Dreame Air Station to taki Dyson PencilVac, tyle że lepszy (test)

Naśladownictwo to ponoć najwyższa forma uznania, gdy jednak uczeń tworzy produkt pod każdym względem lepszy niż mistrz... czas zmienić mistrza. Poznajcie Dreame Air Station.

Lech Okoń (LuiN)
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na X
Telepolis.pl
Dreame Air Station to taki Dyson PencilVac, tyle że lepszy (test)

Odkurzacze ołówkowe - zupełnie nowa kategoria sprzętu

Gdy Dyson zaprezentował swój PencilVac cały rynek był w szoku. Najpotężniejszy w historii firmy silnik, wraz z całą filtracją i pojemnikiem na śmieci producent zmieścił w "kiju od szczotki". Średnica całej obudowy wyniosła tam zaledwie 38 mm. Do tego ceny były relatywnie niskie jak na Dysona, co z pozoru zniechęcało konkurentów... aż rękawicę podniósł w końcu Dreame.

Dalsza część tekstu pod wideo
Dreame Air Station to taki Dyson PencilVac, tyle że lepszy (test)

I tutaj od razu mówię, nie Dreame nie przeskoczyło Dysona w wyścigu na milimetry, silnik Hyperdymium o średnicy zaledwie 28 mm zaszyty w PencilVac nie był łatwy do pokonania w kilka miesięcy. Sęk w tym, że tylko wielkością, ale już nie mocą. 35 mm szerokości w rączce i 46 mm niżej obudowy w dalszym ciągu pozwala na określanie Dreame Air mianem odkurzacza ołówkowego. Do tego Dreame, zamiast forsować wyścig na milimetry, postanowił dopieścić klientów lepszymi parametrami... i usunąć największe wady Dysona.

Dreame Air Station to taki Dyson PencilVac, tyle że lepszy (test)
Coraz ładniejsze te stacje odbioru kurzu

Dreame Air Station nie martwisz się o brak mocy i baterii, a obsługa jest bardziej sterylna

Zacznijmy od mocy ssania, bo 55 AW w Dyson PencilVac to wartość poniżej rynkowych standardów. Między innymi dlatego elektroszczotka jest tam tak mała - na większą powierzchnię zabrakłoby zupełnie mocy. Przyjmuje się, że w klasycznych pionowych odkurzaczach na mniej niż 100 AW nie powinniśmy zupełnie patrzeć. I tutaj Dreame odrobiło lekcję, bo dostajemy dokładnie 100 AW (20 000 Pa), co w połączeniu z charakterystyką podwójnej, kompaktowej szczotki daje skuteczność bardzo podobną do mojego Roborock H60 Hub Ultra, z którego korzystam prywatnie.

Dreame Air Station to taki Dyson PencilVac, tyle że lepszy (test)

Nie powiem, trochę to zaskakujące, bo wspomniany Roborock deklaruje aż 210 AW, a gdy tylko wjechałem z Dreame do przedpokoju okazało się, że miał co po nim sprzątać i Dreame Air w praktyce doczyszcza lepiej, już bez włączania trybu Turbo.

Dreame Air Station to taki Dyson PencilVac, tyle że lepszy (test)
Tego Dyson nie ma

Wracając jednak do porównania do konkurenta ze stajni Dysona, Dreame Air ma dwukrotnie większy pojemnik na śmieci, z analogiczną funkcją kompresowania kurzu, zamiast jednak nieustannego odczepiania elementów obudowy po każdym sprzątaniu, dostajemy tutaj też stację automatycznego odbioru kurzu!

Dreame Air Station to taki Dyson PencilVac, tyle że lepszy (test)
Zamiast biegania co chwilę do kosza, kurz gromadzi się sterylnie w worku w stacji

Wystarczy odstawić odkurzacz do stacji i ten czyści się sam. W efekcie sprzątamy praktycznie zawsze urządzeniem z pustą komorą i maksymalną efektywnością ssania. Dodatkowo jest to zwyczajnie bardziej sterylne - nie dotykamy miejsc z kurzem na co dzień, a jedynie przy konserwacji raz na jakiś czas. Nie wdychamy też pyłu podczas wysypywania kurzu z odkurzacza do kosza na śmieci, bo ten jest trzymany w stacji i wyrzucamy jedynie 1,5-litrowy worek raz na 50 dni.

Dreame Air Station to taki Dyson PencilVac, tyle że lepszy (test)
W drugiej komorze stacja mieści też dwie dodatkowe szczotki

No i wreszcie bateria. Maksymalnie 30 minut w PencilVac wygląda jak jakiś smutny żart, tymczasem Dreame podbija tę wartość do 40 minut. I pewnie niektórzy powiedzą, co z tego, skoro pewnie w obu trzeba włączać cały czas turbo. No i tutaj właśnie z racji faktu, że Dreame Air nie ma takiej tendencji do przytykania i oczyszcza się przy każdym odstawieniu, standardowy tryb "2" najzupełniej wystarcza do większości czynności. Trójkę odpalałem jedynie przy odsysaniu kurzu ze szczelin kaloryfera i innych trudnodostępnych miejsc z użyciem szczotki szczelinowej.

