Książulo vs Wędliny z Jedliny. Wiemy, co w tej sprawie zrobi UOKiK

Afera kiełbasiana na początku roku wstrząsnęła opinią publiczną. A przynajmniej częścią polskiego internetu. To nie ten sam kaliber, co Zondacrypto, ale sprawie przyglądał się przecież UOKiK. Co przyniosła ta analiza? Wędliny z Jedliny powinny się spodziewać srogich kar nałożonych przez rodzimy Urząd? Sprawdziliśmy to.

Maciej Sikorski
1
Udostępnij na fb
Udostępnij na X
Książulo vs Wędliny z Jedliny. Wiemy, co w tej sprawie zrobi UOKiK

Internetowe zawieruchy mają to do siebie, że potrafią nabrać sporego rozgłosu, ale nie trwają zbyt długo. Użytkownicy sieci oburzają się na coś przez dzień, dwa, góra tydzień, a potem… zajmują się kolejną aferą. A temat, który uznawano za arcyważny gaśnie. Bo ile czasu można roztrząsać np. to, skąd pochodzi kiełbasa…

Dalsza część tekstu pod wideo

Wędliny z Jedliny, czyli niesmak Książula

Niektórzy nie znają pewnie tego tematu, inni zdążyli już o nim zapomnieć, więc przypomnę sprawę w skrócie. Niejaki Książulo, popularny w Polsce influencer zajmujący się gastronomią, postanowił sprawdzić wyroby wędliniarskie sprzedawane pod marką Wędliny z Jedliny. Zamówił box produktów, spróbował i doszedł do wniosku, że nie jest to żywność godna polecenia. To nie pierwsza i pewnie nie ostatnia porcja jedzenia, która nie urzekła jutubera. 

Tak się jednak złożyło, że Wędliny z Jedliny to brand, o którym zrobiło się głośno za sprawą mediów społecznościowych, głównie TikToka. A stało się tak za sprawą Weroniki Boroń, nastolatki, która swoim widzom opowiadała o jedzeniu pochodzącym z rodzinnej firmy. Influencerka zbudowała obraz lokalnej manufaktury, w której żywność przygotowuje się wedle rodzinnych receptur i tradycyjnych metod. 

Tiktokerka uznała, że kiepska ocena wyrobów, które zachwala, musi być efektem… brudnej gry konkurencji. Pisząc krótko: Książula opłacono. Rozpętała się draka, młoda kobieta skasowała film z oskarżeniami, następnie się z nich wycofała, wyjaśniła, że jest młoda i ją poniosło. A w przyszłości postara się dostarczać klientom lepsze produkty. Koniec tematu? Otóż nie.

UOKiK wkracza do gry. Biznes do zamknięcia? 

Afera kiełbasiana nabrała nowego smaku, gdy okazało się, że Wędliny z Jedliny to nie do końca rzemieślniczy zakład, w którym pracują jedynie ojciec z córką, a złotą radą wspiera ich babcia. Biznes jest powiązany z dużymi zakładami mięsnymi. Lata temu może i była to manufaktura, teraz mamy do czynienia z fabryką i siecią sklepów, którymi zarządza ojciec wspomnianej influencerki. W sieci zawrzało. Część odbiorców treści serwowanych przez nastolatkę poczuła się oszukana. Niezadowolenie pod jej materiałami niektórzy wyrażają do dzisiaj.

W mediach, tych tradycyjnych i społecznościowych, pojawiły się doniesienia, że sprawą zainteresował się UOKiK. Dlaczego? Bo influencerka mogła wprowadzić w błąd konsumentów. Dotyczy to zarówno składu produktów, jak i tożsamości producenta. Śledząc ten wątek, można było dojść do wniosku, że Urząd prześwietla wędliniarski biznes pod każdym kątem i za chwilę będzie nakładać potężne kary. Tymczasem…

Nastolatka może w spokoju kręcić rolki na TikToka

Okazuje się, że UOKiK nie prowadzi postępowania w tej sprawie. I to się raczej nie zmieni, jak wynika z informacji pozyskanych przez serwis Telepolis.pl. Powód? Zgłoszenia dotyczące ewentualnych nieprawidłowości można policzyć na palcach jednej ręki. Nawet bez kciuka i palca serdecznego. Półżartem, półserio można napisać, że Urząd ma ważniejsze tematy do badania niż to, kto jest ojcem kiełbasianej influencerki. 

Jeśli zatem ktoś nie zapomniał o aferze kiełbasianej, wciąż przypomina tiktokerce, że czuje się oszukany i czeka na dzień, w którym UOKiK pogrozi palcem albo wręcz huknie pięścią w stół, to nie mam dla niego dobrych wieści. Ta afera dokonała żywota. Nie oznacza to jednocześnie, że Wędliny z Jedliny stały się ponownie samodzielną manufakturą. Wszystko działa pewnie po staremu...