Facebook rozgrzesza Polaków. Amen
Powstanie Rady Nowych Mediów wywołało spore poruszenie w połowie kwietnia br. Potem temat przygasł, ale nie oznacza to, że ów organ doradczy prezydenta przestał istnieć. Wręcz przeciwnie – kilka dni temu odbyło się jego posiedzenie inauguracyjne. Co o Radzie ma do powiedzenia jej przewodnicząca?
Powołanie Rady odbiło się sporym echem w rodzimych mediach, także tych społecznościowych, ale temat dość szybko ustąpił miejsca innym sprawom. A trzeba przyznać, że w drugiej połowie kwietnia sporo się działo. Pierwsze posiedzenie członków Rady mogło zejść na dalszy plan. Sam temat pozostaje jednak interesujący i warto do niego wrócić. Zwłaszcza z komentarzem osób zaangażowanych w ten projekt.
Kontrowersyjny influencer i panowie z bigtechów w składzie RNM
Osobom niewtajemniczonym serwuję szybkie przypomnienie: powołana niedawno Rada Nowych Mediów przy Prezydencie Rzeczypospolitej Polskiej ma wspierać głowę państwa w zakresie poprawy debaty publicznej czy wzmacniania bezpieczeństwa informacyjnego kraju. Ciało ma się skupić np. na rozwoju edukacji cyfrowej i wspieraniu procesu tworzenia społeczeństwa odpornego na dezinformację.
Idea piękna. Problem polega na tym, że w składzie Rady znalazł się m.in. jutuber Paweł Swinarski, któremu w przeszłości zarzucano… szerzenie dezinformacji. I kilka innych rzeczy. Co więcej, w gronie 26 osób, które mają doradzać prezydentowi, pojawiło się np. trzech przedstawicieli tzw. bigtechów. Panowie Łukasz Gabler, Jakub Turowski oraz Emil Kędzierski pracują odpowiednio dla TikToka, Mety (Facebooka) oraz Google.
Ważne są doświadczenie zawodowe i dorobek ekspercki
Z pytaniami o obecność w Radzie wspomnianej trójki, ale też Pawła Swinarskiego, zwróciłem się do Kancelarii Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. I skłamałbym, gdybym napisał, że otrzymałem satysfakcjonujące mnie odpowiedzi.
Decyzje o powołaniu poszczególnych gremiów oraz zaproszeniu konkretnych osób do udziału w ich pracach podejmowane są w ramach kompetencji Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, przy wsparciu Kancelarii Prezydenta RP, w tym członków kierownictwa i doradców. Nabór do składów rad nie ma charakteru sformalizowanego ani konkursowego. Przy doborze osób uwzględniane są w szczególności ich doświadczenie zawodowe, dorobek ekspercki oraz aktywność w obszarach objętych zakresem prac danego gremium
Nie będę oceniał doświadczenia zawodowego panów z bigtechów i Pawła Swinarskiego, jednocześnie przyznam, że są aktywni w obszarach objętych zakresem prac Rady. Inna sprawa, czy owa aktywność służy realizacji celów, jakie postawiono przed tym gremium. Skoro już o tym mowa.
Rada, czyli ciało bez budżetu i obowiązków
Przedstawiciele Kancelarii Prezydenta RP poinformowali mnie, że Rada nie ma uprawnień decyzyjnych (to dotyczy także innych ciał tego typu). Czego jeszcze nie przewidziano? Odrębnego budżetu – koszty organizacyjne ponoszone są w ramach działalności Kancelarii. Łatwo się domyślić, że z tytułu udziału w pracach tego gremium nie przysługuje wynagrodzenie – funkcję pełni się społecznie. Rady nie mają też sformalizowanego obowiązku raportowania, ale od członków należy oczekiwać formułowania opinii, rekomendacji i propozycji rozwiązań w konkretnych obszarach. Efekty tych działań mogą wpływać np. na inicjatywy podejmowane przez prezydenta.