Dreame Air Station to taki Dyson PencilVac, tyle że lepszy (test)
3 szczotki w zestawie standardowym

Co warto dodać, używanie trybów turbo szkodzi odkurzaczom na dłuższą metę i jeśli to dla Ciebie jedyna opcja, by posprzątać tak, jak lubisz, lepiej od razu szykować się na wymianę sprzętu. Mnie Dreame Air spokojnie wystarcza na błyskawiczne odkurzenie 46 mkw mieszkania, a jego wyjątkowo zwrotna głowica elektroszczotki sprawia, że jest to proces niezwykle przyjemny i lekki.

Dreame Air Station to taki Dyson PencilVac, tyle że lepszy (test)
Podwójne oświetlenie działa niczym test białej rękawiczki, nie umknie nam żadna drobina kurzu

To musisz wiedzieć

By nie było wyłącznie różowo, warto dodać kilka ważnych detali z użytkowania odkurzaczy ołówkowych. Przede wszystkim wbrew wizualnemu wrażeniu, one nadal trochę ważą, a podawane tutaj przez producenta 1,1 kg nie zawiera szczotki.

Dreame Air Station to taki Dyson PencilVac, tyle że lepszy (test)
Na upartego po rozłożeniu na kawałki odkurzacz bez problemu wejdzie nawet do niskiej szuflady

Testowany Dreame Air wraz z elektroszczotką waży łącznie 2,2 kg. Czyli mniej więcej tyle, co masa samego modułu z silnikiem w klasycznych odkurzaczach pionowych. Tutaj jednak w 2,2 kg mieścimy wszystko, a taki Dreame Z30 po doczepieniu szczotki i rury ma trochę ponad 3,3 kg. Dreame Air nie ciąży jednak zupełnie podczas odkurzania podłóg, bowiem niemal fruwa on po parkietach i płytkach, za sprawą aktywnego napędu. 

Dreame Air Station to taki Dyson PencilVac, tyle że lepszy (test)
Włącznik i zmiana trybu. Więcej nie trzeba. Domyślnie odpala się 2 bieg, po naciśnięciu schodzimy na jedynkę "eko", a kolejny klik prowadzi do turbo

Jeszcze ciekawiej natomiast robi się po podłączeniu szczotki szczelinowej - waży ona malutko, podobnie jak pasywna szeroka szczotka do podłóg.

Dreame Air Station to taki Dyson PencilVac, tyle że lepszy (test)
Przy części z silnikiem i akumulatorem mamy jasno napisane - tutaj szczotki nie przyczepiać

Do tej pory szczelinówkę doczepiałem raczej do korpusu klasycznych odkurzaczy pionowych, bo z dodatkową rurą aż więdły ręce przy próbach sprzątania wyżej ulokowanych miejsc. Natomiast Dreame Air domyślnie ma doczepioną rurę (w niej jest zbiornik na kurz), ale całość z końcówką szczelinową waży zaledwie 1,2 kg! I tak to można pracować. W moment odkurzyłem karnisze i dotarłem do najbardziej opornych pajęczyn, używając do tego lekkiego i precyzyjnego pomocnika.

Dreame Air Station to taki Dyson PencilVac, tyle że lepszy (test)
Podwójna elektroszczotka sprawia, że niemal pływa ona po parkiecie i płytkach, nie trzeba tu praktycznie siły

Niemniej fakt, że nie możemy podłączyć końcówek bezpośrednio do silnika może początkowo zaskakiwać. Jest to konsekwencja ustawienia elementów w kolejności: szczotka - zbiornik/rura - silnik, zamiast klasycznego, gdzie zbiornik przyczepiony jest zwykle do silnika, a rura stanowi jedynie pasywny łącznik ze szczotką.

Dreame Air Station to taki Dyson PencilVac, tyle że lepszy (test)
Suwak i filtr

Taka konstrukcja wymusza też dodatkowy odruch, zanim odkurzacz wróci do stacji dokującej. Mowa o użyciu suwaka na rurze, który przepycha zgromadzony kurz bliżej otworu, przez który odbierane są śmieci. Początkowo zastanawiałem się, skąd tam w środku nadal widać włosy i kurz, ale sprawa łatwo się wyjaśniła. Szybki gest i wszystko się łatwo odessało. Warto też zaglądać do umieszczonego na górze zbiornika filtra HEPA i wyciągać go co jakiś czas celem oczyszczenia. Zapewni to wydajniejszą pracę odkurzacza.

Dreame Air Station to taki Dyson PencilVac, tyle że lepszy (test)
Ładowanie od zera do pełna trwa 4 godziny. Niestety zabrakło funkcji szybkiej podmiany akumulatora.

