwłaszcza, gdy okaże się, że popyt na iPhone’a nie słabnie, a segment Usług rośnie w siłę i zapewnia fortunę bez opowieści o magicznych wręcz właściwościach SI.
Tim Cook oddaje stery. Jak poradzi sobie John Ternus?
Spora w tym wszystkim zasługa Tima Cooka, który uczynił z Apple maszynę do zarabiania pieniędzy. Niektórym nie podoba się to, że wizjonera zastąpił księgowy, ale inwestorom najwyraźniej bardziej przypadł do gustu ten ostatni. Pytanie, jaki kurs obierze jego następca? Przypomnę, że rządy Cooka kończą się we wrześniu br. Stery w firmie obejmie John Ternus, czyli człowiek od sprzętu. Zapewne wiele osób zastanawia się, co zrobi z najdroższą firmą na świecie?