W przesłanym przez Kancelarię mailu znaleźć można również taki fragment:
Zmiany w składach rad mogą odbywać się na każdym etapie ich funkcjonowania. Członkowie rady mogą zostać zawieszeni w prawach i obowiązkach wynikających z zasiadania w radzie, mogą także zostać – na wspomnianej podstawie statutowej – odwołani ze składu Rady.
Teoretycznie zatem przywołany już Paweł Swinarski mógłby zostać usunięty z Rady. W praktyce zdecydowano się chyba zastosować inny mechanizm: przeczekanie. Jakiś czas temu podobną taktykę wybrali Karolina Opolska oraz Wydawnictwo Harde. Czy było to słuszne rozwiązanie? Zdania będą podzielone. Temat pewnie umrze na dobre, ale niesmak pozostanie. Więcej na ten temat przeczytacie w tym tekście.
Doniesienia na temat Pawła Swinarskiego traktowane są poważnie
Przedstawiciele Kancelarii unikali odpowiedzi na niewygodne pytania, ale po kolejnej próbie ich uzyskania przyszedł mail następującej treści:
Wszelkie pojawiające się w przestrzeni publicznej wątpliwości, w tym dotyczące pana Pawła Swinarskiego, traktujemy z pełną powagą.
Udział w Radzie nie oznacza akceptacji wszystkich poglądów czy aktywności publicznej danej osoby. Każdy członek Rady podlega ocenie pod kątem przestrzegania standardów rzetelności i odpowiedzialności za przekaz publiczny.
Jednocześnie wskazujemy, że proces podejmowania decyzji w zakresie formułowania składów rad ma charakter wewnętrzny i nie podlega szczegółowemu raportowaniu
Edukacja i świadomość na pierwszym miejscu
Bogatszy o wiedzę przekazaną przez współpracowników głowy państwa, zwróciłem się z pytaniami do Przewodniczącej Rady. Prof. UPJPII Klaudia Cymanow–Sosin poinformowała mnie np., że 27 kwietnia odbyło się pierwsze posiedzenie Rady Nowych Mediów. W spotkaniu online mieli wziąć udział niemal wszyscy członkowie tego gremium. Obok zagadnień organizacyjnych pojawiły się także te o charakterze merytorycznym. Ustalono główne obszary prac i podjęto decyzję o ustanowieniu kilku zespołów.
Zidentyfikowaliśmy najważniejsze wyzwania, związane z funkcjonowaniem współczesnych mediów oraz postępującą transformacją cyfrową, a wśród nich m.in. kwestie nowych technologii w odniesieniu do mediów publicznych, problematykę związaną z algorytmizacją i platformizacją życia społecznego, wyzwania związane z zagrożeniem treściami szkodliwymi, tematy skupiające się na dostępności niepełnoletnich do platform medialnych oraz jakości funkcjonowania dzieci i młodzieży w przestrzeni nowych mediów. Wśród ważnych obszarów pojawiła się także tematyka cyberbezpieczeństwa oraz relacji człowiek-maszyna w związku z powszechnym użytkowaniem rozwiązań na bazie modeli, głównie generatywnej sztucznej inteligencji. Dwa kluczowe wątki, jakie scalają większość tematów, to kwestia potrzeby powszechnej edukacji medialnej oraz budowanie świadomego społeczeństwa w duchu wolności, ale i odpowiedzialności za słowo
Tematy faktycznie istotne, nie pozostaje nic innego, jak tylko kibicować, by udało się wypracować rekomendacje, które dadzą początek dobremu prawu. Prace mają być prowadzone zarówno stacjonarnie, jak i online, spotkania Rady powinny się odbywać cyklicznie. Jeśli kogoś interesuje, jakie konkretnie zespoły powstają w ramach tego organu, spieszę poinformować, że tu decyzje dopiero zapadają.