Dreame Air Station ustępuje Dysonowi PencilVac w jednym. Ten ostatni pozwala na wymianę akumulatora za jednym kliknięciem, tymczasem w Dreame Air Station potrzebny jest śrubokręt i praca na 2 akumulatory nie wchodzi w grę. Trzeba odczekać 4 godziny, zanim rozładowany zupełnie odkurzacz odzyska pełnię sił.

Dreame Air Station to taki Dyson PencilVac, tyle że lepszy (test)
Odkurzacz mocuje się do stacji za pomocą magnesów. Pozwala na to zarówno idealne spasowanie elementów, jak i piórkowa masa urządzenia. W końcu nic się nie rysuje i nie walczymy ze sprzętem podczas dokowania.

Dosyć zaskakujące też, na plus dodam, jest samo mocowanie odkurzacza w stacji dokującej. Inne sprzęty zwykle miały uchwyty, które w mniejszym lub większym stopniu po czasie rysowały nam odkurzacz. Tutaj odkurzacz niemal magicznie przyczepia się magnesem, a kurz odsysany jest mimo wszystko w szczelny sposób. To taka wręcz forma doskonale dojrzała.

Dreame Air Station to taki Dyson PencilVac, tyle że lepszy (test)
Na stacji mamy tylko dwa przyciski. Lewy włącza/wyłącza automatyczne opróżnianie. Drugi pozwala zatrzymać opróżnianie lub wymusić je ręcznie

I ostatnie na koniec, turbina odsysająca kurz obudzi umarłego. Całe szczęście jednak proces trwa króciutko, a automatyczne opróżnianie można łatwo wyłączyć przyciskiem na stacji. Przycisk po lewej świecący na niebiesko oznacza opróżnianie przy każdym zadokowaniu, a wyłączony oznacza, że odkurzacz jest w trybie ręcznego opróżniania.

Podsumowanie. Dreame Air Station zmienia odkurzanie

Dreame Air Station to idealny sprzęt do małych mieszkań czy do użytku w wybranych pomieszczeniach, bez zagracania sobie przestrzeni. Jego stacja ładowania z funkcją przepompowywania kurzu i z zasobnikiem na akcesoria jest jedną z najmniejszych na rynku. Do tego wygląda bardzo estetycznie, a w połączeniu z ekstremalnie smukłym odkurzaczem, praktycznie nie rzuca się niepotrzebnie w oczy. Nie ma więc niepożądanego efektu przeładowania wnętrza sprzętem, choć pewnie wprawione oko dostrzeże, że ten "kij od miotły" bardziej wygląda jak pojazd kosmiczny.

Dreame Air Station to taki Dyson PencilVac, tyle że lepszy (test)
Trudno nie odnieść wrażenia, że w tym odkurzaczu czegoś brakuje, ale nie - wszystko udało się zmieścić w rączce

Po stronie wad widzę tak naprawdę tylko dwie i absolutnie nie chodzi tutaj o cenę. Po pierwsze akumulator powinien być prosto wymienialny, a nie dopiero z użyciem śrubokręta. Druga kwestia to kształt szczotki. Konkurencyjny Dyson ma nisko schodzące ku bokom stożki, tymczasem w Dreame Air mamy nad wałkami garb, który po lewej stronie ma aż 7 cm wysokości. Natomiast doceniam, że korpus odkurzacza może praktycznie sunąć po podłodze podczas wjeżdżania głęboko pod sofy - wystarczy zaledwie 9,5 cm prześwitu.

Dreame Air Station to taki Dyson PencilVac, tyle że lepszy (test)
Szczotka ma wysokość do 7 cm, ale ta bez napędu z zestawu jest praktycznie płaska

Firma Dreame, w przeciwieństwie do swojego tytułowego konkurenta, nie skupiła się jedynie na biciu rekordów smukłości, ale też dobrze przemyślała, jakie są faktyczne potrzeby konsumentów. Dwukrotnie większa pojemność zbiornika na śmieci, o 1/3 dłuższy czas pracy na baterii, a do tego niemal dwukrotnie większa moc ssania i zmieniająca wszystko stacja odbioru śmieci. Tak się robi odkurzacz dla ludzi faktycznie sprzątających, a nie nie tylko jakiś fikuśny element wystroju. Debiut Dreame w nowej kategorii sprzętów oceniam bardzo pozytywnie, do oceny 10/10 zostało do poprawienia naprawdę niewiele.

Dreame Air Station: 9/10
plusy
  • Ekstremalnie niska masa i wysoka smukłość odkurzacza
  • Jedna z najmniejszych stacji odbioru kurzu na rynku
  • Wyjątkowo zwinna i skuteczna elektroszczotka
  • Akcesoria mieszczą się w stacji (nie trzeba ich szukać)
  • Topowa na tle konkurencji moc ssania
  • Zadowalający czas pracy
  • Spójny, elegancki design, bez agresywnych, rzucających się w oczy elementów
  • Elektroszczotka automatycznie tnie włosy, ograniczając splątywanie
  • Rozsądna cena
minusy
  • Trudna wymiana akumulatora
  • Wysoki profil elektroszczotki (z boku do 7 cm)