Pekin w furii i mówi o spisku. USA nie miały prawa tego zabrać

Pekin nie bawi się w gry słów i domysły — przejęcie Manus przez Meta (właściciel m.in. Facebooka) za kwotę 2 mld dolarów to „spiskowa” próba osłabienia krajowej bazy technologicznej. W kraju zawrzało, ruszyło śledztwo i wieloagencyjne działania powstrzymujące skutki umowy.

Lech Okoń (LuiN)
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na X
Pekin w furii i mówi o spisku. USA nie miały prawa tego zabrać

Założyciele Manus zatrzymani w Chinach

W marcu współzałożyciele Xiao Hong i Ji Yichao zostali wezwani przez NDRC, głównego planistę gospodarczego kraju, aby omówić potencjalne naruszenia chińskich przepisów dotyczących inwestycji zagranicznych. Do czasu wyjaśnień mają zakaz opuszczania kraju. Wcześniej „ejajowy" startup przeniósł główny zespół i siedzibę firmy do Singapuru.

Dalsza część tekstu pod wideo

W Singapurze łatwiej było Manusowi przyjąć kapitał zagraniczny i sfinalizować transakcję. Już jednak samo wakacyjne wyjście firmy z Chin rozpoczęło lokalne śledztwo. Gdy do kompletu wjechały miliardy od Meta, w Pekinie zawrzało i wrze coraz bardziej. Choć pierwotne kontrole Ministerstwa Handlu nie były wysoce alarmujące (Manus używać miał zewnętrznych modeli AI, a nie „własnych, chińskich”), niespodziewanie firma trafiła na języki polityków i narobiła szumu na Weibo (główna platforma Social Media w Chinach). 

Manus opuszcza swój kraj ojczysty po tym, jak wykorzystał tanich i wysokiej jakości chińskich inżynierów do opracowania swojego produktu

- czytamy w szeroko udostępnianym wpisie na Weibo

Po początkowym ogłoszeniu globalnego sukcesu, jak to chiński startup, wbrew trudnościom regulacyjnym został sprzedany za 2 mld dolarów, komuś w chińskiej Komisji Bezpieczeństwa Narodowego pękła żyłka. Jej raport, który określił umowę jako „spiskową”, został rozesłany do wyższych przywódców i wywołał wieloagencyjny przegląd umów.

Chiny teraz to sobie mogą

Choć Chiny będą teraz naciskać na odkręcenie całej transakcji sprzedaży, może okazać się to w praktyce niewykonalne. Meta zdążyła już zintegrować rozwiązania Manusa w swoich narzędziach do zarządzania reklamami. Słowem, to już nie są dwa oddzielne byty i właściciel Facebooka radośnie korzysta z tego, za co zapłacił.

Nawet jeśli Pekinowi nie uda się z Manusem, nadrzędnym celem jest teraz zabezpieczenie, by inne firmy nie poszły w ślady tego startupu. W opinii polityków, technologiczne talenty powinny pozostać w kraju. Trudno w tym momencie powiedzieć, jak bardzo agresywne będą Chiny w osiągnięciu tego zadania.