Przedstawiciele bigtechów są w Radzie potrzebni
No dobrze. A co z Pawłem Swinarskim? Czy Przewodnicząca Rady nie widzi przeszkód w tym, by osoba oskarżana o szerzenie dezinformacji pracowała na rzecz zwalczania tejże dezinformacji?
Staram się odkrywać prawdę o człowieku w toku poznawania go. Po pierwszym spotkaniu wiem, że jest to gremium skupiające osoby z różnorodnych środowisk, w dużym przekroju wiekowym – od młodych twórców treści cyfrowych, po doświadczonych autorów bardzo poczytnych publikacji naukowych czy popularno-naukowych. W ocenie prac poszczególnych członków zespołu będę opierała się na zaangażowaniu i merytorycznym wkładzie, jakie członkowie RNM wniosą w poszczególne zagadnienia
Takie podejście będzie miało swoich zwolenników i przeciwników. Złośliwi stwierdzą, że Paweł Swinarski z autopsji wie, czym jest dezinformacja, więc rzeczywiście może pomóc w jej zwalczaniu. Mnie nadal bardziej interesuje udział w Radzie przywołanych już przedstawicieli bigtechów. Zapytałem Przewodniczącą ciała, czy ich obecność w takim gremium jest właściwa. I czy nie obawia się, że osoby te w pierwszej kolejności będą bronić interesów zagranicznych korporacji, a nie polskich obywateli.
Przyznam, że nie wyobrażam sobie pracy w zespole bez osób reprezentujących platformy medialne. Jako naukowiec zdaję sobie sprawę, jakie znaczenie mają decyzje tych środowiska dla całej przestrzeni społecznej. Zasiadanie w jednej radzie daje możliwość przestawienia wyników dociekań środowisk naukowych, które mają często charakter postulatywny. Możliwość zaprezentowania ich przedstawicielom platform społecznościowych traktuję jako szansę
Platformy społeczościowe działają głównie w swoim interesie...
Chciałbym podzielać ten entuzjazm. Ale postrzegam to bardziej jako wpuszczanie lisa do kurnika. I nie trzeba długo szukać, by dowiedzieć się, że platformy społecznościowe nie robią wszystkiego, co w ich mocy, by chronić interes społeczeństwa. W ramach przykładu napiszę, że Komisja Europejska niedawno zarzuciła koncernowi Meta naruszenie przepisów o usługach cyfrowych: firma nie zapobiegała korzystaniu z Facebooka oraz Instagrama przez dzieci poniżej 13 roku życia. Mechanizmy weryfikacji wieku są chrome i trudno nie ulec wrażeniu, że amerykańskiej korporacji to nie przeszkadza.
To wyłącznie wymysły biurokratów z Brukseli? W żadnym wypadku. Inicjatywy chroniące najmłodszych przed złym wpływem platform społecznościowych są też podejmowane na szczeblach krajowych. I nie dzieje się to wyłącznie w Europie. Wypada przypomnieć, że Australia stała się krajem, w którym obowiązuje zakaz korzystania z mediów społecznościowych dla osób poniżej 16 roku życia. W podobnym kierunku poszły władze Indonezji.
Kontrowersje wzbudza jednak nie tylko dopuszczanie do social mediów dzieci. Firmom stojącym za tymi platformami zarzuca się m.in., że są one konstruowane w taki sposób, by uzależniać użytkowników. Do tego dochodzą zarzuty dot. szerzenia dezinformacji czy czerpania zysków z reklam działalności oszukańczej. Te sprawy trafiają do sądów. I coraz częściej nie kończą się dobrze dla biznesów stojących za tzw. mediami społecznościowymi. A to czubek góry lodowej.
Dlatego od siebie napiszę, że w przeciwieństwie do Przewodniczącej Rady Nowych Mediów wyobrażam sobie pracę w zespole bez osób reprezentujących te podmioty…